Od co najmniej 5 lat biblioteka publiczna w Świnoujściu organizuje kiermasze książek ze swoich zbiorów. Za symboliczną złotówkę można nabyć wspaniałe rarytasy. Jak mnie zapewniano wystawia się tylko egzemplarze, które nie wykazują ruchu (nie były czytane) od co najmniej pięciu lat. Podobno zostawia się po jednym egzemplarzu każdego tytułu mimo braku zainteresowania nim. Zawsze kiedy przyjeżdżam odwiedzam bibliotekę i znajduję coś interesującego. Dwa lata temu wystawiono na kiermasz książki z okresu stalinizmu, można było za dwanaście złotych mieć dwunastotomową „Historię Powszechną” wydaną przez Akademię Nauk ZSRR, czy czterotomową „Historię Wojskowości” też rosyjskiego autorstwa i jakieś ideologiczne barachło. Te historie formatu A4 zajmowały dwie półki na regale, były więc to straszliwe cegły, dlatego nie zdecydowałem się ich kupić, chociaż posiadały dużą wartość nie tyle faktograficzną, ale dokumentalną. Były znakomitym dokumentem funkcjonowania sowieckiego systemu w obszarze nauki, informacji i propagandy.
Oprócz literatury młodzieżowej dużo jest sprzedawanej a raczej rozdawanej klasyki polskiej i zagranicznej. Można sobie skompletować najlepsze wydania dzieł znakomitych pisarzy; powieści, dramaty, beletrystykę – wszystko czego dusza zapragnie. Są też i śmiecie – utwory komunistycznych pisarzy polskich i zagranicznych.
Typy ludzi z Polesia
W tym roku dominuje Kraszewski, Sienkiewicz, powieści historyczne innych pisarzy i poezje klasyczne. W młodości przeczytałem chyba ze trzydzieści powieści Kraszewskiego. Podobno napisał ich około dwustu. Teraz moją uwagę zwróciła nie powieść a nazwijmy to książka reportażowa „ Wspomnienia Wołynia, Polesia i Litwy” z 1860 roku. Wtedy to nazywało się podróżopisarstwem. Książka jest sumą wędrówek pisarza po Polesiu i Wołyniu i zawiera zbiór cennych obserwacji o bardzo szerokim zakresie: historycznym, obyczajowym, krajoznawczym, folklorystycznym, językowym – w zasadzie wszystko co autor napotkał na drodze opisywał uznając za godne uwagi. Np wizyta w Łucku daje pretekst do dłuższej rozprawy na temat księcia Witolda (Łuck był przez pewien czas siedzibą Witolda, odbył się tam również zjazd monarchów z udziałem cesarza Zygmunta Luksemburczyka). W ogóle autor odwiedzając różne miejscowości poświęca w ich opisie dużo miejsca ich historycznej przeszłości, historii magnackich rodów nimi władających. Zestawia ich dawną wspaniałość ze współczesnym mu upadkiem. Jeśli ktoś chce poznać jak powstawały latyfundia magnackie, jak rody te rosły i upadały, ich wzajemne koligacje, przejmowanie majątków – wszystko to znajdzie u Kraszewskiego. Odwiedza on między innymi Ostróg Ostrogskich, Ołykę Radziwiłłów Korec Koreckich, Czartorysk Czartoryskich, Dubno, Pińsk i wiele innych. Przytacza również legendy i podania związane z określonym miejscem. Wizyty w tych miejscowościach są pretekstem do snucia różnych refleksji, które dla nas są nieocenionym źródłem informacji o Polesiu i Wołyniu z połowy XIX wieku. Na przykład odwiedza majątek Urbankowskich w Horodcu i wylicza zbiory biblioteczne, numizmatyczne i galerię obrazów. Wymienia między innymi obrazy po których obecnie ślad zaginął: Leonarda (święty Jan, obecnie ozdoba galerii w Wiedniu), Rafaela, Rubensa, Caraccich, Guido Reniego i wiele innych, które obecnie znajdują się w zagranicznych galeriach a wtedy należały do polskich właścicieli. Z sympatią odnosi się miejscowej ludności, użalając się nad ich ciężkim losem i wyzyskiem ze strony polskich właścicieli i żydowskich karczmarzy. Kraszewski nazywany tytanem pracy (wstawał codziennie o piątej z rana i pisał, pisał) był człowiekiem wszechstronnym również dobrym rysownikiem a nawet malarzem, grał też na fortepianie (zamieszczam karykaturę z czasopisma Mucha). W wydaniu „Wspomnień…”, które przeczytałem znajdują się jego rysunki i szkice przedstawiające mieszkańców, krajobrazy, ruiny zamków, pałace i domy. Niestety ilustracje są złej jakości, mimo to część z nich zamieszczam.
Widok Pińska rysunek Kraszewskiego
Horodec pałac rysunek Kraszewskiego
Zamek w Łucku – rysunek Kraszewskiego
Nie zamierzam dalej rozwodzić się w szczegółach na temat zawartości książki, przytoczę tylko jako zachętę do przeczytania tej książki dwa jego fragmenty, które spowodowały, że napisałem ten post. Jeden to opis jednej z karczm na Wołyniu, w której przyszło nocować Kraszewskiemu ukazujący z czym musiał zmierzyć podróżny w owych czasach i jak wyglądały ówczesne hotele przydrożne czyli karczmy. A drugie to zacytowane przez Kraszewskiego poręczenie mieszkańców pewnej wsi złożone w sądzie za czarownicę z tej wsi. Oba teksty są znakomite mimo że sporo używanych określeń i wyrażeń dawno już wyszło z użycia podobnie jak niektóre produkty np. „dziegieć” niegdyś powszechny dziś zapomniany – olej otrzymywany z suchej destylacji kory brzozowej, miał specyficzny zapach służył jako lekarstwo oraz używano go do garbowania skór.
„Już widzę, jak podróżny z daleka cieszy, gdy mu powiedzą, że będzie wkrótce karczma. Wygląda on, niepokoi się i widzi nareście światło z daleka przez okno pobite, pozaklejane, pozatykane. Stój. Dach się chyli, komin wali, wjazd zawalony błotem, stajnia bydłem, wozami i saniami. W izbie dymią okropne fajki poleskie, słychać gwar głuchy pijackiej rozmowy. Pytasz o izbę – Żydzi ci się w oczy śmieją.
Rad nierad, ciemno, późno, słota, wchodzisz do jedynej! Ach! Pod nogami twymi plączą się bachury, gęsi, kury, błoto; głowa twoja zawadza o lichtarz siedmioramienny, wiszący z pułapu i kapiący łojem, w nos twój zapach gorzałki, dymu fajek, swędu właściwego Żydom, kwasu, czadu, łoju, dziegciu, błota wpada i uderza; o uszy twoje gwar pomięszany beku dzieci, krzyku kur, kaczek, gęsi, Żydówek, brzęku kwart i pieśni chłopskich. Na dobitkę w jednym kącie Żydzi rżną kozę w środku izby, w drugim spektor uczy dziecko ponuro powtarzając -Gecher! Uciekasz do alkierza! W alkierzu na betach i piernatach Żydzi mieszą bułki i łokszyn (rodzaj makaronu), wisi kołyska, stoi i stół kulawy, włóczy się kotka z kociętami, skaczą kozy po ławach, zawala drogę worek z owsem, w kącie śmierdzi rzepa i brukiew, a w drugim – leży kupa kartofli. Ani sposobu! – Gdzież ja będę nocował! – myśli biedny podróżny.
Żyd, jako bardzo przebiegły, wybiega naprzód do stajni zobaczyć, czym podróżny przyjechał. Od tego zależy przyjęcie.
Jeśli parą końmi, nie krytym wózkiem, a Żyd ma kilkaset rubli, traktuje podróżnego „de puissance en puissance en legal”, kładzie ręce w kieszenie, pluje, zapala fajkę (tu wszyscy Żydzi fajkę palą) i chodzi w czapce. Jeśli konie zaprzężone w szwarc (czwórkę) – z trochę większą dystynkcją, jeśli jedziesz z dzwonkiem – najwyższy respekt, jeśli masz kocz i brykę – wypędza chłopów i oczyszcza ci pierwszą izbę. Daje ci świecę chorą, leżącą na bok w lichtarzu, gospodyni zmiata ci stoły fartuchem, podłogę posypują piaskiem. Ale któż cię wybawi od całej historii naturalnej, wijącej się po ścianach jakby naumyślnie do obserwacji, od smrodów, którymi już ściany przesiękły, od krzyku z sąsiedniej wylatującego izby bachurów, kotów” itd. (Str 129)
Wioska na Polesiu
„My niżej na podpisach wyrażeni, gromada wsi Bobrycy i i Kijawki, dajemy tę porękę ekonomii bobryckiej za Pryskę Czyżychę, wdowę, zapewniając też ekonomię, że odtąd swarów, przekleństw, bitwy i przechwałek publicznych, że jej dzieci wolno bić a niewistkę i zabić ma prawo – nie będzie. Od młodych jej lat wiemy, iż była niespokojna, co z latami wzrosło bez granic. Kto czarować umie – Czyżycha; makiem osypywać – Czyżycha; osnowywać – Czyżycha; podlewać – Czyżycha; płaksy nasyłać – Czyżycha; zawiązki czynić w zbożu – Czyżycha; pierwsze niedziele na czyjś upadek pościć – Czyżycha. Zapomniawszy się o Bogu, Stwórcy swoim, wpadłszy w ostatnią wściekłość, bluźnić, wyrządzać zwykłe szkody i psoty, jako z opowiadania wielu ludzi w ekonomii słyszeć się dało, a dla swej złości niepohamowanej nie może mieć między sąsiadami przyjaciół, każdy się jej kija, języka i czarów boi. Że już odtąd poprzestanie przy swoim podeszłym wieku tych wszystkich niegodziwości, jak się wyżej powiedziało, czynić zaręczamy itd. –
Dnia 2 lipca 1832 roku”(str 240)
Wyjaśnienia: makiem osypywać oznaczało przynosić nieszczęścia, podlewać – przynosić nieszczęścia przez polanie miejsca, przez które ma ktoś przechodzić, osnowywać – przynosić nieszczęścia przez omotanie specjalnie wyciągniętą nicią z przędzy, płaksy nasyłać – stare baby mogły zauroczyć dziecko, które później ciągle płakało, zawiązki w polu czynić – związać źdźbła zielonego zboża, żeby spowodować nieurodzaj.
Można powiedzieć, że tereny, które opisywał Kraszewski były żywą skamienieliną przeszłości, nie docierały tam żadne zmiany a z powodu straszliwej nędzy i wyzysku warunki życia mieszkańców i ich los nie uległ żadnej poprawie od szesnastego wieku.
Był sobie dziad i baba,
– To też Kraszewski – resztę proszę sobie przypomnieć, ci co uczyli się tego wiersza na pamięć lub odszukać w Internecie





Dodaj komentarz