Widzę, że wszystko jest ułożone tak, by nawet w wypadku,
gdyby Polska miała przemawiać i chciała głos wydawać,
to dołoży się wszelkich starań, by głos ten był możliwie słaby”
Józef Piłsudski 105 lat temu
To był mój dziesiąty udział w Marszu Niepodległości. Rok temu nie uczestniczyłem z powodu choroby a w 2016 byłem nieobecny w Warszawie i Polsce. Każde z tych spotkań z ludźmi o podobnym sposobie myślenia i odczuwania było wielkim przeżyciem, radością ładującą akumulatory na następne miesiące, w których musiało się obcować z jałową młócką polityczną, antypolskością ubraną w szaty unijne, drugorzędnymi z punktu widzenia interesów Polski sporami, obłudą i zwykłą głupotą. A na marszu, radośni ludzie w każdym wieku, rodzice z dziećmi, wszyscy dumni z Polski, jej tradycji, historii i osiągnięć. Pokazuję to na zamieszczonych zdjęciach. Jest też i druga połowa, która wcale nie jest dumna, karmiona nienawiścią uzbrojoną w faszystowskie epitety. Ta druga połowa jest mocno zakorzeniona w obcych wzorcach i źródłach dochodu, napędzana wyższością moralną i pogardą dla zwykłych ludzi pluje i rzyga żółcią w polskojęzycznych mediach, na Polskę, na patriotyzm, na wspólnotę narodową. Jak długo jeszcze?
Marsz Niepodległości w Warszawie a szczególnie atmosfera wokół niego dały mi asumpt by przejrzeć jeszcze raz książkę „Polski wir I wojny” wydaną przez wydawnictwo Karta a zawierającą fragmenty pamiętników różnych osób komentujących walkę o niepodległość Polski i zdarzenia dotyczące Polski podczas pierwszej wojny w trzech zaborach. Fragmenty te doskonale ilustrują atmosferę panującą wtedy na ziemiach polskich, nastrój oczekiwania i nadziei. Ale i dezorientację wielu osób, zachowania rusofilskie i germanofilskie znaczącego odsetka społeczeństwa. Przejmujące są wspomnienia pokazujące w jak bezwzględny sposób, Niemcy eksploatowali i rujnowali zajęte ziemie zaboru rosyjskiego i austriackiego doprowadzając do klęski głodu. Jak mamili Polaków i jak w rzeczywistości pogardliwie nas wtedy traktowali. Straszliwa okupacja Polski w II wojnie światowej nie była niczym wyjątkowym, stanowiła kontynuację postępowania z czasów I wojny. Równie ciekawy jest wątek sporów politycznych, których partyjne zacietrzewienie przypomina współczesne swary. Wzajemna nienawiść endeków i piłsudczyków była równie silna jak obecna PiSu i PO. Przy czym piłsudczycy byli postrzegani jako socjaliści, którzy chcą wywrócić porządek społeczny, teraz wiemy, że nie było to prawdą i w moim przekonaniu największą zasługą Piłsudskiego było zapobieżenie rewolucji na ziemiach polskich, do czego niewątpliwie by doszło, gdyby endecy przejęli w 1918 roku władzę i na stałe ją utrzymali. Piłsudski umiejętnie rozładował tę dynamikę i wysiadł z socjalistycznego tramwaju na przystanku niepodległość. W przytaczanych wspomnieniach dość dobrze opisany został „kryzys przysięgowy”. Z tego okresu wzięła się niechęć między zwolennikami Piłsudskiego a „ugodowcami” austriackimi: Sikorskim przezywanym w Legionach „sługusem niemieckim”, Szeptyckim, Hallerem i Zagórskim. Oni czterej złożyli przysięgę na wierność cesarzom Wilhelmowi I Franciszkowi Józefowi. Nie wykazali się perspektywicznym myśleniem a co gorsza swoją postawą osłabili demonstrację Piłsudskiego i I Brygady. Oczywiście w wojnie z bolszewikami ci czterej generałowie odzyskali honor, ale niechęć i nieufność pozostały.
W Posłowiu do książki Andrzej Chojnowski pisze:
„Oceniając na chłodno tamte czasy, można powiedziec, że żaden obóz polityczny nie zdobył wówczas patentu na nieomylność. Większość z tych obozów potrafiła podążać za potrzebami chwili. Siłą polskich elit przywódczych okazała się umiejętność adoptowania się do potrzeb zmieniającej się w Europie sytuacji, łącznie z trafnym wyborem skutecznych w danym momencie metod działania. Umiejętność tę uosabiały dwie czołowe postacie polskiego życia politycznego – Roman Dmowski i Józef Piłsudski. Konsekwencja w zakresie strategii, połączona z elastycznością pod względem taktyki zaowocowała w chwili załamywania się w listopadzie 1918 roku dotychczasowego porządku politycznego w w Europie. …..”
Stanisław Kozicki (działacz narodowy)
Gdy przyjechałem do Piotrogrodu Roman Dmowski był już zdecydowany opuścić Rosję i wyjechać na zachód. Tę swoją decyzję tak uzasadniał:
Dotychczasowy przebieg wojny wskazuje na to , że rozstrzygnięcie jej nastapi na froncie zachodnim a nie na terenie rosyjskim. Niemcy będą niewątpliwie pobite a o następstwach wojny zadecydują mocarstwa zachodnie koalicji a nie Rosja. Przez Francję i Anglię będzie tedy ustalony los Polski. Rosja nie będzie już miała wiele do powiedzenia. Dlatego polityka nasza w Rosji musi się ograniczyć głównie do tego , by nie zrobić jakiegoś fałszywego kroku i nie ułatwić przez to odrębnego pokoju między Rosją a Niemcami. Główne zabiegi polityczne polskie muszą być robione na Zachodzie, tam też jest pole do szerszej inicjatywy w dziedzinie załatwienia sprawy polskiej (….) Nie mam już co robić w Rosji powinienem pojechać na Zachód i tam zorganizować na szerszej podstawie politykę polską”
Theobald von Bethmann Hollveg (kanclerz cesarstwa niemieckiego) w przemówieniu podczas tajnego posiedzenia komisji budżetowej Reichstagu:
Dla dobra kampanii wschodniej musieliśmy się zdecydować na grę polityczną. Proklamowanie Polski zapewni nam uległość Polaków, zapełni nam szczerby w pułkach, pozwoli na wprowadzenie nowych podatków, a wreszcie uprawni nas do rządzenia tym krajem. Bo tylko my będziemy rządzili stworzoną Polską, o innej formie nawet pomyśleć nie można. Tereny położone na wschód są naturalnymi terenami na przyszłą kolonizację, co z pomocą bożą udać się musi.
(…) Prawdopodobnie koniec wojny zmieni kartę Europy na naszą korzyść, lecz terenów Polskich żadną miarą Rosji oddać nie możemy. W Polsce musimy zapewnić sobie panowanie w tej lub innej formie. Poważna część ludności zbliżona do nas językiem będzie kadrami pilnie pracującymi dla Niemiec (….)
Za mało znaczące uważam argumenty przeciw proklamowaniu Polski, iż „pod naszym bokiem powstanie państwo nowe”, do którego będą ciążyły elementy z naszej granicy wschodniej. Moi panowie po tej strasznej wojnie będą mogły istnieć tylko państwa silne. Zależne od nas maleńkie państwo polskie, o ile się utrzyma na karcie przy pertraktacjach pokojowych, będzie zawsze tak słabe, że mowy być nie może o jakiejś wybitniejszej roli. Wkrótce przyjdzie czas, że Polak zrozumie, iż dla niego pozostało tylko jedno: zostać obywatelem niemieckim z ducha i języka.
Berlin 9 listopada 1916 roku
czyż nie pasuje to do naszych czasów? I nie mogłaby tak mówić kanclerz Merkel w obecnym Reichstagu? A jeśli nie mówić to realizować ten sam cel?
Józef Piłsudski podczas odprawy oficerów I Brygady:
Nasza wspólna droga z Niemcami skończyła się. Rosja nasz wspólny wróg (….) skończyła swą rolę. Wspólny interes przestał istnieć (….) W interesie Niemców (…) leży pobicie aliantów: w naszym – by alianci pobili Niemców. Niemcy chcą by naród polski dał żołnierza do armii dowodzonej przez pana Besselera. Tymczasem chcieliby chociaż reprezentację tej przyszłej armii (….) wysłać na front zachodni.
Dlatego wy do tej „Armii Polskiej” nie pójdziecie (…) Im prędzej Niemcy przegrają tę wojnę tym lepiej. Właściwie Niemcy już te wojnę przegrały. Przykro chłopcy, że rozpoczniecie ten marsz na nowej drodze bez broni, przez obozy jenieckie i przez wojsko austriackie, ale nie czas na awanturę, którą byśmy musieli przegrać. Wsadzą nas Niemcy do obozów, ale się przechowacie w masie na tę chwilę, gdy znów będziecie potrzebni.
2lipca 1917 roku
Zofia Romanowiczówna w dzienniku:
Czy prawda? Czy to być może? Mówią mi, powiedziano mi przed godziną, że Polska ogłoszona jest wolną i niepodległą, cała, do morza! Ach!!! Nie mam słów na to, co się dzieje w mojej duszy. (….). Rwę się jak ptak w klatce. Goraco pragnę, żeby już był ranek, by gdzieś polecieć i mówić z ludźmi, co wiedzą, co myślą, czy to prawda?
Lwów 8 października 1918 roku
Antoni Stawarz oficer armii austriackiej (twórca konspiracyjnej organizacji niepodległościowej:
Zaczął się budzić ruch uliczny. Skuleni od zimna przechodnie szybko przemykali ulicami do swoich zajęć. Nie zwracali na nic uwagi. Ten i ów potknął się o podeptanego orła austriackiego. Odruchowo podnosi głowę i nad koszarami widzi biało-czerwoną flagę. Sen czy jawa? Przeciera oczy. Przecież chorągiew wisi. Kieruje wzrok na żołnierzy. Stoją spokojnie, ozdobieni kokardami narodowymi! A więc to prawda. Nie sen? Rzeczywistość. Powstała Polska!
Było około 11.30, gdy odwach objęli pierwsi żołnierze armii wolnej Polski. (…). Entuzjazm był nie do opisania. Nieznani ludzie padali sobie w objęcia, płakano ze wzruszenia.
Kraków, 31 października
Władysław Szczypa:
Kurier wyjął ukrytą za podszewką zapieczętowaną kopertę i podał mi ją, prosząc o pokwitowanie, gdyż miał rozkaz natychmiastowego powrotu. Po odejściu kuriera (…), zapaliłem lampę, żłamałem pieczęć i wyjąłem rozkaz. Po przeczytaniu pierwszych zdań tego pisma, coś dziwnego stało się ze mną. Litery biegały mi przed oczami. Rozkaz brzmiał wyraźnie „Jutro to jest dnia 2 bieżącego miesiąca o godzinie drugiej po południu rozbroić oddziały wojska austriackiego, komendy, posterunki, żandarmerię itp”. Sprawdziłem podpis i pieczęć – nie ulegało wątpliwości, że prawdziwe. (….) A więc już…. Boże! Że też ja dożyłem tych dni.
Puławy 1 listopada 1918
Jędrzej Moraczewski (członek Polskiej Komisji Likwidacyjnej – tymczasowej polskiej władzy w Galicji:
(……) Zaczęła się formalna wędrówka ludów. Setki tysięcy żołnierzy rosyjskich dazyły z Niemiec i Austrii do swojej ojczyzny. Równocześnie odbywał się powrót żołnierzy austriackich z ziemi polskiej, z Ukrainy z Rosji, jeńców wracających z niewoli rosyjskie. Naraz zachodnia i wschodnia granica wyzwolonej części ziemi polskiej, zapełniła się tłumami Rosjan, Niemców, Węgrów , Czechów, Serbów, Kroatów…. Wygłodniałych, wynędzniałych żołnierzy należało przewieźć jak najszybciej przez Polskę,chcąc ochronić kraj od zupełnego zniszczenia ……..
…. Samowolna, dzika demobilizacja przepełniła cały kraj bandami żołnierzy (…..) rabując po drodze miast, miasteczka i wsie”
Herman Lieberman (adwokat, poseł do parlamentu austriackiego):
W pociągu, którym Zdążałem do kraju, znajdowali się także posłowie ukraińscy z Galicji – z nimi posłowie polscy i ja nawiązaliśmy rozmowę, by sobie wyklarować stosunek wzajemny Polaków i Ukraińców po upadku Austrii. Usiłowaliśmy nawet wyszukać drogę kompromisu, aby rzucić fundament zgodnego i na zasadzie słuszności opartego współżycia. Ukraińcy jednak nam wciąż odpowiadali ”Dużo krwi się poleje”
Jędrzej Moraczewski:
Niepodobna oddać tego upojenia, tego szału radości, jaki ludność polską w tym momencie ogarnął. Po 120 latach prysły kordony. Nie ma „ich”! Wolność! Niepodległość! Zjednoczenie! Własne państwo! Na zawsze! Chaos? To nic. Będzie dobrze. Wszystko będzie, bo jesteśmy wolni od pijawek, złodziei, rabusiów, od czapki z bączkiem, będziemy sami sobą rządzili. W ciągu dwóch dni nie było śladu po symbolach panowania Austriaków. Kto tych krótkich dni nie przeżył, kto nie szalał z radości w tym czasie wraz z całym narodem, ten nie doznał w swym życiu najwyższej radości. Cztery pokolenia daremno na tę chwilę czekały, piąte doczekało.
Marta z Łubieńskich Górska w dzienniku:
Pierwszy to dzień prawdziwie niepodległej Polski, oczyszczonej z Moskala i Niemca, jesteśmy nareszcie sami, co marzone – ziszczone, co kochane- otrzymane …… Pan Bóg zrobił dla nas wszystko. Obyśmy Jego dzieła nie popsuli.
Wojsko niemieckie idąc za przykładem Berlina, broń rzuca. Mamy wię już i karabiny, i kartaczownice, i amunicję, i duże zapasy surowców, żywności, ubrań, samochodów. Łatwa ta zdobycz upaja miasto, ulice przepełnione, ludzie płaczą z radości, ściskają się nieznajomi. „Mamy Polskę”- mówią głośno (….). Radość ogólna, dzień to przepiękny,cudowny, o którym tylko w snach się marzyło”
Warszawa 11 listopada
Nastała zima. Entuzjazm początkowy opada w obliczu głodu i chłodu. W całym kraju anarchia: grabież sprzętu wojennego po okupantach, omal codzienne manifestacje bezrobotnych. Rewolucja od Wschodu. Prowincje zachodnie jeszcze nie wyzwolone, granice państwa nieustalone. Paryski Komitet Narodowy pod przewodnictwem Dmowskiego nie ufa Piłsudskiemu, mając go za bolszewizanta i germanofila; nie uznaje rządu Moraczewskiego.
Warszawa
Tygodnik „Na posterunku”
Szaleje walka w Polsce. Z chwilą ustąpienia zaborców z kraju, rzucili się Polacy na siebie wzajemnie. Najwstrętniejsze orgie oszczerstw afiszowych, gazeciarskich i wiecowych święcą piekielne triumfy. Zamiast radości – nienawiść szerzy się w kraju. Stoimy u wrót wojny domowej. Co to jest? Dlaczego? Biorąc rzecz najogólniej widzi się walkę dwóch grup zasadniczych: narodowych demokratów i socjalistów
Kraków 15 grudnia.
Józef Piłsudski podczas spotkania ze współpracownikami:
Jest to największa, najdonioślejsza zmiana jaka w życiu narodu może nastąpić. Przemiana, w konsekwencji której powinno się zapomnieć o przeszłości, powinno przekreślić wielkim krzyżem stare porachunki, stare partie i stronnictwa powinny przestać istnieć a nowe powstać na ich miejsce. Przestała przecież istnieć sama podstawa dotychczasowych programów politycznych. Jakaż była najistotniejsza różnica w tych programach dnia wczorajszego? Był nią stosunek do niepodległości. Jedni uważali, że jest to hasło nie do osiągnięcia, nierealne, a zatem upieranie się przy nim musi przynosić szkody i straty dla narodowego stanu posiadania. Drudzy wierzyli i konsekwentnie podejmowali walkę. Jedni widzieli ten cel jako bliski i możliwy do osiągnięcia w pełni – drudzy sądzili, że może on przyjść etapami i w kolejności tych etapów szukali okresów porozumienia z tą czy inną potęgą zaborczą. Ludzką jest rzeczą, że w spór stąd wynikający wkładano za dużo pewnej zaciekłości, podejrzliwości i odsądzania strony przeciwnej od czci i dobrej wiary. Ale dziś historia powiedziała już swoje; niezależnie od tego kto, co i jak przewidywał, faktem jest, że stanęła przed nami wolność i i życie niepodległe z jego ogromnymi i zupełnie nowymi zagadnieniami.
Warszawa 29 listopada






















Dodaj komentarz