DZIERŻYŃSKI CZERWONY KAT Jaxy Ronikera

wpis w: Lektury | 0

 

I pytam się słońca i pytam się ziemi

Gdzie droga do życia, gdzie prawo do woli

A wokół mnie ludzie, to głusi to niemi,

I tylko to dla mnie co smuci i boli.

Kochałem poezję, nie cierpię prostoty

Marzenia zadały mi ciosy i rany,

Katusze więzienne przerwały sen złoty.

Czy marsza mi macie grać wiecznie kajdany?

Wierzyłem w moc wyższą , nie tracąc tej wiarygodnymi,

Zwątpiłem w moc Boga i pana nad pany,

Gdym poznał na sobie bezprawia przywary.

Czy marsza mi macie grać wiecznie kajdany?

Dziś nie wiem, co uśmiech, co młodość, co życie,

Więzieniem – trawieniem zmęczony, stargany,

I próżno chcę walczyć, chcę stanąć na szczycie …

Czy marsza mi macie grać wiecznie kajdany?

Świat woli nie dla mnie, nie dla mnie pęd fali,

Dzień po dniu dzień mija i goni bez zmiany,

Za ciosem cios pada i razi i wali….

Czyż marsza mi macie grać wiecznie kajdany?

Świat nie jest bałwanem bez czucia, bez duszy,

To nie jest bezmyślny ułamek gliniany,

Ciąg nieszczęść ludzkości tę ludzkość poruszy

I marsza nie będą mi grały kajdany! Feliks Dzierżyński

Kontynuując cykl rarytasy za złotówkę z biblioteki w Świnoujściu omówię książ Jaxy – Ronikera „Dzierżyński – czerwony kat”. Jest to zbeletryzowana biografia Dzierżyńskiego napisana w 1936 roku a więc 10 lat po śmierci zbrodniarza, zakazana w PRLu i wznowiona w latach dziewięćdziesiątych. Autor, o którym nigdy wcześniej nie słyszałem, był hrabią, który też miał swoje ciemne strony a jego brat był na usługach cesarza Wilhelma. Tym nie mniej książka mimo wielu wad jest bardzo ciekawa. Głównym zarzutem, który można postawić, to że obecnie tak się nie pisze biografii, bo oparta w większości na prawdziwych zdarzeniach łączy je z fikcją, interpretacje i nieudokumentowane dialogi wplata w fakty. Autor twierdzi, że miał okazję trzykrotnie spotkać się z Dzierżyńskim. Według historyków mogli się oni zetknąć tylko raz w 1912 roku w więzieniu na Pawiaku w Warszawie. Wtedy Roniker (siedział za zabójstwo szwagra) miał dostać od Dzierżyńskiego na przechowanie jego osobiste notatki i wiersze, które wykorzystał później w jego biografii.

Wartość książki polega głównie na dość dobrze zarysowanym tle, przedstawieniu otoczenia, atmosfery, nastrojów i okoliczności oraz ludzi i środowiska w którym działał Dzierżyński. To wszystko Roniker znał z autopsji – ferment, który ogarnął Europę w drugiej połowie XIX wiek – spiskowanie, wiece, strajki i protesty. Każde gimnazjum, każdy uniwersytet w zaborze rosyjskim i samej Rosji stawał się miejscem konspiracji i agitacji. Zawodowi rewolucjoniści jak widmo komunizmu krążyli po Europie. Główne akcenty w książce położone są jednak na szukanie odpowiedzi i próbie wyjaśnienia przyczyny przemiany inteligentnego i wrażliwego człowieka, wychowanego pod każdym względem w pozytywnym, katolickim i patriotycznym inteligenckim domu – wrażliwego na krzywdę innych ludzi w potwora, który stworzył krwawy system terroru w bolszewickiej Rosji i jest odpowiedzialny za śmierć setek tysięcy ludzi. Dobór, a także narastanie i kumulacja zdarzeń służą do wykazania, że więzienne przeżycia i nieudane życie uczuciowe, stały się podstawową przyczyną tej przemiany z indywidualnym okrucieństwem włącznie. Tak więc autor dokłada do powszechnie uznawanych przyczyn również i tę braku życia rodzinnego, które staje się przyczyną osobistego bezpośredniego okrucieństwa. Prawdę powiedziawszy nie zetknąłem się jeszcze z wiarygodnymi oszacowaniami dotyczącymi liczby ofiar pierwszej fazy bolszewizmu w Rosji i ile było w tym ofiar WCzKa a ile wojny domowej i porównanie tego z ofiarami terroru stalinowskiego realizowanego już pod przywództwem następców Dzierżyńskiego. Powszechnie kursuje liczba około pół miliona, ale wiadomo, że do okrągłych liczb nie można mieć zaufania. Podobno Roniker w innych swoich utworach fascynował się zbrodnią i przeprowadzał w nich amatorskie psychoanalizy, stąd zainteresowanie Dzierżyńskim i analiza jego przypadku. W ostatnim okresie życia przedstawia go jako paranoika, który prawie w każdej kobiecie widział swoją byłą kochankę Zofię Kasprzak. Zadziwiające, że pominął istotny fakt z jego dzieciństwa, który musiał mieć wpływ na psychikę dziecka: albo Feliks albo jego brat zastrzelił przypadkowo siostrę z broni myśliwskiej ojca. W książce żarliwy katolik, gorący patriota pod wpływem różnych kółek samokształceniowych doznał w gimnazjum przemiany w zaciekłego socjalistę agitatora (ateistą został na pierwszym zesłaniu). Poglądy ówczesnych socjalistów (socjaldemokratów) były rewolucyjne i odpowiadały postawom późniejszych zaciekłych komunistów. Ale z gimnazjum w Wilnie został wyrzucony za rozmawianie po polsku. W Wilnie działał już PPS, który oprócz programu socjalnego miał również w programie walkę o niepodległość – Dzierżyński jednak został współzałożycielem Socjal Demokracji Litwy – partii antyniepodległościowej. Stał się zawodowym rewolucjonistą – agitatorem. Redagował konspiracyjne pismo „Czerwony Sztandar”. Od 1998 sześciokrotnie był aresztowany, trzykrotnie skończyło się to zsyłką na Sybir. Za każdym razem udawało mu się uciec, z Wiatki, Nolińska czy z Wierchojańska (biegun zimna). Rewolucja zastała go w więzieniu. Te cierpienia i w więzieniu i na zsyłce musiały pozostawić ślad w jego psychice. Roniker podkręca jeszcze to napięcie poprzez przedstawienie zdarzenia niemożliwego do weryfikacji, że gdy Dzierżyński siedział w X Pawilonie w Cytadeli, przeniesiono go do celi przedzielonej kratą i w nocy do drugiej części wprowadzono aresztowaną z nim kochankę Zofię Kasprzak i i sadystyczni strażnicy na jego oczach ją gwałcili. Dzierżyński w rozpaczy połamał wtedy zęby o kratę. O Zofii Kasprzak – bratanicy Marcina Kasprzaka inni biografowie nic nie wspominają, żeby była ona w jakichkolwiek relacjach z Dzierżyńskim.

Tym nie mniej u Ronikera odgrywa ona ważną rolę w życiu Dzierżyńskiego. Po ostatnim aresztowaniu nigdy więcej jej nie spotkał, natomiast ciągle o niej myślał, zjawiała się ona w jego snach a w ostatnich latach życia rozpoznawał ją w bardzo wielu kobietach i te kobiety podczas osobistych przesłuchań zabijał. Więc według autora głównym powodem okrucieństwa Dzierżyńskiego było nieudane życie uczuciowe spowodowane aresztowaniami i zsyłkami. Dzierżyński był żonaty (ślub kościelny), ale według Ronikera było to małżeństwo partyjne i jego żona miała z dziecko z kim innym. W ogóle ostatnie lata jego życia przedstawia jako gorączkowe zmagania się z samym sobą i pełne narastającej podejrzliwości wobec otoczenia. Nie wyjaśnia roli Dzierżyńskiego w PolRewKomie utworzonym podczas wojny bolszewickiej. Natomiast na swoim przykładzie i paru innych przypadkach potwierdza, że Dzierżyński unikał represjonowania Polaków. Na pewno nie dopuścił do przygotowywanego przez komunistów zamachu na Piłsudskiego, uwolnił Bolesława Wieniawę Długoszowskiego schwytanego w 1918 roku w Rosji (ale co się dziwić skoro z jego krewnym Tadeuszem i Prystorem – prawą ręką Piłsudskiego siedzieli jeszcze niedawno w więzieniu w Orle). W ogóle Dzierżyński z wieloma PPSowcami siedział w więzieniach i spotykał się z nimi w Krakowie czy zagranicą. Te przeplatania się losów w owym czasie były nagminne. Np żona gen Sosnkowskiego pochodziła z majątku sąsiadującego z majątkiem rodziców Dzierżyńskiego, więc musieli się znać. Z kolei Wieniawa zdążył w Rosji bolszewickiej uwieść żonę adwokata Berensona – komunisty znanego z obrony rewolucjonistów przed sądami. Interesujący jest los licznego rodzeństwa Dzierżyńskiego. Ich losy wskazują, jak niezwykła przemiana musiała zajść w Feliksie, żeby stać się jednym z największych zbrodniarzy XX wieku. Stanisław, biolog i zarządca dworu, poniósł śmierć z ręki maruderów (zbuntowanych sołdatów) w 1917 roku. Inny z braci, Władysław, był sławnym neurologiem i psychiatrą a z wojska odszedł jako podpułkownik. Schwytany w roku 1942 podczas łapanki, został rozstrzelany w Zgierzu. Podobny los spotkał Kazimierza, który jako członek AK został zabity wraz z żoną w roku 1943. Piątemu z braci, Ignacemu, los oszczędził brutalnej śmierci – umarł z przyczyn naturalnych w roku 1953, w wieku 73 lat.

Siostra Aldona Dzierżyńska była dla niego zawsze podporą – do końca życia pisał do niej pełne oddania listy. Aldona, której syn był adiutantem Józefa Piłsudskiego (krótko), miała olbrzymie zasługi w pomocy byłym akowcom w PRL. Między innymi uratowała życie skazanemu na śmierć Wł. Sile – Nowickiemu. Świadoma czynów, których dokonywał jej brat, do końca życia zamawiała mszę za jego duszę.

Jakim w rzeczywistości był ten człowiek nazywany Krwawym Feliksem lub Czerwonym Katem a przez bolszewików Żelaznym Feliksem ? Co ciekawe, opinie o nim i jego działalności są bardzo różne. Fanatyk? Asceta! Poeta! Mściciel? Rewolucjonista! Nieprzejednany międzynarodowy wywrotowiec? Czy jak sam mówił dla sprawy poświęcił życie a w jego oficjalnych sowieckich biografiach pisali, że karząca ręka wrogów Rosji Bolszewickiej?. Czy nawet Lenin bał się jego jak twierdził Ferdynand Ossendowski? Czy osobiście mordował, nie rozstając się nigdy ze swoim naganem? Czy był tytanem pracy i co w takim wypadku oznacza tytan? Czy jak utrzymywał Aleksander Wat w „Moim wieku” „człowiekiem o gołębim sercu” kochającym wszystkie dzieci (Roniker też zauważa tę cechę)? Czy używając eufemizmu zachowywał się czasem niekonwencjonalnie, przecząc swemu wizerunkowi bezwzględnego zbrodniarza, Czy tylko rozmawiał ze swoimi przeciwnikami wyłącznie za pomocą plutonu egzekucyjnego? A według Łacisa jego zastępcy „ był szczęściem naszej rewolucji.” Czy można w sobie wykorzenić głęboka wiarę bez zapłacenia straszliwej ceny? Czy czasem wykazywał się zaskakującym propolskim sentymentem?

Roniker wkłada w usta Piłsudskiego taką ocenę Dzierżyńskiego:

Wyróżniał się jako uczeń delikatnością i skromnością. Dość wysokiego wzrostu, szczupły i poważny, robił wrażenie ascety z twarzą ikony… okrutny czy nie to to pytanie wyjaśni historia, człowiek ten w każdym razie kłamać nie umie”

A oto jak o sobie pisze sam Dzierżyński w swoim pamiętniku:

W więzieniu dojrzałem – w mękach, samotności i tęsknocie za światem, za życiem. Jednak zwątpienie w sprawę nigdy nie zajrzało mi w oczy i teraz, kiedy w potokach krwi pogrzebane na długie lata prawdopodobnie wszystkie niedawne nadzieje, kiedy przygwożdżone do słupów szubienic , kiedy tysiące bojowników za swobodę zagnani do więzień i śnieżnych zasp Sybiru – dumny jestem. Widzę niezliczone masy, które już się rozkołysały, naderwały stare wiązadła a wewnątrz tych mas gotują się nowe siły do nowych zapasów. Dumny jestem żem z nimi, że ich widzę, czuję, że ich rozumiem i że osobiście z nimi dużo przecierpiałem. Tu, w więzieniu, często bywa źle, strasznie…. Jednak… gdyby wypadło mi zacząć życie na nowo, zacząłbym je tak samo, i to nie głos obowiązku a organiczna konieczność. Dzięki więzieniu sprawa stała się dla mnie czymś dotykalnym, realnym jak dziecko dla matki – krwią jej i ciałem, dzieckiem, które mnie zdradzić nie może i dlatego mi sprawia radość. Więzienie pozbawiło mnie wielu rzeczy, bardzo wielu, nie tylko normalnych warunków bytu, bez których człowiek czuje się nieszczęśliwszym od najnieszczęśliwszych, ale i możliwości wyzyskania tych warunków kiedykolwiek w przyszłości, pozbawiło mnie to zdolności do twórczej pracy umysłowej,, gdyż długoletnie przebywanie pod kluczem nie może przejść nikomu bez śladu. I kiedy w poczuciu mym w sercu, wyważam to, czego mnie pozbawiło więzienie, w porównaniu z tym, co mi dało, chociaż nie mogę określić na czym polega obiektywna przewaga, ale wiem, na pewno, że nie przeklinam ani mojego losu, ani długich lat w zamknięciu, ponieważ to wszystko rozbije kiedyś to wielkie więzienie, które jako idea mieści się w tych murach. I to nie gra myśli, nie rezonerstwo, nie literatura. To rezultat niepohamowanego pragnienia swobody i pełnego życia, tęsknoty za pięknem, za sprawiedliwością”

Do Ronikera na Łubiance na pożegnanie miał powiedzieć wierszem „Z powrotu Taty” Mickiewicza:

Wracaj do domu, Ja do lasu muszę,

Wy ludzie na ten pagórek

Biegajcie sobie i za moją duszę

Zmówcie też czasem paciórek

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *