ETNA

wpis w: Podróże | 0

 

Jeden z najpiękniejszych widoków na świecie Widok z Amfiteatru w Taorminie  na wschodnie wybrzeże Sycylii i masyw Etny. Proszę sobie wyobrazić oglądanie Antygony Sofoklesa z językami lawy spływającej z Etny w tle

Ostatnia erupcja Etny skłoniła mnie do przypomnienia sobie mojej wizyty na Etnie. Świadomie użyłem określenia „wizyta”, bo obecnie wejście na Etnę jest mocno skomercjalizowane. Autem lub autobusem dojeżdża się do podnóża wyciągu na wysokość ponad 2000 m. Jedzie się wzdłuż języków zastygłej lawy, mijając kilka na poły zalanych lawą budynków, w paru miejscach droga wspina się serpentynami. Dolna stacja kolejki jest tak ulokowana, że wypływ lawy jej nie grozi. Bilet kosztuje 25 euro i wjeżdża się kolejką kabinową około 2 km. Przewyższenie wynosi ponad 500 m.

Po wyjściu można obejrzeć okolicę. Jest to rozległy płaskowyż pokryty czarnym żużlem wulkanicznym, na którym znajduje się  kilkanaście wygasłych, stosunkowo niewielkich kraterów. Z niektórych we wnętrzu ze szczelin wydobywa się gaz, prawdopodobnie dwutlenek siarki, bo wokół powstają żółte siarkowe smugi. Na Etnie byłem pod koniec kwietnia 2008 roku, o tej porze temperatura na górnej stacji kolejki wynosiła około 5 stopni i dął dość silny wiatr pogłębiając poczucie przejmującego chłodu. Obok stacji znajdowały się dwa nieczynne wyciągi krzesełkowe. Gdzie nie gdzie leżał śnieg. W ramach ceny można było jeszcze podjechać mikrobusem kolejne  dwa kilometry lub może trochę więcej z nieco mniejszym przewyższeniem do podnóża najwyższego podwójnego krateru na wysokość około 2900 – 3000 metrów, gdzie za dodatkową opłatą i po wcześniejszym zgłoszeniu można było wejść z przewodnikiem oczywiście będąc odpowiednio wyekwipowanym i przygotowanym. Według informacji przewodników wejście zajmuje około 3 godzin. Najistotniejsze są buty trekkingowe na grubej podeszwie. Na tym poziomie oprócz potężnego stożka górującego nad całością były jeszcze dwa olbrzymie kratery od strony wjazdu i za masywem stożka niewidoczne inne dwa. Czyli stożek główny otaczało kilka kraterów mniejszych. Według przewodnika z którym rozmawiałem na samym szczycie  od paru wybuchów kształtują się cztery kratery, gdyż dwa wybuchy wcześniejsze nastąpiły nie z głównego krateru ale ze szczelin bocznych.

Główny wierzchołek Etny wznoszący się jeszcze 500 metrów nad płaskowzgórzem o wysokości 3000 m  

Obszedłem dookoła jeden z dymiących kraterów idąc po krawędzi, zajęło mi to  prawie całą godzinę. Wokół szczelin, z których wydobywał się gaz, żużlowy grunt był wyraźnie ciepły. Wiał zimny wiatr a w stopy było ciepło.

Miałem całkowicie inne wyobrażenia o Etnie. Największym zaskoczeniem był ogrom masywu. Nie spodziewałem się kilku olbrzymich tarasów i takiej ilości mniejszych i większych kraterów. Tarasy tworzyły płaskowzgórza pokryte grubą warstwą żużla. Z dołu i z Taorminy Etna wyglądała jak jeden wielki stożek, podobnie jak na zdjęciach, które się oglądało. Będąc na miejscu przekonałem się jak mylący był to obraz.

Wygasły krater, żużel, opary i gazy

Jeden z mniejszych wygasłych kraterów

Gaz wydobywający się ze szczeliny na wewnętrznym zboczu jednego z wygasłych kraterów

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *