AMERYKAŃSKA RULETKA i Las Vegas
Siła przykładu a nie przykład siły
20 STYCZNIA, dzień zaprzysiężenia nowego prezydenta Joe Bidena (78 lat). Najstarszego prezydenta kiedykolwiek obejmującego urząd. Jaka to będzie kadencja, nikt nie wie, nie ma nawet pewności czy wypełniona do końca i czym wypełniona. O ile poprzedni prezydenci niezależnie czy demokraci czy republikanie różnili się w sprawowaniu władzy zaledwie kilkoma drugorzędnymi kwestiami dla losów i funkcjonowania USA, to obecnie mamy do czynienia z fundamentalną zmianą, odrzucenia pragmatyzmu na rzecz agresywnej lewicowej ideologii. Rzecz niebywała w Ameryce sprzeczna z jej duchem i sprawdzoną praktyką. Ponieważ przyszłość jest prawdziwą ruletką, dla Ameryki, dla świata w tym i dla Polski to skojarzyła mi się w jakiś sposób z Las Vegas. Czy Ameryka pójdzie w ślady Miasta Grzechu? Ekonomiści już mówią o niespotykanym kryzysie gospodarczym, który czeka ten kraj w związku z planami rozdawnictwa Bidena. Czy będzie to kadencja rozwiązywania sztucznych problemów, hazardu i rozrywki z pustynią wokoło jak to jest w Vegas, gdzie tylko nieliczni zyskują a większość traci czy może coś innego? W związku z tym zamiast wróżyć z fusów piszę o mojej wizycie w tym mieście w 1997 roku.
Międzynarodowe lotnisko na Stripie w Las Vegas
Współczesne las Vegas zdjęcie z Wikipedii
Las Vegas (oznacza łąkę po hiszpańsku) niegdyś oaza na pustyni Mojave, to jaskinia hazardu na środku pustyni, budzi mnóstwo skojarzeń, dziesiątki filmów których akcja dzieje się właśnie tam, fundamenty gangsterskie i rywalizacja gangów o zyski, łatwe rozwody, szybkie śluby, wielcy gwiazdorzy, którzy tam występowali, szczególnie Frank Sinatra (Hotel New York New York), ale nawet Wioletta Villas śpiewała do kotleta, mistrzowskie pojedynki bokserskie (Cassius Clay, Mike Tyson i inni), to wszystko w recepcji przeciętnego człowieka wiąże się z Vegas.
Nowy most z widokiem na Hoover Dam
Hoover Dam od strony zbiornika Mead
Moje Las Vegas to krótki pobyt podczas wyprawy z Los Angeles do Wielkiego Kanionu w Colorado. Autostradą Interstate 15 i 93. Po drodze jeszcze przystanek na tamie Hoovera z rzutem oka na sztuczny zbiornik Mead. Tama Hoovera zbudowana w latach trzydziestych była cudem techniki w owym czasie i świadectwem nieograniczonych możliwości Ameryki. Widoki z tamy są spektakularne a obecnie z nowo zbudowanego mostu jeszcze bardziej zapierające dech w piersiach. W 1997 roku jeszcze przejeżdżało się bezpośrednio przez tamę i serpentynami zjeżdżało i pięło się pod górę. Zamieszczam zdjęcie z Internetu z widokiem na most i i tamę współcześnie i moje zdjęcie z tamy w 1997.
Harrah’s hotel z 1997 roku i współczesne wejście
Przed hotelami Harrah’s i New York New York
Mieszkałem w hotelu Harrah’s (39.90USD), który nie jest położony w mieście ale na tak zwanym Stripie, gdzie mieszczą się najbardziej znane i najwspanialsze, gigantyczne kompleksy hotelowe. Trzeba nieco ponad godziny, żeby spacerem przejść wzdłuż Stripu a z oględzinami i wejściem na teren każdego hotelu dużo, dużo więcej. Obecnie hotel ten jest po liftingu i w niczym nie przypomina tamtego hotelu ze względu na nową aranżację. Na Stripie czyli „pasku” cały czas trwa gorączka budowlana, powstają ciągle nowe hotele, sklepy i miejsca rozrywki nawet zbudowano naziemną kolejkę wzdłuż Stripu. W okresie przed kryzysem Trump zbudował tam 64 piętrowy z tysiącem dwustu pokoi w kolorze złotym hotel. Z tym, że jego hotel zaliczany do najbardziej luksusowych nie ma kasyna. Wszystkie inne rozbudowaną część parterową przeznaczają na kasyna. W Harrah’s znaczny obszar części kasynowej zajmowały automaty do gry przy których w większości siedziały leciwe kobiety, pracowicie trwoniąc pieniądze odziedziczone po zmarłych mężach. Między nimi krążyli kelnerzy donosząc drinki i koktajle. Tylko dw razy słyszałem radosne okrzyki osób które wygrały górę ćwierćdolarówek. Na zapleczu kasyn znajdowały się bary i restauracje z „casual dinning”. Restauracje „Fine dinning” ulokowano w zewnętrznym pawilonie, na szczycie wieżowca, przy basenie i sali widowiskowej. Jedzenie w „casual dinning” było wyśmienite, dwie olbrzymie hale podzielono na różne kuchnie: narodowe i rodzajowe. Wszystkie były samoobsługowe i można było jeść do woli. Niestety nie udało się wszystkiego spróbować w ciągu dwóch i pół dni. Tym bardziej, że byłem zaproszony do restauracji Steak House w „Cesar Palace” na kilogramowego steka, którego nawet w połowie nie zjadłem. Zadziwiająco jak wszystko było bardzo tanie w porównaniu do Los Angeles czy San Francisco. Harrah’s miał najuboższą ofertę rozrywkową. Wszystkie otaczające hotele prezentowały różnego rodzaju pokazy. I znowu trzeba było dokonać trudnego wyboru gdzie pójść i co oglądać, jako że większość spektakli odbywała się w tym samym czasie. Nie wszystko pamiętam, ale przed hotelem „Miracle” był pokaz tańczących fontann, przed „Luxor-Piramid” „Aida”, przed „Cesar Palace” jakieś walki legionów rzymskich, w „New York, New York” jakaś rewia, przed „Treasure Island” bitwa morska i napad piratów, innych nie pamiętam.
Statek piracki przed hotelem Treasure Island
Nabrzeże pirackie przy Treasure Island
Wybrałem godzinne widowisko „napad piratów” również z powodu bliskości do mojego hotelu. Ale zabawa była przednia, na stosunkowo dużym akwenie walczyły dwa statki, więc najpierw salwy armatnie, łamiące się maszty i spadające żagle, abordaż, pojedynki na rapiery, cyrkowe sztuczki, charakterystyczne kostiumy, widowiskowe upadki do wody i wreszcie zatonięcie zdobytego żaglowca.
Główna ulica w centrum Las Vegas Freemont Street w dzień i w nocy
Współczesna Freemont St zdjęcie z Internetu
W tym samym czasie w centrum Las Vegas na Freemont Street był pokaz „Światło i dźwięk”. To widowisko zaliczyłem następnego dnia. Ulica Freemont na długości około dwustu metrów była przykryta świetlnym dachem, który w trakcie pokazu nieustannie się zmieniał – wyświetlano różnego rodzaju obrazy a więc sceny z Dzikiego Zachodu, krajobrazy pustynne, górskie i morskie i o ile dobrze pamiętam to również pewne sceny z kultowych filmów. W tle rozbrzmiewała piękna muzyka „evergreen” poważna jak i pop. Obejrzałem trzy półgodzinne pokazy. Freemont Street była również ciekawa dla przybysza z Polski ze względu na wszędzie jarzące się neony takie jak The Golden Nugetts, Lucky Luck i inne, które dosłownie czyniły z nocy dzień.
Przeglądając zamieszczoną mapę można się zorientować w ilości Hoteli w mieści i na samym Stripie – jest ich mnóstwo, ale tylko kilka jest flagowych nazywanych zresztą resort.
Dla wielu Amerykanów Las Vegas jest miejscem spędzania urlopów i wypoczynku, hotele są w stanie zapewnić każdą rozrywkę. Podobną uciechę zapewni Biden Chińczykom.













Dodaj komentarz