GRUZIŃSKA DROGA WOJENNA

wpis w: Podróże, Polityka | 0

Zalew u stóp twierdzy Ananuri                                                                                                                                                

Gruzińska Droga Wojenna brzmi groźnie i tajemniczo – ale tak Rosjanie odciskają swoje piętno w podbitych krajach. Obecnie jest to głównie atrakcja turystyczna ze względu na wspaniałe niepowtarzalne widoki, chociaż jest nadal ważnym szlakiem gospodarczym. Droga budowana i usprawniana latami od osiemnastego wieku, żeby móc podbić i utrzymać Zakaukazie. Jednak to nie Rosjanie stworzyli to przejście przez Kaukaz – jest to odwieczny i starożytny szlak, którymi hordy najeźdźców przemieszczały się w obu kierunkach nawet częściej z południa na północ niż odwrotnie. Rosjanie udrożnili tę trasę dla szybkiego przerzucania wielkich jednostek wojskowych. Wbrew historii ostatnich dziesięcioleci i obecnej wojnie próżno wśród Gruzinów szukać rusofobicznych nastrojów.  Można dziwić się, że jawna agresja Rosji w 2008 roku nie wywołała powszechnego nastawienia antyrosyjskiego. Właściciel hotelu w Mcchecie z którym wybrałem się w góry Kaukazu i do Stepancmindy wyjaśnił przyczynę – zbyt dobrze znają oni pokrętne cele i metodologię działania rosyjskiego państwa i dlatego swoje nieszczęście łączą z Kremlem a nie ze zwykłym Rosjaninem. Ja dodałbym, że w dalszym ciągu Rosjanie stanowią najliczniejszą grupę turystów odwiedzających Gruzję.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Twierdza Ananuri. widok na dachy cerkwi z baszty murów obronnych                                                                           

 Gruzińska Droga Wojenna straciła na swej wyjątkowości i znaczeniu wraz z wykuciem Tunelu Rokijskiego (Rockiego), właśnie przez ten tunel łączący dwie Osetie Północną należącą do Rosji i południową będącą autonomiczną częścią Gruzji i drogą  idącą dalej do Gori (miejsce urodzin Stalina) wojska rosyjskie wdarły się na teren Gruzji. Oczywiście inwazja Rosji na Gruzję była podyktowana „ochroną Abchazji i Osetii przed imperialistycznymi zapędami Gruzji”. Armia rosyjska jest „obrońcą pokoju i wolności uciskanych narodów Kaukazu i Zakaukazia” oraz stanowi „siły rozjemcze” w regionie.

Tak takie jest oficjalne stanowisko Kremla. Do tego szczytnego statusu armia rosyjska skutecznie aspiruje już od początku lat 90-tych XX w., kiedy – nie bez inspiracji Kremla – wybuchły dwie wojny secesyjne abchaska i osetyjska. Wówczas Rosjanie masowo dozbrajali separatystów, dostarczali im sprzętu oraz wspierali ich logistycznie, choć oficjalnie wypierali się tej pomocy. Niestety mogli to robić bezkarnie, bo po upadku ZSRR kraje zachodnie uznawały Kaukaz za strefę wyłącznych wpływów Moskwy i bez większych oporów przystawali na utrwalenie jej obecności wojskowej w obu podbitych regionach Gruzji – Abchazji i Południowej Osetii. Decyzją przywódców WNP zalegalizowano obecność sił rosyjskich w Abchazji nadając im status „Kolektywnych Sił Wspólnoty Niepodległych Państw” (mimo, że były to wyłącznie wojska rosyjskie to o dziwo formalnie reprezentowały one kilkanaście państw byłego ZSRR). W celu legitymizacji swoich działań i usprawiedliwienia się przed międzynarodową opinią publiczną Rosjanie zastosowali nową metodę, którą potem powtórzyli na Krymie. W latach 90-tych, po przejęciu kontroli przez lokalnych separatystów i Rosjan w Osetii Południowej i Abchazji  rozpoczęli zorganizowaną akcję wydawania ludności paszportów Federacji Rosyjskiej. W ciągu kilku lat blisko 90% osetyjskiej populacji regionu Cchinwali oraz większość Abchazów uzyskała rosyjskie dokumenty. W przypadku Abchazji – gdzie cała akcja przebiegała oporniej – państwo rosyjskie użyło nawet materialnych środków nacisku ogłaszając, że zawiesi wypłaty świadczeń socjalnych (głodowych rent i emerytur) dla osób nie posiadających paszportu Federacji. Podziałało. Jednak jest to „de facto” obywatelstwo „drugiej kategorii”. Przyznano im wyłącznie tzw. paszporty zagraniczne, ale już nie wewnętrzne. W ten sposób Abchazi i Osetyjczycy zostali pozbawieni szeregu uprawnień, jakie przysługują obywatelom rosyjskim. W wyniku akcji z paszportami władze Rosji uzyskały stosunkowo niewielkim kosztem ważki argument, że atakując Gruzję bronią w istocie własnych obywateli.

Dolina Tereku

Inwazja z 2008 roku na Gruzję dokonała się drogą równoległą biegnącą w górach przez tereny Osetii Północnej i Południowej w tym przez prawie czterokilometrowy tunel Rokijski (Rocki) łączący obie Oseti i dalej do Gori. Gruzińska Droga Wojenna biegnie od Władykaukazu – stolicy Północnej Ostii do dawnej stolicy Gruzji Mcchety i dalej do Tbilisi.

Widok na Kazbek

Trasa jest niezwykle malownicza o bardzo urozmaiconym krajobrazie. Za Mcchetą teren jest płaski, na drodze można spotkać stada zwierząt domowych, zamieszczam zdjęcie świni leżącej przy drodze. Pierwszym napotkanym interesującym miejscem jest historyczna twierdza Ananuri. W zasadzie jedyna dobrze zachowana z wielu starożytnych umocnień ulokowanych niegdyś wzdłuż drogi. (Inne zachowane zabytkowych świątynie i budowle obronne nie są w najlepszym stanie.) Atrakcyjność tego miejsca dla turysty podniósł sztuczny zalew sięgający stóp twierdzy. Jest to niezwykle fotogeniczny obiekt.

Socrealizm        

Nieco dalej inny obiekt nie jest już tak atrakcyjny za to ulokowany jest w fantastycznym punkcie widokowym. Jest to socrealistyczny monument o kształcie Stonehenge pokryty mozaiką na motywach ludowych. Następnie mija się zimowy kurort narciarski Gudari. Kilka kilometrów za Gudari znajduje się przełęcz Dzwari i dział wodny i tam droga biegnie aż do granicy z Osetią Północną wzdłuż doliny Tereku – rzeki w miarę spokojnej i łagodnej latem a gwałtownej i niszczycielskiej wiosną. Podczas mojej wyprawy jesienią 2016 widziałem ślady powodzi sprzed dwóch lat, która zniszczyła gruzińską elektrownię wodną znajdującą się tuż przy granicy z Rosją. Po drodze są interesujące wapienne skały naciekowe jak w Yellowstone lub Pammukale. Tuż za zniszczoną elektrownią wodną gdzie lodowiec dochodzi stosunkowo blisko drogi na poboczach leżą wielkie bloki malachitowe. Jest też kilka wodospadów, które znajdują się w bocznych wąwozach. Do jednego z nich dotarłem po około 45 minutach pieszej wędrówki. Z wielu miejsc drogi widoczny jest zaśnieżony pięciotysięcznik Kazbek. No i szybujące nad szczytami orły robią niesamowite wrażenie.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Tiry czekające na granicy na odprawę celną

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *