Jeśli masz szeroko otwarte oczy i w miarę uważnie obserwujesz co dzieje się na świecie, nie możesz nie zauważyć tego co się dzieje w Kanadzie. To co tam się zdarzyło i trwa ciągle jest największą niespodzianką z jaką mamy do czynienia obecnie na świecie. Najbardziej poprawnościowy naród na świecie obudził się i z wielkim przytupem żąda wolności. Zbuntowali się kierowcy wielkich ciężarówek a za nimi poszli inni. „I policzyli ilu ich, poczuli siłę i czas”. Chociaż wydawało się, że to naród, który znosi a nawet akceptuje lewacką dyktaturę reżimu Justina Trudeau. Kanada jest państwem gdzie zamyka się do więzienia kobiety protestujące przeciwko aborcji, gdzie państwo fabrykuje fake newsy o księżach mordujących dzieci, to państwo gdzie władze inicjują podpalanie kościołów a nad wszystkim czuwa cudowne dziecko kanadyjskiej polityki, najprzystojniejszy mężczyzna na świecie Justin Trudeau. To państwo ma najbardziej zblatowane z władzą wszystkie media bez wyjątku; to kraj, gdzie bezlitośnie zwalniają z pracy za publiczne głoszenie niepoprawnych poglądów, gdzie uznane są za„rasistowskie” i zakazane słowa takie jak blackmail, black sheep,black list, spooky, savage nawet tribe. Trudeau naprawdę chce stworzyć nowego człowieka, dlatego dla wielkich koncernów „big-tech” Kanada stała znakomitym poletkiem doświadczalnym. Ma u siebie nawet organizację „globalni przywódcy”. I tak jak lewacy w Europie współpracują z islamistami, tak big tech w Kanadzie współpracuje z Chinami pod patronatem syna wielkiego ojca.
W Internecie jest mnóstwo filmików ze zjazdu trakersów w Ottawie, z protestów, bratania się ludzi w walce o wspólną sprawę. Z kanadyjskiego festiwalu solidarności. Bo to wszystko przypomina nasze czasy walki z komuną. Jest nasz entuzjazm i nasza życzliwość. Mimo zakazu i dotkliwych kar ludzie przynoszą jedzenie i benzynę strajkującym dokładnie tak jak było u nas. Nie mają jeszcze ZOMO, ale policja stara się jak może a władze stosują te same epitety wobec strajkujących i rozkręcają podobną kampanię nienawiści. Po prostu reżimy lewackie wszędzie są podobne tak jak podobni są do siebie wszyscy ludzie pragnący wolności. I nie wiadomo jeszcze czym to się skończy, jednak jedno jest pewne. Obnażona została istota tej władzy. I pojawił się zaraźliwy przykład. Ludzie dostrzegli wszystkie podłości, dostrzegli, że rządzą nimi wyobcowane, zdegenerowane elity, których nie interesuje los normalnych ludzi, którzy umieją tylko manipulować i kłamać. (do tej pory choć już minął tydzień nie ma rzetelnej informacji w kanadyjskich mediach na temat protestów, protestujących nazywa się terrorystami i powstańcami (insurgents), faszystami i uwaga „białymi supremacistami”). Tu uwaga słowo supremacista nieznane na europejskim gruncie zrobiło niesamowitą karierę w całej Ameryce, jest w tej chwili w czołówce najgorszy epitetów amerykańskich. Pojawiło się w połowie kadencji Trumpa a BLM uczyniło z niego oręż do wykluczania z dyskusji publicznej białych mężczyzn tak samo mniej więcej jak u nas nazwanie kogoś antysemitą.
Jeden z memów, których jest mnóstwo w Internecie. Poniżej będą dwa kolejne

Wyobraźmy sobie taki protest trakersów w Stanach Zjednoczonych, Australii, bo w Nowej Zelandii już jest. Co wtedy? Tak starano się wszędzie zlikwidować klasę robotniczą a tu masz ci los, odradza się w nowej i trudnej do likwidacji formie i do tego z zapleczem tradycyjnych wartości.
Ale o nadziejach związanych z protestami w Kanadzie nie będę pisał, lepiej to wyrazi wypowiedź mojej córki Dominiki na fejsbuku, którą to wypowiedź w całości przytaczam poniżej:
Zmiana paradygmatu to najlepszy prezent urodzinowy ever!. Co może bardziej ucieszyć Urana niż wolność? I niespodzianka? Nie spodziewałam się zupełnie kanadyjskiego powstania, choć mogłam przeczuwać, że coś jest na rzeczy, kiedy zupełnie irracjonalnie wpadłam na pomysł, żeby jechać przez Kanadę do Meksyku. To miała być droga od niewoli do wolności. Ćwiczenie duchowe. Jednak w momencie kupowania biletu lotniczego, uszczypnęła mnie intuicja i słusznie – to był dzień, kiedy Kanada pozbawiła mnie tej możliwości. (Teraz część linii lotniczych odkuwa kosmiczne straty, wycofując się z biletów elastycznych, więc czytajcie warunki, zanim kliknięcie). Chciałam wykorzystać wąski korytarz, który pojawił się w chwilowej odwilży listopadowej. Nie zdążyłam. Kanada zawsze wydawała mi się państwem bez zawartości. Z przezroczystą tkanką kulturową; na mapie moich podróży nie było dla Kanady miejsca, serca, ciekawości ani zachwytu. Uległość, brak kolorytu duchowego, autentycznej ekspresji, konsumpcjonizm i konformizm to nie jest to, co lubią tygrysy. Nie interesowałam się specjalnie tym krajem , praktycznie wcale, pozostając niemalże na poziomie stereotypów, choć głównie wniosków z doświadczeń podróżniczych. Kanadyjczyków można czasem spotkać na różnych drogach – bije od nich dystans, okrągłe zdania, żeby broń Boże nie urazić czyichś domniemanych neurotycznych przekonań czy skojarzeń. Komunikacja bywa z nimi trudna, bo wiele słów znaczy coś innego niż znaczy; niektóre są zakazane, bo nowomowa przypisała im wysoce nieetyczne znaczenia. Z Kanadyjczykiem nie możesz poczuć się wolnym, zrozumianym i autentycznym. Sądziłam więc, że zgadzają się dobrowolnie na niewolę, bo po prostu leży to w ich zbiorowej naturze, dokładnie jak masowe protesty i strajki Francuzów, których nikt już nie widzi – ani Francuzów na arenie międzynarodowej, ani ich strajków, bo te ostatnie od dawna są elementem codziennego krajobrazu à la français. Co prawda Belgowie i Austriacy mnie zaskoczyli, niestety szybko uwikłali się w podobny tryb powtarzalności, co weekend wychodząc na spacer. W Brukseli miałoby to jakikolwiek sens w godzinach pracy urzędników, a nie wtedy kiedy ci są na wakacjach.
„Sztuka wojny” naucza, że musisz być szybki, skuteczny i przede wszystkim nieprzewidywalny. Zresztą na tym bazują wszystkie sztuki walki, a nawet izraelska krav maga. Mówią one również o wykorzystywaniu siły przeciwnika i ataku na najsłabsze ogniowo. To ostatnie udało się powstańcom mistrzowsko. W PL od dzisiaj obniżone vaty (rząd robi wszystko, żeby Polacy nie wyszli na ulice, bo wiadomo od dawna czym to się kończy, zresztą rząd mamy taki, który tym bardziej to wie), a w Kanadzie braki w zaopatrzeniu, inflacja, kwarantanny, drożejące obowiązkowe testy (to ostatnie u nas również). Ci, którzy kiedykolwiek jeździli stopem, którzy szli na żywioł w podróżach, surfując na flow, wiedzą, że kierowcy autobusów, motocykliści, tirowcy to ludzie, którzy kochają wolność. Inaczej nie wybraliby takiej roboty, nie kupili motocykla. Kiedy czas rozciąga się wzdłuż drogi w rytm zmiennej otwartej przestrzeni w wyobraźni pojawiają się setki mentalnych zbiorów otwartych – zdążysz przemyśleć całe swoje życie i losy świata tysiąc razy, oczyszczając umysł ze wszystkich zbędnych informacji, co jest kluczową praktyką w kulturze dezinformacji. To się nazywa medytacja i jest kwintesencją podróży. Konwój wolności w Nowej Zelandii prowadzili właśnie motocykliści. Podobał mi się również maoryski taniec mocy na chwilę przed odjazdem konwoju. Włączcie sobie te filmy na youtubie, bo dostajecie moc za darmo i w autentycznych okolicznościach, a nie pokazówki odbębniane dla turystów. Nie dziwi więc, że to nie lekarze, nie prawnicy, ani nawet nie właściciele pozamykanych lokali – (którzy w przeciwieństwie do tych pierwszych mają interes ekonomiczny, a nie tylko nic nie znaczące przysięgi Hipokratesa, które miałyby ich do czegoś obligować czy certyfikaty służenia prawdzie i konstytucji, które kiedyś tam podpisywali przez nieuwagę ) – ale kierowcy powiedzieli enough is enough! Ciekawy jest też źródłosłów tego słowa. Drive to siła napędu. Też zmian.
Od prawie 2 lat doświadczamy podobnego poziomu kontroli jak chłopi pańszczyźniani i niewolnicy wieki temu. Imadło się zaciska klik po kilku. Różni nas to, że oni mieli naprawdę słabe szanse wygrania z systemem i potrzebowali olbrzymiej puli zasobów energetycznych, żeby rozsadzić jego strukturę od wewnątrz. My już wypadliśmy z wahadła terroru. Warto więc przestać je natychmiast zasilać, kierując uwagę na to, jak obumiera. Wystarczy przekierować energię z tego, czego nie mogę, na to co mogę. To jest ta zmiana paradygmatu, która zdarzyła się w Kanadzie.
Kiedyś wrogiem dyktatur byli niewierni, potem Żydzi, burżuazja, terroryści, teraz ci, którzy się nie boją. Trudno nie zauważyć tego modelu – światło pada na niego z każdej strony. Ten inny zawsze jest niezbędny do zaistnienia dyktatury, która czerpie energię z hejtu.
Trudeau wziął na siebie trudną karmę. Niezależnie od tego, jak zakończą się negocjacje, czy kolejne konwoje ruszą z Kalifornii do DC, czy Washington powtórzy Ottawę i ile potrwa proces jednoczenia się anglosaskich kultur poza starym kontynentem, które przecież tworzą renegaci ze zbiorowo wspólną karmą wolności, Trudeau zostanie zapamiętany jako dyktator, który uciekł, bo zdążył, jak nie zdążyli inni. Gratuluję mu jednak wizji i rozmachu i tej odrobiny szaleństwa, bo słowa, które wypowiada tak nie pasują do otwartych kanadyjskich przestrzeni i tak bardzo brzmią, jak żywcem skopiowane z mów latynoskich dyktatorów, że aż mi zapiera dech z wrażenia i zaskoczenia, że tak zapalczywie można piłować gałąź, na której się siedzi.
Trudno mi wyobrazić sobie zaufanie do władzy, nawet wysilając całą dostępną mi empatię poznawczą, która natychmiast wyświetla wszystkie mechanizmy adaptacyjne podtrzymujące ten oksymoroniczny konstrukt. Teraz całkiem już się rozpadł, a władza aktualnie leży na ulicy i czeka, aż ktoś ją podniesie. Po działaniu modeli pól morficznych wnioskując, wszystko zacznie się od nowa i potoczy się tak, jak było zawsze, choć New Moon in Aquarius, New Year of the Tiger, Feb the 1st of 2022, może tym razem ludzkość wskoczy kolektywnie na wyższy poziom świadomości. Czego życzę światu w dniu Nowego Roku!
PS. Jak będziecie czytali o „fringe minority”, weźcie pod uwagę, że Kanada ma mniejszą populację od Polski, bo to już może nie być takie oczywiste jak podstawówkowa wiedza na temat populacji Chin i Indii. Skojarzyło mi się, bo kiedyś mignęły mi nagłówki statystyk mediów maistreamu, które wyraźnie definiowały grupę odbiorców TVN jako tych, którzy z niezrozumiałych powodów zdali w 5 klasie podstawówki z geografii.
Dominika Sidorowicz

Dodaj komentarz