Niektórzy nazywają ich neomarksistami, inni lewakami, oni siebie awangardą otwartego społeczeństwa, wyzwolonymi ludźmi postępu. Kim są w rzeczywistości? Nowym typem człowieka czy ciągle tym samym marginesem występującym w każdej epoce ale za każdym razem strojącym się w inne piórka? Skąd się wywodzą? Jaka jest ich droga życiowa? Czy jest to produkt uboczny uniwersytetów czy ich zamierzony cel? Dlaczego nienawidzą społeczeństw w których żyją, wieczni naprawiacze, niszczyciele więzi społecznych? Czy podlegają ewolucji? Czy coś ich łączy z zawodowymi rewolucjonistami od których się roiło w Europie pod koniec XIX wieku? Skąd te braki w duchowym rozwoju i skrajny materializm? Jak godzą nagromadzenie sprzeczności w swoich poglądach, skąd ta bezczelność, tupet i brak zahamowań i co nimi powoduje? Czy są samodzielni, czy wykorzystywani? I wreszcie; bezbożnicy, ateiści czy wrogowie religii?
W XIX wieku uznali się za obrońców proletariatu, tam gdzie zwyciężyli, w nagrodę bezwzględnie ten proletariat eksploatowali. Obecnie porzucili sferę ekonomiczną i weszli na ścieżkę światopoglądową i obyczajową i stali się obrońcami mniejszości i tak zwanych wykluczonych. Nadają nowy sens demokracji – władza nie powinna należeć do większości a do nich – niewątpliwej mniejszości, której ta większość ma się podporządkować. Zacierają różnicę między dobrem a złem. Kamuflują swoje cele pozytywną retoryką, ale posługują się podwójną moralnością. Mają sojuszników w wielkich międzynarodowych korporacjach, bo mają ten sam wspólny cel –dezintegrację tradycyjnych społeczeństw – atomizacja społeczeństwa pozwala i ułatwia manipulację nim. Czy jest to przejaw elementu destrukcji kryjącego się w każdym człowieku i społeczeństwie, który w dobie panowania mediów zyskuje na znaczeniu poprzez ciągłe eksponowanie? Socjaliści i komuniści przynajmniej prowadzili bezpośrednią agitację, a oni raz na jakiś czas pokażą się w zaprzyjaźnionych telewizjach, wygłoszą swój manifest i wracają do kawiorowego życia. Doskonalą swój język, obudowują go pojęciami o konotacji pozytywnej i afirmującej, przyświecają im szczytne cele typu wyzwolenie od kolejnego zniewolenia, używają faszystowskiego cepa wobec krytyków zarzucając im niecne cele i pobudki. Czy mają jakieś pozytywne cechy, czy z ich działalności coś pozytywnego wynika?
Warto zastanowić się nad tymi pytaniami i spróbować odpowiedzieć na nie. Szczególnie czy nagłaśnianie aberracji służy społeczeństwu, dlaczego nie traktuje się tych poglądów podobnie jak faszystowskich, przecież mają one totalitarny charakter i u ich korzeni stoi za nimi zbrodnia kosztująca co najmniej 20 milionów istnień ludzkich.

Dodaj komentarz