Terminu tego użył Marks prezentując swoje tezy dotyczące rozwoju sytuacji narodowej w kapitalistycznej Europie jako skutek postępu sił dziejowych czyli determinizmu historycznego. Oznacza on ujednolicenie (kulturowe). Otóż według Marksa naturalną koleją rzeczy w systemie kapitalistycznym miało być powstawanie i umacnianie się dużych państw narodowych. „tylko one reprezentują normalną organizację rządzącej burżuazji i są niezbędne do zgodnej współpracy międzynarodowej narodów (zabawne twierdzenie w kontekście późniejszych wojen światowych). Małe słowiańskie państwa ze Wschodniej Europy są anachroniczne i zawsze gotowe do kompromisu z absolutyzmem dla osiągnięcia swoich samolubnych celów narodowych”. Engels z kolei twierdził, że proces „roztapiania się i wchłaniania małych narodów przez swoich sąsiadów, był ich nieuchronnym i naturalnym losem”. Obaj używali pojęcia „narodów niezdolnych do samodzielnego bytu narodowego”. Jak pisze Richard Pipes „jeśli chodzi o kwestię narodową, to obaj twórcy nowoczesnego socjalizmu opowiadali się za wielkimi mocarstwami, centralizmem i kulturalnym ujednoliceniem”. Brzmi znajomo, prawda? Teraz wiadomo dlaczego Jean Claude Juncker uczcił 200 lecie urodzin Marksa i uczestniczył w odsłonięciu jego pomnika w Trewirze. Apelował o zrozumienie jego dzieł czyli idei Marksa, bo chyba wtedy będzie nam łatwiej zaakceptować „nieuchronność”. Uznał się za spadkobiercę Marksa, bo przecież przewodnicząc Unii Europejskiej gorliwie realizuje jego przesłanie wymuszając „gleichschaltung” i zwalczając nacjonalizmy we wschodniej Europie. Pipes w „Czerwonym Imperium” pisze, że Marks i Engels tezy dotyczące rozwoju państw i nacjonalizmu obaj wzięli z poglądów ówczesnych liberałów, którzy uważali, że kapitalizm i demokracja zniosą różnice narodowe i doprowadzą do powstania na całym świecie cywilizacji międzynarodowej. (Te pomysły powstawały w okresie intensywnego podboju przez Rosję nowych terytoriów w Azji i zdobywaniu kolonii przez kraje zachodnioeuropejskie – wtedy było więc jasne jak ma wyglądać ta cywilizacja międzynarodowa).
Łatwo jest też zrozumieć wściekłość rozmaitych Timmermansów, Verhofstadów na polskie władze, które po raz kolejny krzyżują zamiary „ujednolicenia” pod światłym protektoratem wielkich mocarstw europejskich Niemiec i Francji i przykrywką Unii Europejskiej. Najpierw Polska powstrzymała „pochód ruchu proletariackiego” przez Europę w 1920, a przecież Róża Luksemburg przestrzegała przed polskim nacjonalizmem, a teraz nierozumnie powstrzymuje „proletariat obyczajowy” przed jego podbojem Europy. („Soft power” użyty przez Niemcy dla swoich celów). Zamiast przyjąć swój „nieuchronny i naturalny los” realizuje „swój samolubny interes narodowy” A przecież Juncker wychwalał Marksa w bazylice Konstantyna I w Trewirze, jednej z najstarszych bazylik w Europie. Czyż nie ma to znaczenia symbolicznego.
Warto przynajmniej na chwilę zastanowić się nad pojęciem nacjonalizmu. Wielkie mocarstwa nadały mu konotację pejoratywną, nazywając w ten sposób dążenie podbitych narodów do podmiotowości i niezależności. Co ciekawe używają go w tym sensie Brytyjczycy z partii zarówno konserwatywnej jak i leuburzystowskiej. Podobnie dzieje się to we Francji, Niemczech i Rosji a więc tylko w państwach – mocarstwach, którym Marks dawał prawo do istnienia. Przeczytałem wiele książek brytyjskich historyków i wszędzie omawiając powstanie Polski niepodległej pisze się o nacjonalistach polskich, Piłsudski w najlepszym przypadku był polskim nacjonalistą w najgorszym faszystowskim dyktatorem. A więc, na przykład pazerność Polski (domagającej się odzyskania dawnych swoich ziem) i tym samym poniżenie Niemiec doprowadziła do II wojny światowej (wywód jest trochę dłuższy, ale podaję tylko konkluzję). W zasadzie każdy mały kraj jest oskarżany o nacjonalizm – u wielkich i silnych on nie występuje, one mają tylko swoje interesy, które należy szanować. Jeśli będziesz się opierał zostaniesz oskarżony o nacjonalizm. W Polsce bardzo łatwo rozpoznać agentów wpływu obcych państw – oprócz innych epitetów niezmiennie operują oni oskarżeniami o nacjonalizm.
Wielcy teoretycy mają tendencję do ignorowania rzeczywistości, najwyżej pominie się niewygodne fakty albo zastosuje poszerzoną korelację. Marks według Junkera nie ponosi odpowiedzialności za zbrodnie komunistycznych dyktatur. Wygodne to podejście, tylko kto stworzył ideologię, pojęcia i narzędzia do uzasadniania i popełniania tych zbrodni. To typowe podejście liberałów – czyn jest oderwany od człowieka. Współcześnie idee Marksa twórczo rozwijają ich socjaldemokratyczni spadkobiercy, którzy przechwycili stery w Unii Europejskiej i metodą lewaków tworzą fakty dokonane, łamiąc traktaty i naginając prawo unijne do swoich celów, bezczelnie oskarżając opornych o naruszanie praworządności. A współcześni liberałowie wchodzą w sojusze z socjaldemokratami i są w zasadzie ekspozyturami wielkich korporacji międzynarodowych. Oba te ugrupowania nadal korzystają z idei, pojęć i metod marksowskich połączeni wrogością do religii – w niej upatrując wroga i przeszkodę, takich jak dla marksistów był kapitalizm, żeby ją zniszczyć i zbudować nowy świat.
Cuius regio, eius animo homini
Cuius regio, eius pecunia
Dodaj komentarz