MACAU 1990

wpis w: Podróże | 0

 

Po pół roku pracy w Chinach należał mi się  siedmiodniowy urlop. Miał być bezpłatny, ale wynegocjowałem dla siebie i pozostałych Polaków płatny z refundacją kosztów przelotu dla siebie i żony w obrębie Chin. Oczywiście najbardziej mi zależało odwiedzeniu Tybetu i locie do Lhasy. Niestety nie było mi dane. W tym czasie po masakrze na placu Tian An Men obcokrajowców nie wpuszczano do Tybetu. Musiałem zdecydować się na inny kierunek. Wybrałem Hongkong, z tym, że przelot byłby do Kantonu (oficjalnie nazywa się Guangzhou) a stamtąd autobusem do Shenzen i kolejnym autobusem do Hongkongu, ale w Kantonie okazało się, że nie zostaniemy wpuszczeni do tej jeszcze kolonii brytyjskiej. Powodem było nasze pochodzenie z komunistycznego kraju. Widocznie do konsulatu w Kantonie nie dotarło, że pół roku wcześniej odbyły się w Polsce wolne wybory, albo wręcz odwrotnie trzeźwo oceniali, że skoro prezydentem został dobrowolnie wybrany był dyktator a ministrem spraw wewnętrznych został szef tajnej policji, to zaszły tylko pozorne, fasadowe zmiany. Nie było sensu dyskutować. Wybór padł na portugalską kolonię Macau.

Przejście graniczne między Chinami a Macau.

Tak to zadziwiającym zbiegiem okoliczności znalazłem się w miejscu o którym nie myślałem, że kiedykolwiek tam trafię. Nie żebym nie chciał. Po prostu miałem swoje priorytetowe destynacje i Macao (taka nazwa wtedy obowiązywała w Polsce) w hierarchii znajdowało się na szarym końcu. Wizę dawano na przejściu granicznym od ręki bez żadnych wymagań.  Z Kantonu do granicy dojechaliśmy regularnie kursującymi mikrobusami. Jechaliśmy linią  tylko dla obcokrajowców przez Zhuhai. Żadnych możliwości rezerwacji hotelu, ani zaplanowania czegokolwiek, jechaliśmy całkowicie w ciemno. Z końcowego przystanku do przejścia granicznego było około pół kilometra. Odprawa przeszła gładko – dokładniej sprawdzali Chińczycy niż Chińczycy z Makau. Taksówką dojechaliśmy do centrum a w zasadzie do historycznej dzielnicy. Jechaliśmy z Australijczykami, którzy zachęcali nas do zabraniu się do hotelu Bela Vista poza miastem, woleliśmy miejsce z którego  jest  blisko do wielu interesujących miejsc. Doradzili nam hotel Central mający znakomitą lokalizację na Avenida Ribeiro, ale jak się okazało dość zapuszczony. Jeśli dobrze pamiętam to cena za pokój nie była wygórowana i wynosiła coś między 20 a 30 USD. Uznaliśmy, że trzy noce wytrzymamy.

 

Largo do Senado – centralny plac Makau w 1990 i 20 lat później 

Pierwsze wrażenie po półrocznym mieszkaniu w trzymilionowym Shijiazhuang i częstych wizytach w Pekinie to poczucie, że się trafiło do miasta z senną atmosferą gdzie się nic nie dzieje. Czuło się podskórnie, że panuje jakiś bezruch, przygnębienie i wyczekiwanie. Za siedem lat Chiny komunistyczne miały przejąć miasto od Portugalczyków. Właściciel hotelu Central powiedział, że nie ma sensu go remontować bo i tak odbiorą mu hotel komuniści. Wszyscy z kim by się nie rozmawiało czarno widzieli przyszłość. Z tego co potem czytałem, Terytorium formalnie otrzymało szeroką autonomię, została zachowana własność prywatna, oczywiście nie w całości, bo rekiny z „mainlandu”, różnymi metodami przejęły znaczącą część terenów a spółki musiały dopuścić chińskich „inwestorów”. W sferze politycznej nastąpiło też zdecydowane ograniczenie wolności. Jednak my wtedy nie zaprzątaliśmy tym głowy.

Plaża na wyspie Coloane.

Chodziliśmy, kupowaliśmy i zwiedzaliśmy. Macau było i jest wielką strefa wolnocłową, wtedy chyba największą w Azji. Sklepy, podobnie jak w nowojorskim Chinatown zawalone były towarami po okazyjnych cenach. Część legalna, część z przemytu a część z wykonywanych na miejscu podróbek znanych marek. Dokonaliśmy bardzo udanych zakupów sportowych ubrań, jakichś damskich akcesoriów, jedwabiów a nawet biżuterii i wszystko znakomitej jakości. Powiedziano nam, że mieszkańcy Hongkongu przyjeżdżają regularnie na zakupy do Makau gdzie jest zdecydowanie taniej i nie obowiązały ostre przepisy dotyczące podróbek i towarów z przemytu. Ale głównie przyjeżdżali do kasyn gry, bo Makau słynęło i okazuje się, że nadal słynie z uprawiania hazardu. Chińczycy uwielbiają hazard.

Palace kasyno i 20 lat później Jumbo kasyno oba na barce 

Miasto leży u ujścia (po zachodniej stronie estuarium) rzeki Perłowej, tej samej która przepływa przez Kanton będący przez wieki największym portem Chin. Po wschodniej stronie zatoki leży Hongkong. Jednak ani z cytadeli ani ze wzgórza Penha go nie widać.  Do terytorium należały jeszcze dwie wyspy Taipa i Coloane. Statki płynące do Jiangmen i Foshan leżące nad rzeką Xiu musiały przepływać między półwyspem a wyspą Taipa. Stąd  bardzo charakterystyczny most łączący wyspę z miastem, który w środkowej części ma kształt trójkąta równobocznego co umożliwia przepłynięcie pod nim statkom oceanicznym. Główna część półwyspu jest stosunkowo płaska poza wzgórzem Penha, gdzie stoi piękny kościół.

Most na wyspę Taipa 

W 1990 roku w centrum gdzie jest gęsta zabudowa nie widać było jeszcze wieżowców, których obecnie jest zatrzęsienie. Po drugiej stronie zatoki – jeziora Nam Van górował olbrzymi kompleks hotelowo kasynowy Lisboa. Zabudowa sięgała zaledwie pięciu pięter. Ulice wokół ruin katedry świętego Pawła zniszczonej w wyniku trzęsienia ziemi (są wersje o pożarze, ale pożar tylko dokończył dzieła) wyglądały jakby żywcem przeniesione z Portugalii. Z katedry pozostała tylko przepiękna fasada i schody prowadzące do niej. Ruiny katedry leżą u podnóża zachodnich murów potężnej cytadeli z której roztacza się wspaniały widok na miasto, port i wyspę Taipo. Cytadela wielokrotnie obroniła miasto przed zakusami piratów jak również Holendrów. W mieście jest albo było siedem kościołów katolickich – każdy wart obejrzenia. W 1990 roku katolików liczono na około 20%, teraz czytam, że nie przekraczają 6% mieszkańców. Pobyt Portugalczyków datuje się od 1537 roku a diecezja katolicka została ustanowiona w 1576 roku. Obecnie przeważają Chińczycy wyznania taoistyczno—konfucjańskiegoi buddyjskiego. Od czasu mojego pobytu ludność wzrosła ponad dwukrotnie z powodu napływu imigrantów z Chin właściwych. Najciekawsza jest stara świątynia A Ma poświęcona bogini Mazu opiekunce rybaków i marynarzy mieszcząca się na nabrzeżu i zbudowana w jeszcze w XV wieku przed przybyciem Portugalczyków. Jest cały czas otwarta i licznie nawiedzana przez mieszkańców.  W ramach zwiedzania odwiedziliśmy dwa kasyna, w tym jedno na barce. Mimo zachęty nie zagraliśmy. Przeważały ruletka i Black Jack. Wybraliśmy się również lokalnym autobusem na wyspę Coloane, bardziej wrył mi się w pamięć przejazd mostem Taipo niż pobyt na tej wyspie.

Ale gwoździem pobytu okazały się doświadczenia kulinarne. Sandor Marai węgierski pisarz opisując swój pobyt w Avila napisał, że najmocniejszym wspomnieniem jest obiad z peklowanej kuropatwy na zimno, co skłoniło go do refleksji „Wspomnienia w ciekawy sposób rozdzielają się w pamięci, tę kuropatwę „przeżyłem” w Avila , resztę tylko widziałem”. Cos takiego i mnie się zdarzyło. Owoce morza w różnych postaciach i potrawkę z węża przeżyłem a resztę tylko widziałem. Jedząc potrawkę z węża w restauracji, której cała ściana była zastawiona klatkami z żywymi wężami obserwowaliśmy jak z pobliskiego kasyna gry przychodzą klienci, wybierają węża w klatce. Kelner wyciąga węża, rozcina mu brzuch, wyciąga dwie czarne kulki (albo jądra albo woreczek żółciowy), wrzuca do kieliszka z alkoholem, klient wypija, płaci i wychodzi a wąż wraca do klatki. Potem dowiedziałem się, że ma to jakoby służyć zwiększeniu potencji. Chińczycy lubują się w spożywaniu przedziwnych ingrediencji. To oni stoją za masowym wybijaniem nosorożców, antylop w Tybecie, tygrysów syberyjskich i bengalskich, rekinów, żółwi, piżmowców i wielu innych zwierząt. Nawet w komunistycznych Chinach, w każdym mieście pełno było sklepów z „suplementami diety”.

Świątynia A Ma na nabrzeżu

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *