To była moja pierwsza wyprawa na zachód i od razu do Stanów Zjednoczonych. Gierek kupił w amerykańskich firmach RCA i Corning Glass Works licencję na produkcję kolorowych telewizorów a w zasadzie kineskopów. Wraz z licencją zakupiono całą linię produkcyjną pod klucz z obowiązkiem jej uruchomienia, przeszkolenia pracowników i osiągnięcia wymaganej zdolności produkcyjnej. Ogłoszono nabór inżynierów do pracy w nowo utworzonej firmie Polkolor. Zostałem zatrudniony i zacząłem się uczyć intensywnie angielskiego. W ciągu pół roku naprawdę morderczej nauki po 5-6 godzin dziennie, przeczytania kilkunastu książek po angielsku, wyuczeniu się całych lekcji na pamięć i zniszczeniu dwóch magnetofonów zdałem egzamin z angielskiego przed komisją i zostałem zakwalifikowany na szkolenie w USA. Znalazłem się wśród ponad 30 szczęśliwców z Huty szkła, którzy mieli w trzech grupach lecieć na szkolenie albo do miejscowości State Collage albo do Corning. Koniec marca 1978 roku wylot, niebywały natłok wrażeń, wszystko nowe, wszystko niezwykłe w zestawieniu z siermiężną Polską. Chłonęło się zapachy, dźwięki, kolory. Każde zdarzenie i każde wrażenie wdrukowywało się w pamięć na zawsze. Nie przeszkadzał natłok informacji, każdy z nas miał swoją hierarchię zapamiętywania. Po latach, w rozmowach z kolegami weryfikujemy swoje wrażenia kto co pamięta. Co ciekawe zawodowe informacje zostały zapomniane, natomiast wszyscy pamiętają metodę uczenia, sposób korzystania z dokumentacji, naukę rozwiązywania problemów tzw. troubleshooting i atmosferę w pracy. Moje pierwsze przeżycia wiązały się z problemami komunikacyjnymi – na początku w ogóle nie rozumiałem robotników i przerażało mnie, że większość z nich pluła krwią. Potem się okazało, że mówili oni slangiem, żuli tytoń i co jakiś czas spluwali. Nietrudno się domyślić co najlepiej zapamiętaliśmy: obfitość dóbr w supermarketach, zakupy no i nasze weekendowe wyprawy do Nowego Jorku, Waszyngtonu, Pittsburga nad Niagarę, do muzeum w Corningu i do wielu pomniejszych miejscowości. Mieliśmy do dyspozycji dwa auta typu combi (station wagon). Jeździliśmy w zespole siedmio- lub ośmioosobowym – sześć osób siedziało a dwie leżały w części bagażowej na deku. State College jest położony centralnie w Pensylwanii, co pozwalało dojechać do wyżej wymienionych miejsc w ciągu kilku godzin. Poniżej i w kilku kolejnych wpisach będę zamieszczał zdjęcia z tych wypraw i dalsze informacje . Zaczynam od Waszyngtonu. Przed wyjazdem ze State College uzyskaliśmy zaproszenie od kongresmena (pochodzenia słowackiego) z Pensylwanii na zwiedzenie Kongresu i Białego Domu. Wtedy jeszcze nikt nie słyszał o terroryzmie i można było wejść za zaproszeniem do Białego Domu pod nieobecność prezydenta. We wnętrzu Białego Domu nie można było robić zdjęć. W Waszyngtonie byłem jeszcze trzy razy w roku1989, 1995 i 2008, dlatego też niektóre zdjęcia zestawiam razem dla porównania. Wyjechaliśmy o drugiej w nocy, w owym czasie obowiązywało ograniczenie szybkości do 55 mil na godzinę. Gdzieś po godzinie jazdy przed Harrisburgiem zatrzymała nas policja, na szczęście jeszcze nie byliśmy na autostradzie, dostaliśmy upomnienie za jazdę środkiem drogi i dojechaliśmy po szóstej z rana do Waszyngtonu. Mogliśmy zaparkować na tzw owalu bardzo blisko Białego Domu. Zjedliśmy śniadanie na trawniku przed Białym Domem i potem szesnaście godzin intensywnego zwiedzania: Mall, Lincoln Memorial, Washington Memorial, Jefferson Memorial, Arlington, Kongres, BiałyDom, Smithsonian, National Gallery, Air and Space Museum, Natural History Museum.
Przed wejściem do Białego Domu 1978 maj









Dodaj komentarz