Zapatrzony w amerykański konserwatyzm, szczególnie w trafne diagnozy konserwatywnych intelektualistów, a także precyzyjne i dogłębne opisy występujących współcześnie zjawisk z odniesieniem do tradycyjnego systemu wartości z przykrością odebrałem ich niejednoznaczny stosunek do napaści Rosji na Ukrainę. Było to kompletnie niezrozumiałe, dostrzegłem jakiś fałsz w ich postawie. Pojawiło się pytanie dlaczego? Są dwie grupy przyczyn, które postaram się przedstawić w tym wpisie. Obie bazują na naiwności i łatwowierności w stosunku do Rosjan. Konserwatyści uwierzyli w prezentowane publicznie opinie i stanowiska światopoglądowe Putina i prokremlowskich intelektualistów jako prawdziwe. Czy dlatego, że byli tak przekonywający i powszechnie wiadomo, że są prawdomówni? Nie! Konserwatyści chcieli uwierzyć, bo był to „wróg naszych wrogów”. A po drugie Rosjanie mówili to co Zachodni konserwatyści chcieli usłyszeć. Posługując się językiem odnoszącym się do tradycyjnych wartości.
Szukając w Internecie materiałów będących oznaką przygotowania Rosji do wojny w różnych obszarach mediów źródeł i zdarzeń, które poprzedzały rosyjską napaści na Ukrainę, przypomniałem sobie różne publiczne wystąpienia intelektualistów prokremlowskich. Posłuchałem też dyskusji jeszcze z okresu przedwojennego rosyjskich ideologów z ich adwersarzami liberalnymi z Europy Zachodniej oraz zapoznałem się z niektórymi ich tekstami. Zadałem sobie trud i przeczytałem 39 stron z mało znanego u nas wystąpienia Putina na spotkaniu klubu Wałdajskiego w listopadzie 2021 roku. Było ono bardzo pouczające – typowa na najwyższym poziomie maskirowka. Załączam link do niego( https://www.youtube.com/watch?v=nRFkbZE7OjQ) i prezentuję za tygodnikiem „wSieci” fragment dotyczący oceny zjawiska które jedni nazywają postępem społecznym a konserwatyści kryzysem cywilizacyjnym na Zachodzie. ( Jeśli ktoś jest zainteresowany mogę przesłać indywidualnie cały tekst po angielsku). W wystąpieniu Putina zastosowano sposób argumentacji i język które trafiają do wielu ludzi na Zachodzie. Właśnie to przemówienie wywołało żywą reakcję i falę dyskusji w wielu środowiskach prawicowych i potraktowane zostało jako alternatywa dla dominującej narracji lewicowo liberalnej.
My w Polsce mamy tę przewagę, że po pierwsze: znamy sposób działania Rosji lepiej niż ludzie nam Zachodzie, po drugie: w swym oporze przeciw szaleństwom współczesności możemy oprzeć się na chrześcijańskim systemie wartości niż konserwatyści w zsekularyzowanych społeczeństwach zachodnich, dla których Putin okazuje się ostatnim promykiem nadziei na ocalenie chrześcijaństwa. To wystąpienie i stanowisko prorządowych intelektualistów rosyjskich tłumaczą tę bardzo dziwną dla przeciętnego Polaka postawę wielu konserwatystów amerykańskich, którzy cały czas kluczą w ocenie i potępieniu napaści rosyjskiej na Ukrainę. Tak samo kluczy kanclerz Schulz tylko z innych pozycji niż konserwatyści.
Przemówienie Putina było z rodzaju „dla każdego coś miłego”: odrzucaniu własnej historii na zachodzie i jak to nazywam „modnym bzdurom” poświęcił najwięcej miejsca, ale też potępił kapitalizm, nierówności na świecie, zatroskał się losem najbiedniejszych krajów, uczynił się obrońcą uciśnionych, obwinił o wszystko imperializm amerykański, wskazał (o ironio) na negatywne skutki wyniszczających wojen oczywiście prowadzonych przez Stany Zjednoczone, itp. Teraz kiedy czyta się to wystąpienie pół roku po napaści Rosji na Ukrainę widać wyraźnie jego cel: próbę szukania sojuszników na świecie i usiłowanie zneutralizowania Stanów Zjednoczonych i krajów Zachodu. Dziwię się, że część konserwatystów jest ślepa na manipulacje rosyjskie i przyjmuje wystąpienia rosyjskich intelektualistów, czy Putina jako wyraz ich rzeczywistych poglądów. Nie chcą zrozumieć, że oni mają wszystko podporządkowane imperialnym celom, że konstrukcja państw jest całkowicie inna jak i relacje obywatel a władza. Tam nie ma i nie będzie państwa obywatelskiego. Imperialne cele osadzone są nie tylko na politycznych podstawach ale i na metafizycznych i religijnych korzeniach uzasadnianych historycznie. Rosjanie mają poczucie misji, oni niosą światu wyzwolenie! Bardzo często wszystko co robią definiują w kategoriach wyzwolenia od dominacji amerykańskiej, wyzysku, ideologii, religii, Ukrainę z nazizmu, itp. W fundamentach ideologii rosyjskiej państwowości są dwa wyznaczniki „trzeci (i ostatni) Rzym” czyli prawdziwy spadkobierca Rzymu i Konstantynopola i obrońca prawosławia czyli jedynej prawdziwej wiary. To jest zasadniczy element ich tożsamości, wie to każdy przeciętny mieszkaniec Europy Wschodniej i nie jest to wiedza tajemna, nie wymaga głębokich studiów, wystarczy obserwacja i doświadczenie międzypokoleniowe.
Jednak to co dla nas jest groźnym barbarzyńskim imperializmem rosyjskim, amerykańscy konserwatywni intelektualiści gotowi są uznać za rodzaj fanatycznego patriotyzmu.
Rosyjscy intelektualiści, którzy tworzą zaplecze intelektualne obecnego reżimu, żeby ograniczyć się do dwóch reprezentatywnych Siergieja Karaganowa i Aleksandra Dugina dokonują miażdżącej krytyki Zachodu w duchu bardzo konserwatywnym. Dugin, o którym ostatnio głośno w związku z zamachem na jego córkę w dyskusji z Bernardem Henri Levy w 2019 roku nazywa obecny system liberalny Zachodu nihilistycznym a w rozmowie z Byłym doradcą Trampa Bannonem o toczącej się walce ducha z materią, a w innej wypowiedzi odrzuca liberalizm, bo jest to uniwersalny dogmat i trzeci w historii totalitaryzm.
Karaganow natomiast dokonuje zimnej analizy Zachodu i całkiem rozsądnie mówi coś takiego:
Mamy też obecnie do czynienia, zwłaszcza w społeczeństwach Zachodu, z negatywnymi skutkami długiego okresu pokoju. Dobrobyt i brak stresu, którego doświadczały społeczeństwa przez ostatnie kilka dziesiątków lat doprowadził do wykoślawienia zarówno postrzegania sytuacji w świecie, jak i mentalności, tak społeczeństwa jak i przede wszystkim elit. A przecież, ludzką cywilizację ukształtowało coś zupełnie przeciwnego – nie brak problemów i wygodne życie, ale walka, dosłownie, o rzeczy najważniejsze – swoją kulturę, ojczyznę, rodzinę. Dziś społeczeństwa, ale i też ich elity, które przez dziesięciolecia żyły życiem ułatwionym, korzystając z bezpieczeństwa, jakie dawał im parasol nuklearny przypominają te które historycy opisywali w przypadku czasów zmierzchu: cesarstwa Rzymskiego w V wieku, Republiki Weneckiej w XVIII wieku czy Chin w XVIII i XIX wieku, czyli na progu ich ostatecznego upadku. Cechuje je brak wewnętrznej siły, uciekanie od poważniejszych wyzwań i problemów, koncentrowanie się na rzeczach wtórnych, czy zafascynowanie „erzatz ideologiami”…… Te postawy i wartości są wspierane przez rządzące ponadnarodowe elity dlatego, że odwraca to uwagę od nierozwiązanych i nierozwiązywalnych problemów, takich jak niesprawiedliwość istniejącego modelu kapitalizmu czy atomizacja społeczeństwa. Zastępują one naturalne wartości i emocje, przyczyniają się do przemiany człowieka w robota o zaprogramowanych reakcjach. W rzeczywistości mówimy o dehumanizacji człowieka i ludzkości. Próbują eksportować te modele, aby osłabić konkurujące ze sobą kraje i społeczeństwa, oderwać ludzi od ich historii, tradycji i samych siebie.”
Z kolei Putin w swoim wystąpieniu w sposób klarowny i pełny wyłożył stanowisko konserwatystów wobec zmian cywilizacyjnych, narzucanych przez liberałów i lewicę obyczajową w USA i Europie Zachodniej. Nikt tego lepiej i dobitniej nie zrobił niż właśnie on. Przedstawiam to wystąpienie Putina, bo pokazuje ono jak Rosjanie śledzą i szczegółowo rozpracowują nurty myślenia i działanie różnych opcji politycznych, kulturowych czy obyczajowych na Zachodzie.
Tylko jeśli coś pochwalają to nie znaczy, że są za i vice versa.
A ponieważ za nim stoi Federacja Rosyjska nie ograniczana żadnymi normami i mechanizmami demokratycznymi stąd przekonanie intelektualistów konserwatywnych, że jest to ostatnia forteca a nawet jedyna siła, która zdolna jest powstrzymać szalonych postępowców a nawet odwrócić bieg zdarzeń. Bo przecież Kościół Katolicki pod przewodnictwem papieża Franciszka dołączył do awangardy postępu a protestanckie kościoły dawno tam już były (protestancki kościół Szwecji uznał Gretę Thunberg za drugiego Chrystusa)
Rozpaczliwe poszukiwania liczących się sojuszników zagłuszyło amerykańskim konserwatystom poczucie zdrowego rozsądku. Zadziwiające jak łatwo ludzie zachodu niezależnie z jakiej opcji politycznej i jak wykształceni, ulegają rosyjskiej dezinformacji. Każda z liczących się opcji politycznych na Zachodzie jest infiltrowana przez służby rosyjskie i ich agentów wpływu. Konserwatyści podobnie jak klimatyści, genderyści, antykapitaliści czy szerzej kraje afrykańskie, szybko rozwijające się kraje takie jak Indie czy Brazylia są urabiane i łechtane zapewnieniami o zbliżonych do nich poglądach Rosji, rozumieniu ich interesów, braniu ich w obronę przed amerykańskim imperializmem, itd. Każdy dostaje to czego oczekuje, np. „umiarkowany konserwatyzm jest najbardziej rozsądną, przynajmniej moim zdaniem, linią postępowania” Taka wypowiedź Putina to miód na serce konserwatysty.
Putin, czyli zintensyfikowane oswajanie konserwatystów:
„Ze zdumieniem spoglądamy na procesy zachodzące w krajach, które zwykły uważać się za okręty flagowe postępu. Oczywiście, wstrząsy społeczno-kulturowe, które mają miejsce w Stanach i Europie Zachodniej, nie są naszą sprawą, my się tam nie pchamy. Są tacy w krajach zachodnich, którzy są przekonani, że agresywne wymazywanie całych kart własnej historii, «odwrotna dyskryminacja« większości w interesie mniejszości czy żądanie odrzucenia utartego rozumienia tak podstawowych rzeczy, jak mama, tata, rodzina czy nawet różnice płci – to są, ich zdaniem, kamienie milowe w ruchu na rzecz odnowy społecznej.
Chcę to jeszcze raz podkreślić: to jest ich prawo, my się do tego nie wtrącamy. Prosimy tylko, żeby nie wpychać się z tym do naszego domu. My mamy inny punkt widzenia, w każdym razie – wyrażając się bardziej precyzyjnie – przytłaczająca większość społeczeństwa rosyjskiego ma inny punkt widzenia: uważamy, że powinniśmy opierać na swoich wartościach duchowych, na historycznej tradycji, na kulturze naszego wieloetnicznego narodu.
Zwolennicy tak zwanego postępu społecznego wierzą, że przynoszą ludzkości jakąś nową świadomość, bardziej poprawną niż wcześniejsza. I daj im Boże, flagę w ręce i – jak to mówimy u nas –naprzód. Tylko wiecie, co chciałbym teraz powiedzieć: recepty, które oni oferują, nie są wcale nowe; wszystko to – choć komuś może wydawać się nieoczekiwane – myśmy już przechodzili w Rosji, my to już mieliśmy. Po rewolucji 1917 roku bolszewicy, opierając się na dogmatach Marksa i Engelsa, także ogłosili, że zmienią cały dotychczasowy układ – nie tylko polityczny i gospodarczy, lecz także samą ideę tego, czym jest ludzka moralność oraz podstawy funkcjonowania zdrowego społeczeństwa. Niszczenie odwiecznych wartości, wiary i relacji międzyludzkich aż do całkowitego odrzucenia rodziny (tak było), zmuszanie i zachęcanie do donosów na bliskich – to wszystko uznawane było za krok postępu i, tak nawiasem mówiąc, cieszyło się wtedy dość szerokim poparciem na świecie i było modne – tak samo jak dzisiaj. Nawiasem mówiąc, bolszewicy również wykazywali absolutną nietolerancję wobec jakichkolwiek innych opinii.
Moim zdaniem, powinno nam to przypominać coś, co teraz widzimy. Patrząc na to, co dzieje się w wielu krajach zachodnich, ze zdumieniem rozpoznajemy rodzime praktyki, które na szczęście sami już pozostawaliśmy za sobą, mam nadzieję, w odległej przeszłości. Walka o równość i przeciw dyskryminacji przeradza się w agresywny dogmatyzm na granicy absurdu, kiedy wielkich twórców przeszłości – takich jak Szekspir – przestaje się nauczać w szkołach i na uniwersytetach, ponieważ oni ze swymi ideami zostali uznani tam za wstecznych. Klasyków uważa się za zacofanych, ponieważ nie zrozumieli znaczenia gender lub rasy. W Hollywood krążą instrukcje, jak i o czym robić filmy, ilu powinno być w nich bohaterów, jakiego koloru lub jakiej płci. Okazuje się, że jest gorzej niż w wydziale agitacji i propagandy Komitetu Centralnego Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego.
Przeciwdziałanie przejawom rasizmu jest rzeczą niezbędną i szlachetną, jednak w nowej «kulturze unieważniania« zamienia się w «dyskryminację odwrotną«, czyli staje się rasizmem na odwrót. Obsesyjny nacisk kładziony na zagadnienia rasowe jeszcze bardziej dzieli ludzi, a przecież marzeniem prawdziwych bojowników o prawa obywatelskie było właśnie zlikwidowanie różnic i odrzucenie podziału ludzi według koloru skóry. Przypomnę, że wczoraj specjalnie poprosiłem moich kolegów o znalezienie tego cytatu Martina Luthera Kinga, gdy powiedział, jak pamiętacie: «Marzę, że nadejdzie dzień, kiedy moja czwórka dzieci będzie mieszkać w kraju, w którym będą oceniani nie według koloru ich skóry, ale zgodnie z ich osobistymi cechami«. To jest prawdziwa wartość. Ale jak widzimy, wszystko dzieje się tam jednak inaczej. Nawiasem mówiąc, tutaj, w Rosji, absolutną większość naszych obywateli nie obchodzi to, jaki kolor skóry ma dana osoba; nie jest ważne, czy to jest on czy ona. Każdy z nas jest człowiekiem – i to się liczy.
W wielu krajach zachodnich dyskusja o prawach kobiet i mężczyzn przerodziła się w prawdziwą fantasmagorię. Zobaczycie, a dojdziecie tam do tego, co proponowali bolszewicy – nie tylko do uspołecznienia kur, ale i do uspołecznienia kobiet. Jeszcze jeden krok i już się tam znajdziecie.
Fanatycy nowych podejść posuwają się tak daleko, że chcą znieść same te pojęcia. Ci, którzy ryzykują twierdzenie, że istnieją mężczyźni i kobiety – a jest to przecież fakt biologiczny – podlegają niemal ostracyzmowi. «Rodzic numer jeden« i «rodzic numer dwa«, «rodzący rodzic« zamiast «matka«, zakaz używania wyrażenia «mleko matki« i zastąpienie go «mlekiem ludzkim« – po to, żeby ludzie, którzy są niepewni własnej płci, nie czuli się urażeni. Powtarzam: to nic nowego, w latach dwudziestych tzw. sowieccy Kulturträgerzy [nosiciele kultury] wynaleźli także tzw. nowomowę, licząc na to, że tym sposobem stworzą nową świadomość i zmienią układ wartości. I, jak już powiedziałem, tak narozrabiali, że do tej pory odbija nam się to czkawką.
Nie mówię już o potwornych po prostu rzeczach, kiedy dzieciom od najmłodszych lat wmawia się dziś, że chłopiec może łatwo stać się dziewczynką i na odwrót; w rzeczywistości narzuca im się wybory, które rzekomo dostępne są dla wszystkich. Narzuca się, odsuwając od tego rodziców i zmuszając dziecko do podejmowania decyzji, które mogą złamać jego życie. I nikt się nawet nie konsultuje z psychologami dziecięcymi: czy dziecko w pewnym wieku jest w stanie podjąć taką decyzję, czy nie? Nazywanie rzeczy po imieniu znajduje się już niemal na granicy zbrodni przeciwko ludzkości, a wszystko to pod sztandarem postępu.
No cóż, jak ktoś to lubi, niech tak zrobi. Jak już kiedyś powiedziałem, my, kształtując nasze podejście, będziemy kierować się ideologią zdrowego konserwatyzmu. To było kilka lat temu, kiedy namiętności na arenie międzynarodowej nie osiągnęły jeszcze obecnej intensywności, choć oczywiście, można powiedzieć, że już wtedy chmury zagęszczały się. Teraz, gdy świat przeżywa strukturalne załamanie, znaczenie rozsądnego konserwatyzmu jako podstawy kursu politycznego wielokrotnie wzrosło właśnie z powodu mnożącego się ryzyka i niebezpieczeństw oraz kruchości otaczającej nas rzeczywistości.
Konserwatywne podejście nie jest bezmyślną obroną, nie jest lękiem przed zmianami, nie jest grą na zachowanie, a tym bardziej na zamknięcie się we własnej skorupie. To przede wszystkim opieranie się na sprawdzonej przez czas tradycji, utrzymanie i wzrost populacji, realizm w ocenie samych siebie i innych, precyzyjne opracowanie systemu priorytetów, połączenie koniecznego z możliwym, rozważne formułowanie celów oraz fundamentalne odrzucenie ekstremizmu jako metody działania. I powiem wprost: w nadchodzącym okresie przebudowy świata, który może trwać dość długo i którego ostateczny projekt pozostaje nieznany, umiarkowany konserwatyzm jest najbardziej rozsądną, przynajmniej moim zdaniem, linią postępowania. Oczywiście będzie on się nieuchronnie zmieniał, ale jak dotąd medyczna zasada «nie szkodzić« wydaje się najbardziej racjonalna. Jak wiadomo: «noli nocere«.
Powtarzam: dla nas w Rosji nie są to postulaty spekulacyjne, lecz jest to lekcja wyciągnięta z naszej trudnej, czasem tragicznej historii. Ceny źle pojętej nauki społecznej czasem po prostu nie da się oszacować; niszczy ona nie tylko materialne, ale i duchowe fundamenty ludzkiej egzystencji, pozostawia po sobie ruinę moralną, na której przez długi czas nie da się w ogóle nic zbudować”.
To wystąpienie przygotowane zapewne przez sztab specjalistów jest dobrą diagnozą przyczyn, kierunku i skutków zmian jakie zachodzą w naszej cywilizacji zachodniej. Sposób argumentacji wzorowany jest na argumentacji Viktora Orbana, jego retoryka nie jest agresywna: prezentacja zjawiska i pokazanie dwóch postaw: progresistów i własnej.
Nic dziwnego, że powyższe, zdroworozsądkowe wywody trafiają do przekonania wielu konserwatystów w krajach zachodnich, którzy nie odnajdują dziś oparcia ani w partiach chrześcijańsko-demokratycznych, ani w instytucjonalnym Kościele. Zaskakująco duża liczba konserwatywnych intelektualistów w Stanach Zjednoczonych odmawia wyraźnego potępienia reżimu Władimira Putina oraz jego zbrodni. Są nawet tacy, którzy go popierają.
Inni przytaczają poważniejsze argumenty, twierdząc, że Putina rozgniewała polityka Zachodu i chęć rozszerzenia NATO. Jeszcze Inni po prostu mówią, że nie obchodzi ich Ukraina (niektórzy z nich to chrześcijanie, co jest smutnym paradoksem). Amerykańscy konserwatyści po prostu zachowują się tak, jakby walka z ideologiami lewicowymi (w którą oczywiście nie wątpimy) była ważniejsza niż życie Ukraińców. Innymi słowy, działają jako ideologowie, a nie jako prawdziwi konserwatywni intelektualiści, którzy w centrum swoich zainteresowań stawiają godność osoby ludzkiej.
Od początku rosyjskiej agresji na Ukrainę nieustannie obserwujemy pewne zjawisko intelektualne, które spowodowało rozczarowanie wielu z nas z Europy Środkowej.
Dla nas w Polsce może to brzmieć paradoksalnie, ale wielu konserwatystów na Zachodzie większą nadzieję na obronę chrześcijaństwa przed współczesnym barbarzyństwem pokłada dziś w byłym pułkowniku KGB niż w biskupie Rzymu. Uważają oni czyny i słowa Putina za bardziej wiarygodne niż Franciszka.
W tym kontekście bardzo trafne spostrzeżenia na łamach Nowego Ładu przedstawia Konrad Kita. Cytaty z kilku artykułów:
Znaczna część, a być może nawet większość amerykańskiej prawicy, traktuje wojny w imię demokracji i praw człowieka jako szkodliwą fantasmagorię waszyngtońskich elit, które się na nich bogacą ich kosztem.
Ideologiczna ogólnikowość rosyjskiego przekazu sprzyjała temu, żeby każdy przypisywał Putinowi to, co było mu najbliższe. Chrześcijanie widzieli w nim dobrego prawosławnego, patrioci skupieni na tematyce wojennej polityka sprzeciwiającego się amerykańskiemu mesjanistycznemu militaryzmowi itd. Nawet biali nacjonaliści widzieli w Putinie „swojego” obrońcę białej Europy.
Wyidealizowana Rosja hen gdzieś daleko pozwalała marzyć o odbudowie swoich ojczyzn w zgodzie z własną, choćby kompletnie nierealistyczną i doktrynerską wizją.
W przypadku nastawionych na współpracę z Rosją środowisk europejskiej prawicy wspólnym mianownikiem wydaje się jednak antyamerykanizm, szczególnie popularny we Francji i w Niemczech, do pewnego stopnia także we Włoszech i w Hiszpanii.
Rosja przez lata skutecznie budowała swoją popularność i w establishmencie, i na kontestatorskiej prawicy, i na kontestatorskiej lewicy, w znacznym stopniu na wspólnej niechęci do USA i amerykańskiej hegemonii.
W kontrze do Ameryki Rosja starała się być dla każdego tym, czym USA nie było. Racjonalnym partnerem biznesowym i politycznym, który nie wymagał podporządkowania się, sponsorem gwarantującym wygodną emeryturę, ostoją chrześcijaństwa, nadzieją białego człowieka, państwem chroniącym Edwarda Snowdena, siłą stającą na drodze globalnemu kapitalizmowi, potęgą broniącą sojuszników przed niesprawiedliwymi interwencjami amerykańskiego wojska… Nie jest przypadkiem, że Putin w swoich przemówieniach tuż przed i tuż po inwazji wielokrotnie przedstawiał swoje działania właśnie jako chęć obalenia amerykańskiej hegemonii. Prawie każdy miał coś USA za złe, tak jak zwykle prawie każdy ma coś za złe najsilniejszemu.
Putin imponował jako rzekomy obrońca chrześcijaństwa przed liberalizmem, który wcale nie jest agresywny i jedynie broni swojego kraju przed amerykańskim imperializmem.
Społeczna dechrystianizacja oraz zderzenie z liberalno-lewicowym moralizatorstwem, w którym każdy niepoprawny politycznie pogląd jest odrzucany właśnie jako nieetyczny, niezgodny z nową religią panującą, wspólnie złożyły się bowiem na narastanie przez lata na zachodniej prawicy tęsknoty za brutalną siłą.
Jaki stąd dla nas wniosek? Konserwatyści ci tak jak Rosja nie widzą dla Europy Środkowej miejsca w porządku światowym, jesteśmy czymś pomijalnym, nie mają pojęcia, czym jest Europa Środkowa i jakie niebezpieczeństwa jej zagrażają. Oni nas nie rozumieją i nie wspierają, ale tutaj sami jesteśmy sobie winni, ba ani nie mamy konserwatywnych myślicieli o wymiarze światowym ani polityków choćby na miarę Orbana.
Dodaj komentarz