Jest rok 2045. Setna rocznica zakończenia II wojny światowej. Kanclerz Islamskiej Federalnej Republiki Niemiec Ismail Muhammad wysyła notę do polskiego premiera, że właśnie została spłacona ostatnia rata reparacji wojennych uzgodnionych ostatecznie w 2030 roku. Podkreśla zasługi polskiego koła poselskiego w Bundestagu w rozwiązaniu problemu. To właśnie na wniosek tego koła przyjęto zasadę, że reparacje będą w postaci inwestycji niemieckich w Polsce na sumę 500 miliardów euro z jednoczesnym wydaniem państwu polskiemu 50% akcji w utworzonych firmach. W tym samym piśmie kanclerz w odpowiedzi na ultimatum rządu polskiego zobowiązuje się do zaprzestania prześladowania chrześcijan i zgadza się na eksterytorialność świątyń katolickich. Informuje, że rząd niemiecki zgadza się na przejęcie telewizji ZDF przez polską telewizję „Republika”, Tygodnika „Spiegel” przez polskie „zwierciadło”, „Tagesspiegel” przez „Gazetę Wyborczą” a „Frankfurter Allgemeine Zeitung” przez „Gazetę Polską”.. Jeszcze nigdy relacje niemiecko-polskie nie były tak dobre. Wprawdzie w mediach polskich ukazało się mnóstwo audycji i artykułów krytycznych o Niemczech, w tym wiele pouczeń, ale to nie wpłynęło negatywnie na zacieśnianie stosunków między stronami. Na odnotowanie jedynie zasługuje krytyczna opinia I prezesa polskiego Sądu Najwyższego wobec prezesa Trybunału w Karlsruhe, że jest upolityczniony, zależny od rządu i że słusznie buntują się sędziowie. Polski prezes skrytykował też sądy gender, które porównał do sądów nazistowskich i zagroził zmobilizowaniem międzynarodowej opinii publicznej w tej sprawie.
Polska premier wnuczka Lecha Wałęsy i Leszka Millera (po kądzieli) mogła czuć się usatysfakcjonowana, bo podobnie przyjaźnie układały się stosunki z dwoma innymi zaprzyjaźnionymi krajami Izraelem i Stanami Zjednoczonymi. Nie przeszkodził temu nawet zgrzyt na linii Warszawa – Waszyngton, gdy polska ambasador, K. Kowalska po zrobieniu siódmej operacji plastycznej twarzy, zamieściła nad Białym Domem olbrzymi hologram „Dziękujemy za Wilsona i Reagana, przeproście za Roosevelta”.. Pani ambasador broniła jak lew polskich firm medialnych na rynku amerykańskim, szczególnie „Lisweeka”, któremu zarzucano fabrykowanie kłamstw na temat administracji prezydenta Buffalo Bila. Pani ambasador skutecznie też tępiła antypolskie ekscesy na uczelniach amerykańskich doprowadzając do kilku spektakularnych procesów w których skazano kilkunastu historyków amerykańskich za szerzenie kłamstw na temat Polski.
W Izraelu sytuacja była jeszcze ciekawsza. Po tym jak Polska przyjęła żydowskich uchodźców z islamskich Niemiec i islamskiej Francji, wzajemne stosunki polsko-izraelskie uległy natychmiastowej poprawie. Polska wespół ze Stanami Zjednoczonymi udzieliła Izraelowi gwarancji bezpieczeństwa w tym ochrony nieba przez polski system rakietowy i satelitarny. Izrael z kolei uznał bezwarunkowo, że Polacy i Żydzi byli jednakowo ofiarami niemieckimi. Zobowiązał się do zaprzestania używania określenia naziści na niemieckich zbrodniarzy tak jak to zrobiły wszystkie kraje cywilizowane. W sprawie roszczeń wzajemnych uzyskano kompromis. Polska zrzekła się roszczeń za bezumowne korzystanie przez Żydów z tysiącletniej ochrony na terenie Polski oraz z roszczeń potomków chłopów polskich za eksploatację i rozpijanie ich przodków. Z kolei Żydzi zrezygnowali z roszczeń do żydowskiego mienia bezspadkowego. Żydzi dokonali tez rewizji swoich podręczników usuwając z nich wszystkie kłamliwe twierdzenia o polskim współudziale w Holokauście i wprowadzili do podręczników stwierdzenia, że niektórzy ich przedstawiciele byli współtwórcami zbrodniczego komunizmu. Oczywiście nie wszyscy podporządkowali się porozumieniu polsko-izraelskiemu, istotne było to, że oskarżanie Polaków o współudział w Holokauście było ścigane ustawowo w Izraelu. W konsekwencji prawie jedna trzecia mieszkańców Izraela wystąpiła o obywatelstwo polskie, które bez problemów otrzymali.
Jednak z Francją stosunki nadal pozostały napięte. A w zasadzie nie z Francją tylko z dwiema islamskimi republikami powstałymi na gruzach „najstarszej córki Kościoła”. Islamska Południowa Republika Prowansji ze stolicą w Poitiers, salaficka i ortodoksyjna wprowadziła szariat więc władze napotykały opór ludności nawet z dobrze działającą partyzantką w okolicach Lourdes i w Pirenejach. Polska wspierała te partyzantkę, więc nic dziwnego, że stosunki były nie najlepsze. Na północy powstała liberalna republika islamska ze stolicą w Paryżu. Charakteryzowała się tym, że cała elita intelektualna przeszła natychmiast na islam, po tym jak Bractwo Muzułmańskie wygrało wybory w wyniku układów ze wszystkie siłami postępowymi, które nie chciały dopuścić Frontu Narodowego do władzy. Oczywiście były protesty, a partyzantka taka w stylu „Alo, alo” nic nie dała. Pacyfikacja społeczeństwa była szybka i całkowita, zwłaszcza gdy okazało się, że islamiści nie są tacy groźni, za to bardzo liberalni. Prezydentem został prawdziwy islamski gej – były bankier (rekomendowany przez byłego prezydenta Macrona), wszystkie swobody zostały utrzymane, obowiązkowe było jedynie posiadanie czterech żon. Stosunki z Polską były napięte z powodu zdecydowanego sprzeciwu Polski wobec zamieniania kościołów na meczety oraz burzenia niektórych. Dopiero groźba wszczęcia procedury z artykułu 7 spowodowała wycofanie się władz z prześladowania chrześcijan. Obecnie walka szła o zniesienie podatku dżazija i cofnięcie islamizacji sądów. Stąd te niełatwe relacje.
I pomyśleć, że to wszystko stało się w ciągu 25 lat i było skutkiem straszliwej pandemii koronowirusa na świecie.
Relacje ze Wschodem będą przedmiotem odrębnego wpisu.
Dodaj komentarz