Katedra Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny w Walencji

Według tradycji kościoła hiszpańskiego i przekonania większości mieszkańców Walencji od piętnastego wieku znajduje się w katedrze w Walencji. Nie dysponujemy żadnymi dowodami historycznymi ani pewnymi informacjami co się z nim działo przez tysiąc pięćset lat od czasów Ostatniej Wieczerzy (podobno tułał się po klasztorach pirenejskich), za to jego dzieje obrosły frapującymi legendami. W piśmiennictwie ta nazwa pojawia się po raz pierwszy w XIII wieku Można powiedzieć, że tak jak z wieloma innymi relikwiami: całunem turyńskim, chustą świętej Weroniki, włócznią świętego Maurycego czy koroną cierniową ich pochodzenie było bardzo niepewne, losy w czasach średniowiecza mocno zagmatwane za to wiara w ich autentyczność bezdyskusyjna. Inaczej rzecz się miała z relikwiami Krzyża świętego, który odnalazła matka Konstantyna święta Helena. W przypadku „Świętego Kielicha”, który znajduje się w kaplicy Santo Caliz w katedrze w Walencji dwaj papieże Jan Paweł II i Benedykt XVI używali go podczas sprawowania Mszy św, czy wierzyli w jego autentyczność trudno powiedzieć, sądzę, że raczej wierzyli w jego wartość symboliczną i teologiczną, jako element umacniania wiary, tak jak wierzymy w przesłanie religijne Jezusa zawarte w Ewangeliach. Rzetelne śledztwo w sprawie autentyczności kielicha przeprowadził Grzegorz Górny w swojej książce „Tajemnice Graala”. Według niego, jego rozmówców naukowców, archeologów, historyków mamy do czynienia z autentycznym „naczyniem” z czasów Chrystusa. Nie będę rozwijał dalej tematu autentyczności, kto się tym interesuje niech przeczyta książkę (uważam Górnego za znakomitego dziennikarza zajmującego się tematyką religijną). Odniosę się do fenomenu pewnych zjawisk. W Średniowieczu posiadanie relikwii podnosiło prestiż miasta, klasztoru, kościoła czy władcy, pobudzało religijność mieszkańców i przyciągało pielgrzymów, w konsekwencji stawało się źródłem bogactwa. W sumie prowadziło to do wielu oszustw i mistyfikacji. Tak działo się na zachodzie Europy, Polska nie uczestniczyła w tym szaleństwie czy procederze w takim stopniu jak Zachód. Sądząc po dzisiejszym nastawieniu do różnych mód i ideologii, wygląda na to, że sceptycyzm mamy zapisany w naszych genach. Jedyne znane mi przypadki to wykupienie zwłok świętego Wojciecha od Prusów za ilość złota odpowiadającego ich wadze a potem wykradzenie relikwii świętego Wojciecha przez Czechów. Drugi przypadek to podarowanie przez papieża relikwii świętego Floriana i uczynienie go patronem Polski. Tylko te relikwie można nazwać lokalnymi.
Prawa część Alabastrowego Retabulum w kaplicy świętego Graala i ,,Święty Kielich”
Lewa część alabastrowego retabulum
Tak wygląda z bliska święty Graal. Zdjęcie z Internetu
Jan Paweł II w katedrze w Walencji. Zdjęcie z Internetu
Kiedy Italia była poza wszelką konkurencją a Ziemia Święta stała się niedostępną trwała zażarta rywalizacja między Bizancjum, Anglią, Francją, Cesarstwem Niemieckim i królestwami nazwijmy je hiszpańskimi o relikwie najlepiej pierwszej kategorii czyli związane z Jezusem. Tak więc włócznia świętego Maurycego należała do regaliów Świętego Cesarstwa Narodu Niemieckiego (podobna znajduje się w Eczmiadzynie w Armenii). Król Ludwik IX (późniejszy święty) wykupił koronę cierniową od Baldwina II władcy efemerycznego Cesarstwa Łacińskiego (pokonane Bizancjum) a katedra w Amiens posiadała głowę Jana Chrzciciela mimo że katedra świętego Jana na Lateranie też ją miała. Katedra w Kolonii miała i ma relikwie Trzech Króli. Hiszpanie uzyskali poparcie świętego Jakuba Apostoła w swojej walce z Maurami – pisałem już o tym – jego grób odkryty w Santiago de Compostela stał się najpopularniejszym miejscem pielgrzymek w średniowiecznej Europie. Dopełnieniem hiszpańskiego triumfu nad Maurami został święty Graal, który z ukrycia patronował rekonkwiście. Najpierw gdzieś z klasztorów pirenejskich, potem z Saragossy aż w końcu w Walencji od 1437 roku. Fascynacja świętym Graalem przekracza jednak zainteresowanie innymi relikwiami, powstało więcej legend i sławniejsze postaci czy „instytucje” były z nim związane, wymienieni wcześniej Rycerze Okrągłego Stołu czy Zakon Templariuszy, który mienił się Strażnikami Świętego Graala. Kielich nawet współcześnie przyciąga poszukiwaczy sensacji, którzy piszą kretyńskie książki jak na przykład Dan Brown.
Barokowa fasada główna od strony Placa de la Reina z tak zwaną żelazną bramą
Dzwonnica katedry Micalet za dnia i w nocy
Katedra od strony Plaza del Virgen na której znajduje się fontanna Neptuna. W tle portal Apostołów i renesansowa galeria
W katedrze w w Walencji Święty Kielich znalazł się w podobny sposób jak korona cierniowa w Saint Chapelle w Paryżu. Król Navarry Juan II zastawił go za pożyczkę udzieloną przez mieszczan Walencji. Pożyczki nigdy nie spłacił i tak Walencja weszła w posiadanie cennej relikwii co przyklepał Alfons V król Aragonii.
Kielich wystawiony jest nad tabernakulum w niszy w pancernym szklanym relikwiarzu, podświetla go dość mocne światło przez co jest słabo widoczny gdy ośmioboczną kaplicę spowija mrok a światło promieniujące od kielicha uwypukla figury pięknego gotyckiego ołtarza (retabulum) z alabastru. Gra świateł potęguje nastrój skupienia, ale utrudnia zrobienie dobrego zdjęcia.
Jeśli się widzi Kielich pierwszy raz i nic się przedtem o nim czytało, to pierwsze wrażenie każe odrzucić przekaz, że jest to kielich z którego pił Jezus a co najważniejsze dokonał przemiany wina w swoją krew. Po prostu wygląda na luksusowy co kłóci się z naszą wiedzą i przekonaniami. Ale inaczej rzecz się ma gdy poznało się jego historię. Ze znanych opisów wiadomo, że pierwotnie była to wykonana z agatu prosta czara (powiedzmy kubek bez uszu), typowa dla starożytności i o charakterystycznym kształcie. Kiedy uzyskała obecny kształt kielicha, nie wiadomo, prawdopodobnie w Saragossie lub w początkach pobytu w Walencji. Najprawdopodobniej arabski jubiler dorobił złotą podstawę ozdobioną perłami wraz z bocznymi uchwytami, bo na podstawie znajduje się arabska inskrypcja „li-izahirati”, co znaczy „dla tego, który jest blaskiem” (podaję za Internetem). W XVIII wieku zdarzyło się nieszczęście, podczas Mszy celebrans upuścił kielich, który pękł na dwoje, czaszę sklejono, skaza pozostała.
Kiedy pierwszy raz odwiedziłem Walencję trafiłem na jakąś uroczystość i tłum modlących się wiernych. Recytacje litanii, półmrok i atmosfera duchowości silnie oddziaływały na wyobraźnię. Sześć lat później, 17 grudnia 2008 roku w kaplicy było pusto, może sprawiła to zima a może lewackie rządy Zapatero.
Kasetonowy Ołtarz główny (Capilla Mayor)
Custodia w której obnosi się monstrancję z Eucharystią podczas uroczystości z procesją
Sredniowieczna Kaplica Wniebowstąpienia w obejściu prezbiterium (Ambicie). W relikwiarzu na dole ręka świętego Wincentego Męczennika
Kaplica świętego Dionizego, (bardzo popularnego na zachodzie męczennika, tego który nosił głowę pod pachą) i świętej Małgorzaty
Capilla de Santo Tomas de Villanuova augustianin, kaznodzieja, wykładowca w końcu arcybiskup Walencji XVI wiek
Kaplica Matki Boskiej Pilar (na kolumnie). Jest to kopia figury z Saragossy. MB Pilar obok MB z Monserrat są najbardziej czczonymi wizerunkami Matki Boskiej w Hiszpanii Zdjęcie z Internetu, (moje nie wyszło)
Kaplica Chrystusa Dobrej Śmierci
Zamieszczam zdjęcie dwóch makiet katedry, które dają najlepsze wyobrażenie o jej kształcie. Jest to budowla eklektyczna, z przewagą elementów gotyckich na zewnątrz – nic w tym dziwnego skoro ją budowano i ciągle przerabiano od trzynastego wieku do czasów współczesnych. Przez ten czas zrosła się z historią Walencji i stała się jej dumą. A każde bogacące się pokolenie starało się dołożyć swoją cegiełkę i pozostawić trwały ślad. Tak się rzecz działa z większością wspaniałych katedr w innych miastach z tym, że jedni fundatorzy byli konsekwentni i trzymali się planu, inni ulegali nowym prądom. Budowę rozpoczęto natychmiast po rekonkwiscie, na miejscu dawnego meczetu , którego część murów inkorporowano w skład katedry. Tak postępowano we wszystkich miastach obecnej Hiszpanii. Maurowie burzyli katedry i kościoły Wizygockie stawiając na ich miejscu swoje meczety a zdobywcy aragońscy i kastylijscy robili to samo z meczetami wznosząc na ich miejscu katedry z tą różnicą, że mniej burzyli a więcej zachowywali i rozbudowywali. Tak też postąpiono w Walencji. Pierwotne założenie nawiązywało do gotyku śródziemnomorskiego, ale znalazły się tam i elementy mauretańskie oraz romańskie (wejście od strony plaza de la Virgen, portal Apostołów). Najwięcej szkód w wystroju katedry narobiło szaleństwo neoklasycyzmu. Osobiście bardzo nie lubię tego stylu, uważam go za masoński wybryk, tym bardziej, że na siłę przebudowywano wtedy kościoły gotyckie w stylu klasycystycznym uważając gotyk za coś gorszego. Podczas gdy według mnie gotyk najlepiej realizuje funkcję religijną świątyni. Katedra w Walencji ucierpiała od tych przeróbek tylko we wnętrzu. Elementy gotyckie przykryto sztukateriami i usunięto gotyckie retubula kasetonowe w kaplicach obejścia. Już w dwudziestym wieku zdecydowano się usunąć wszelkie przeróbki neoklasycystyczne i niektóre barokowe. Jednak kaplice w obejściu pozostawiono, przywrócono tylko domniemany średniowieczny wygląd Capilla Mayor czyli ołtarza w prezbiterium, są tam teraz w ołtarzu średniowieczne obrazy i obok piszczałki organów, gdyż chór został zniszczony w czasie pożaru. Katedra dwukrotnie była poważnie uszkodzona, najpierw w 1809 barbarzyńscy żołnierze napoleońscy dopuścili się rabunku i zniszczeń -rozebrano i stopiono wówczas piękny srebrny ołtarz a potem podczas wojny domowej 1936-39 żołnierze republikańscy (anarchiści i komuniści) spalili katedrę.
Zadziwiające jak obecnie katolicy hiszpańscy są bezradni wobec ofensywy postkomunistów – nie przypominają im jakich potworności dopuszczali się żołnierze tak zwani republikańscy mordując księży, mordując i gwałcąc zakonnice oraz paląc kościoły.
Podczas uroczystości Matki Boskiej Pilar. Wystawienie figury MB widok od strony fontanny Neptuna. Zdjęcie z Internetu
Bazylika de la Virge de los Desamparados połączona z katedrą przejściem arkadowym
Jeśli się porówna katedrę w Walencji z innymi katedrami hiszpańskimi a widziałem ich dużo, to pod względem piękna, urody i oryginalności należy na pewno do czołówki hiszpańskiej. Jest zdecydowanie mniejsza od tych największych katedr i w wyniku dobudowanych kaplic utraciła plan krzyża. Przeróbki a potem mądre oczyszczenie z niektórych przeróbek dodały jej blasku i charakterystycznego wyróżnika. Bardzo ciekawie wygląda trzypiętrowa galeria renesansowa wychodząca na plac de la Virgen (Dziewicy) skąd w przeszłości notable podziwiali procesje i zgromadzenia religijne przed katedrą. Ładnie też wkomponowano barokową wklęsłą fasadę obok ośmiobocznej dzwonnicy Micalet. W tej unikatowej ze względu na wklęsłość fasadzie znajduje się interesujący portal tak zwana Brama Żelazna. Równie ciekawy a może jeszcze ciekawszy jest romański portal Brama Apostołów z figurami dwunastu Apostołów. Na skrzyżowaniu transeptu i nawy głównej jest charakterystyczna ośmioboczna wieża – unikat w skali hiszpańskiej. Od strony północnej Katedra połączona jest z bazyliką de la Mare de Déu dels Desemparats (nazwa po katalońsku, podpis pod zdjęciem po hiszpańsku) oraz z kompleksem Pałacu Arcybiskupów od strony wschodniej XVIII-wiecznymi łukami. Nie ma sensu opisywać wszystkich kaplic w obejściu i w nawach bocznych, gdyż trzeba to zobaczyć. Ale także wiem z doświadczenia, że jedna wizyta nawet najdłuższa to za mało żeby wszystko ogarnąć w tej czy innej katedrze, trzeba opracować własną metodę. W moim przypadku to najpierw zapamiętuję układ i ustalam orientację, więc robię pierwsze obejście a potem kolejne i kolejne. Wbrew pozorom nic się nie rozjaśnia w każdym kolejnym obejściu, rozjaśnia się dopiero przy kolejnych wizytach, jeśli można je zrobić. Jeszcze tylko ciekawostka w katedrze jest kaplica świętego z rodu Borgiów. Renesansowy papież Aleksander VI pochodził z rodu Borgiów w Hiszpanii, powszechnie uważany za jednego z najgorszych papieży – kochanka, dwoje dzieci: Cezar i Lukrecja, nepotyzm, bezwzględność i Bóg wie co jeszcze a w Walencji jest uważany za dobroczyńcę, który również ustanowił tam archidiecezję.
Figura Virgen de la Coro. Matka Boska opiekunka kobiet w ciąży
Na koniec pewne skojarzenia z Polską. Nazwa Walencja pochodzi z łacińskiego słowa valens co oznacza silny. Takie imię miał jeden z cesarzy rzymskich – zawarł porozumienie z Wizygotami a potem je złamał i zginął w przegranej z nimi bitwie pod Adrianopolem. Jak wiemy nasz Lechu od niego pochodzi. I druga reminiscencja, my uważamy, że nasze rozbicie dzielnicowe było tragiczne w skutkach, to chcę powiedzieć, że hiszpańskie trwało zdecydowanie dłużej było zarówno tragiczne, ale i wyzwalało konkurencję, która skanalizowała się w skutecznej rekonkwiście. Był moment, że na terenie północnej i środkowej Hiszpanii istniało osiem królestw w tym Królestwo Walencji a na południu kilka emiratów Maurów.
Na obrazku wyróżniającym zdjęcie rozety z portalu Apostołów. Widać wyraźnie gwiazdę Dawida. Według przekazu Żydzi z Walencji zgodzili się pożyczyć pieniądze na wykonanie tej rozety pod warunkiem, że umieści się w niej gwiazdę Dawida. No i umieszczono.





Dodaj komentarz