Wschodnie tereny środkowej i południowej Białostoczyzny niegdyś będące częścią Wielkiego Księstwa Litewskiego mówiły językiem, który miejscowa ludność sama nazywała językiem prostym. Co ciekawe na wschód od Niemna okolica zaściankowa równoległa do wschodniej Białostoczyzny mówiła śpiewnym językiem polskim. Język prosty to język pogranicza mieszanka starego języka ruskiego i polskiego. Nieliczne zaścianki szlacheckie po zachodniej stronie Niemna tak zwane „okolice” mówiły też po polsku, ale we wsiach i miasteczkach dominował język prosty. W mojej rodzinnej miejsowości Krynkach język polski był językiem uroczystym, tak jakby nie należało go kalać pospolitością dnia codziennego. Pełnił funkcję taką jak wcześniej łacina w kościele katolickim. Był więc językiem wiary, modlitwy, wzniosłych uczuć, ale też urzędowym, szkolnym, patriotycznym. Obowiązywała swoista hierarchia językowa, tak zresztą jak i w innych dziedzinach życia. Przekleństwa po rosyjsku, język prosty na co dzień i język polski od święta. Co ciekawe nie było żadnych zapożyczeń z jidysz, nazwy miejsc wyłącznie w języku prostym, na przykład takie określenie jak „asielica”, „prafitka”, „plantańska”, „szubielnica”, „kabylije hory”. Ostało się parę jaćwieskich nazw geograficznych oraz nazwisk.
Przezwiska – każdy nosił jakieś przezwisko, nawet Żydzi uczestniczyli w tym precederze, zarówno sami się przezywali jak i chrześcijańscy sąsiedzi wynajdywali dla nich przezwiska. Funkcjonowało to podobnie jak w Polsce piastowskiej: plątonogi, krzywousty, brodaty. Albo wiązało się to z jakąś ułomnością, wyglądem czy niezbyt przyjemną cechą charakteru, albo miało związek z dziwnym zachowaniem podczas jakiegoś zdarzenia najczęściej w stresie, w ostateczności przekręcano nazwisko. Zapamiętałem między innymi Brechuna, Drypcia, Piatkę, Świstuna, Tuniaczka, „Pętka”,, „Bubna”, „Dryguna”, „Szyhuna”, „Szyło”, „Szyhła”, Ciuna, Cyngla, Dauhowiazy, Zacierku, Malastago (dziobaty), Bałbytuna, „Harłacz”, „Tryfon”, „Juryło” a kobiece bardzo ciekawe „Cipałapaczka” (nie będę rozwijał co to znaczy), „Kumuszka”, Krywanoszka, „Srapata” „Piepa”, „Kłyba”, „Ubóstwo”, „Podstrieleny wierabiej”, „Kałtyha”, „Raztapyra”, „Wyszczerka”, „Pierdzimączka”, „Pragara”.
Dziadek ze strony matki przezywany był „Pancaczok”. Przezwisko to było rezultatem pobytu w więzieniu, kiedy został zamknięty przez władze carskie za udział w strajkach, protestach i rozróbach przed pierwszą wojną w 1905 roku w czasie tak zwanej „Republiki Kryńskiej”. Odwiedzającej go w areszcie rodzinie narzekał, że go źle karmią ciągle „pancaczok” i „pancaczok”- i tak zdarzenie z młodości stało się przezwiskiem na całe życie. Niektóre nazwiska prowokowały do nieprzyzwoitych skojarzeń np. : „Ciuchaj (takie nazwisko) bab nie ruchaj” lub nawet bez związku : „Sidar makacior na parohu babu cior”
Kobiety dzieliły się na „baby” i „dzieuczata” przy opowiadaniach w drugiej osobie, natomiast przy bezpośrednich zwrotach zawsze mówiono „pani”.
Przekleństwa i wyzwiska stanowiły powszechne zjawisko, obrzucano się nimi najczęściej w złości i gniewie. Ludzie byli impulsywni, łatwo wybuchający i równie łatwo dający się wyprowadzić z równowagi, nawet podczas targowania się potrafili kląć. Uwielbiałem słuchać targowania się. Ponieważ wszyscy znali się jak łyse konie zwycięzcą zostawał ten, który potrafił czymś zaskoczyć swojego partnera. Należało szybko reagować, jeśli ktoś się zastanawiał lub próbował coś przeliczać najczęściej głośno to druga osoba próbowała mu przeszkodzić lub wyprowadzić z równowagi mówiąc „rachuj ni rachuj paszoł ty na chuj”. Klęto głównie po rosyjsku a przynajmniej tak robił mój ojciec i jego najbliżsi znajomi. Najczęstszym przekleństwem była „bladź”, przy czym stosowała się zarówno do mężczyzn i kobiet, ale z przymiotnikiem „nastajaszczaja”, „chudaja” lub „saratowskaja” już tylko do kobiet. „Chudaja” było zrozumiałe, bo kanon urody kobiecej wtedy był inny niż teraz, ale nigdy nie ośmieliłem się zapytać ojca dlaczego „saratowskaja” a nie na przykład „maskowskaja” i chyba już nigdy się nie dowiem. Bardzo przewrotnym przekleństwem był „złomany chuj”. Przekleństwa łączyły się w wiązanki i były piramidalne, opisowe, wchodziły w interakcje, coś jak hasło i odzew. Zdecydowana większość odnosiła się do seksu. Istniała gradacja obraźliwości, należało na koniec zachować najbardziej obraźliwe i poniżające. Ostatnie przekleństwo rzucane przez ojca podczas wzajemnego wyzywania się było po polsku – brzmiało „chuj ci w dupę” i po nim więcej się już nie odzywał. To była poważna zniewaga – proszę pamiętać, że wtedy nie było afirmacji gejów. O kobiecie najbardziej obraźliwie było powiedzieć „jobana w rot”, jednak to przekleństwo dotyczyło tylko tych znanych z lekkiego prowadzenia się. Wyzywanie się zastępowało bójki, które stanowiły rzadkość. Wiele przekleństw nosiło cech sytuacyjne, nie wynikały z gniewu, np. gdy ktoś opowiadał bzdury, głupoty lub cos komuś wmawiał to mówili „jakuju ty chujniu poresz”. A gdy coś definitywnie się zepsuło to mówiło się „piździec”. Gdy ktoś odmawiał uczestnictwa we wzajemnych wyzwiskach powtarzał kilka razy „adpierdolsa”- najczęściej skutkowało. Gdy ktoś komuś się narzucał lub oczekiwał jakiegoś niechcianego działania to żeby się odczepił mówiło się „paszoł ty na chuj” lub „paszoł ty w try pizdy”. To drugie wyzwisko mogło też być odpowiedzią na pierwsze i odwrotnie.
Starsze kobiety spotkały się na „majsy” czyli dyskusje i coś więcej niż plotki. Szczegółowo omawiano ostatnie śluby lub pogrzeby. Bardzo dużo czasu zajmowało dochodzenie i uzgadnianie koligacji i powiązań między omawianymi osobami. Po wymianie aktualnych nowinek przechodziło się do opowiadania fantastycznych zdarzeń jak na przykład interwencji duchów, czy kary boskiej, która spotkała kogoś tam za jakąś niegodziwość. Najczęściej przytaczano przykłady nieuchronności kary boskiej. Oczywiście kobiety rozprawiając miały cały czas zajęte ręce albo przędły, albo robiły na drutach lub wykonywały jakieś prace domowe. Dzieci towarzyszące starym babciom, do których i ja należałem, rozmów o duchach, diabłach, wilkach, porażeniach piorunem lub chorobach spowodowanych karą boską słuchały z zapartym tchem.



Dodaj komentarz