Kupiłem i przeczytałem z zainteresowaniem tę książkę, bo chciałem wiedzieć jak Białorusin widzi polską historię, naszą sytuację wewnętrzną w omawianym okresie a w szczególności jak ujmuje i hierarchizuje przyczyny różnych zdarzeń, jakie nam przypisuje cechy, do jakiego stopnia istnieje zgodność z naszym poglądem w ocenie wad, słabości i błędów. Jakie szczegóły są dla niego ważne a co istotnego pomija i gdzie posługuje się uproszczeniami. Słowem chciałem wiedzieć czym się różni myślący współczesny Białorusin od myślącego Polaka. Chciałem też poznać, na ile wychowanie w Związku Sowieckim wpłynęło na sposób myślenia: czy autor ma wdrukowane schematy pojęciowe, zbitki słowne, gotowe recepty przesiąknięte rosyjską propagandą i manipulacją, czy i na ile zdaje sobie sprawę z niewiele mającego wspólnego z prawdą systemu nauczania przez który musiał przejść i czy przed tym się obronił. O dziwo, jeśli chodzi o obiektywizm autor wypada całkiem dobrze. Oczywiście są błędy i chybione interpretacje, ale należy pamiętać, że autor korzystał głównie z materiałów znajdujących się w archiwach rosyjskich i sowieckich, pewnie nie znał też najnowszych dokumentów i badań historyków. Trzeba było dużo silnej woli, czujności i odporności, żeby nie przyjąć sposobu myślenia, fałszywych oskarżeń, pomówień zawartych w rosyjskich materiałach. Więc jeśli chodzi o ważne sprawy i zdarzenia autor miał się na baczności i nie dał się zmanipulować jak np. Wolter i francuscy encyklopedyści, ale w sprawach, które przyjął jako drugorzędne zdarza mu się nie wychwycić lub zostawić bez komentarza rosyjskie seanse nienawiści. A przecież powinien wiedzieć, że Rosja sowiecka nie zostawiała żadnego elementu życia bez kontroli, nadzoru i „pierekowki”. Ważne, że zauważa przypisywanie Polakom przez Rosjan własnych cech i postaw na przykład takich jak nikczemność i agresywność. Również dostrzega postawę nawróconego złodzieja, który będzie już uczciwy pod warunkiem, że nic nie musi nic oddawać i nie będzie potępiany za swoje czyny. Obficie cytuje tajną korespondencję w odniesieniu do Polski , w których powtarza się ta sama instrukcja jak uzasadniać agresję , najazdy, napady, grabieże wreszcie rozbiory koniecznością spacyfikowania bezbronnej Polski i utrzymania w niej spokoju potem obłudnie podawane jako argumenty w oficjalnych dokumentach. Autor często utożsamia los Polaków i Białorusinów. Zresztą jest to obecnie dość powszechny rys białoruskiej narracji. Białorusini w przeciwieństwie do Litwinów nie mają problemu z przejmowaniem spuścizny WKL na równi z Polakami i nie widzą przeszkód w utożsamianiu się z historią i losami Wielkiego Księstwa. Autor mówi nawet o ścisłym związku historii Białorusi z historią Polski, Litwy i Ukrainy. Z kolei Rosję potępia zarówno carską jak i bolszewicką za stosowanie totalnego terroru ideologicznego a historyków rosyjskich za głoszenie koncepcji wielkomocarstwowych i szowinistycznych. Trochę się zagalopowuje przypisując postępowanie oraz metody stosowane przez Rosjan głównie odrębności genetycznej od Polaków i Białorusinów (powołuje się przy tym na badania, których źródła nie podaje). Nawet w swoim patriotyzmie białoruskim daleki jest od demonstrowanego przez Litwinów patriotyzmu. W sumie życzyłbym sobie, żeby historycy angielscy lub żydowscy nie mówiąc już o rosyjskich z takim samym obiektywizmem opisywali historię Polski i stosunki polsko-rosyjskie. Książka zawiera dużo nieznanych faktów i informacji z okresu międzywojennego i wojennego i późniejszego i choćby z tego powodu jest warta przeczytania. Opisuje między innymi szkołę terrorystów pod Mińskiem gdzie byli szkoleni dywersanci w latach dwudziestych, którzy byli potem przerzucani do Polski, gdzie dokonywali mordów urzędników, ziemian i policjantów ale również i podpaleń, ataków na pociągi i usiłowali tworzyć siatki szpiegowskie i struktury komunistyczne. Na przykład wymienia Siarhieja Prytyckiego pochodzący z Harkawicz niedaleko Krynek jako jednego z najaktywniejszych bandytów, znalazł się potem we władzach komunistycznej Białorusi. Niedawno dowiedziałem się, że w wolnej Polsce obecni mieszkańcy Harkawicz postawili mu pomnik jako wybitnemu przedstawicielowi swojej społeczności. Czyż nie jest to przerażające? Gdzie jest granica wolności?
Dodaj komentarz