„ ……..Każdy na koń wsiędzie i jakoś tam będzie …..”

wpis w: Uncategorized | 0

 

Tak można skwitować filozofię trenerska  Adama Nawałki w pierwszych dwóch meczach rozegranych i przegranych  przez polską drużynę. W sumie nie byłoby sensu zajmować się tymi klęskami gdyby nie był to objaw dużo szerszego zjawiska. Jeśli pojawia się szansa na sukces wykraczający poza lokalny zakres, to następuje bez umiaru pompowanie zdarzeń, gloryfikowanie zwykłej przeciętności, rozbudzanie oczekiwań niezależnie od realiów. Media zamiast  przywracać proporcje służą jako tuba propagandowa dla beneficjentów  potencjalnego sukcesu a dziennikarze  i tzw fachowcy pełnią role bezkrytycznych propagandzistów a nie weryfikatorów zadęcia. Żaden dziennikarz  nie skrytykował absurdalnej  taktyki forsowanej od ponad roku przez trenera. A przecież Duńczycy jeszcze w eliminacjach w drugim meczu obnażyli wszystkie słabości polskiego zespołu. Boniek, który był znakomitym piłkarzem w swoim czasie, musiał już po meczach sparringowych z Meksykiem i Nigerią zauważyć, że coś jest nie tak. Mimo to żadnej reakcji.

Jakim naprawdę trenerem jest  Adam Nawałka. Internauci szybko ochrzcili go parówkowym trenerem. Na pewno bardziej dała się zauważyć jego aktywność reklamowa aniżeli dokonania zawodowe. Nigdy nie wyjaśnił do czego zmierza w swojej pracy z zawodnikami i jakimi metodami zamierza to zrobić. Obserwując przebieg meczów widać było w grze zawodników, że nie realizują  taktyki trenera,  jakąkolwiek by ona nie była– nie przyświeca im żadna wizja.  Z ostatnich meczy  wynosiło się wrażenie, że jest twórcą rewolucyjnej taktyki zdobywania bramek przez podania piłek do tyłu. Jedno jest pewne – nie potrafił zmobilizować  zawodników do ponadprzeciętnego wysiłku i przegapił najnowsze  tendencje w futbolu światowym. Na konto trenera idzie też dziwny dobór zawodników do kadry, sposób ustawienia  i ustawiania się zawodników  na boisku (kompletna niezdolność do przechwytywania piłki) i całkowicie niezrozumiały brak zgrania. Wydaje się też, że nie do końca rozeznano umiejętności przeciwników. Co oni robili na treningach? To co nam pokazywano to były tylko tzw rozgrzewki.  A potem to pewnie zabawy ze smartfonem  i liczenie grupowe i indywidualne kasy wpływającej z reklam.

Jeśli chodzi o samych zawodników to albo oni swoją formą dostosowali się do trenera albo to on stał się niewolnikiem braku ich formy. To, że nasi zawodnicy są słabi technicznie, to było wiadome. Senegalczycy i szczególnie Kolumbijczycy pokazali nam jaka przepaść w tym względzie dzieli polskich piłkarzy od reszty świata. Czym jednak wytłumaczyć brak szybkości i wytrzymałości – ogólnie mówiąc kondycji? Podobno wszystkie testy wydolnościowe dawały wyśmienite wyniki? No dobrze, inni zawsze byli sprawniejsi, ale przecież nigdy nie brakowało polskim zawodnikom serca do walki, tej specyficznej zadziorności i waleczności. Co się z tymi cechami i nastawieniem stało i to w momencie gdy na boiskach zaczęła dominować agresywność, a waleczność przestała być wystarczająca. Rzecz jest w psychice, motywacji, komunikacji i hierarchii priorytetów oraz kasie.

Trener i zawodnicy dostali pieniądze przed wykonaniem pracy tylko za to, że stali się celebrytami i wszyscy na nich patrzyli i podziwiali. Pieniądze zdominowały wszystko, zatraciły się proporcje i priorytety. Nawet święty uległby pokusie, gdyby za nic dostawał więcej niż dotychczas za ciężką pracę. Po co się starać, gdy nawet nic nie robiąc  dostaje pieniądze. Im się nawet nie chciało chcieć. Ponieważ wszyscy czerpali pieniądze z reklam, nawet Boniek, nie było komu powiedzieć:  Stop, wszystko w swoim czasie. Smutne to, bo to są obecnie powszechne w Polsce takie noworyszowskie zachowania, przy czym najmniej winiłbym tu zawodników, bo oni są tylko ofiarą chorobliwego układu trener – szef PZPN, który przypomina szereg powiązań do niedawna obowiązujących w innych dziedzinach funkcjonowania państwa. Szczególnie żenujące jest stwierdzenie Nawałki, że on całą odpowiedzialność za klęskę bierze na siebie, zamiast rzetelnego przedstawienia przyczyny klęski. Ta wypowiedź za bardzo przypomina nam bezrefleksyjne branie na klatę odpowiedzialności guru z innej dziedziny z całkiem niedawnej przeszłości.

W obrazku   wyróżniającym pokazuję okładki książek z  pierwszej  z brzegu księgarni, przy czym są to nie wszystkie „sportowe”, które tam wystawiono.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *