Avila w Hiszpanii to wzorcowe miasto średniowieczne nieznacznie tylko tknięte późniejszymi zmianami. Uroda miasta, jego atmosfera, życie miejskie bardzo przypadły mi do gustu. Byłem tam dwa razy w jesienią 2005 i 2009 wiosną i jeszcze bym pojechał. Miasto jest otoczone średniowiecznymi murami po których można obejść je dookoła. Uliczki są wąskie, jest kilka placów, ale centralny Plaza Mercado jest największy i wyraźnie dużo późniejszy. Za miastem znajduje się punkt widokowy z którego można podziwiać piękno Avili.

Oczywiście jest i nowoczesna część za murami, której niestety nie odwiedziłem. Wewnątrz murów mieści się większość hoteli o rozmaitym standardzie od superluksusowego Parador Palacio de Velada do hosteli. Żeby zwiedzić wszystkie kościoły, które są piękne i interesujące potrzeba minimum dwóch dni. Wyróżnia się katedra, której apsyda stanowi część murów obronnych. Muzeum katedralne posiada znakomitą kolekcję różnorodnych przedmiotów sakralnych z wyróżniającymi się bogato rzeźbionym krucyfiksami ze srebra i złota. Każdy ołtarz to dzieło sztuki – przeważnie są piętrowe, złocone a tematycznie wielowątkowe.

Oto fragment jej życiorysu wzięty ze strony ”wiara.pl”:
W wieku lat 20 wbrew woli ojca wstępuje do klasztoru Wcielenia w Avila. Przyjmuje imię Teresa od Jezusa. Niedługo potem ciężko choruje. Umiera. Wykopany zostaje dla niej grób. Po czterech dniach letargu wraca do życia, ale choroby będą ją nękały do końca. Przez dwadzieścia lat żyje jako pobożna zakonnica, ale wciąż czuje, że to nie to. Denerwuje ją luz panujący w klasztorze. „Pragnęłam bardzo być kochana przez wszystkich” – wyznaje. Jej wrodzony wdzięk, inteligencja, wesołość powodują, że w klasztorze bez klauzury wciąż ma wokół siebie przyjaciół, adoratorów. „Chciałam pogodzić ze sobą życie duchowe z pociechami, upodobaniami i rozrywkami zmysłowymi. (…) W efekcie ani Bogiem się nie cieszyłam, ani nie miałam zadowolenia ze świata”. Teresa przestaje się modlić.
Nawrócenie przychodzi po dwudziestu latach letniego życia w klasztorze. Teresa jest poruszona lekturą „Wyznań” św. Augustyna. Przed sprowadzonym właśnie do kaplicy obrazem umęczonego Chrystusa widzi swoją grzeszność. Rodzi się na nowo. Od tej chwili idzie na całość. Nie, nie żyje bynajmniej jak pustelnica. Nadal się przyjaźni, wciąż łatwo przywiązuje się do swoich spowiedników, jednak żadne uczucie nie rywalizuje już odtąd z miłością do Boga. Zaczyna doświadczać intensywnych mistycznych wizji.
Jest mistyczką, ale i kobietą czynu. Szuka bardziej surowych warunków życia, sprzyjających głębszej modlitwie. Opierając się na własnych doświadczeniach, zakłada pierwszy klasztor według odnowionej reguły karmelitańskiej. Napotyka opór ze strony władz kościelnych i samych zakonnic. Jest przesłuchiwana przez inkwizycję. Nadal jednak robi swoje. Wraz ze św. Janem od Krzyża zakłada kolejne klasztory. Powstanie ich w sumie 33. Dużo pisze. Jej dzieła staną się klasyką literatury mistycznej. Papież Paweł VI ogłosi ją po latach pierwszą kobietą doktorem Kościoła.

W jej brewiarzu odnaleziono zakładkę zapisaną słowami: „Niech nic cię nie smuci, niech nic cię nie przeraża, wszystko mija, lecz Bóg jest niezmienny. Cierpliwością osiągniesz wszystko; Temu, kto posiadł Boga, niczego nie braknie. Bóg sam wystarczy. Solo Dios basta!”.
Ktokolwiek znajdzie się w Avila nie może pominąć wizyty w kościele św Teresy i kaplicy klasztornej gdzie się modliła.
W Avilii serwują znakomitą kawę. Wiosną i jesienią kiedy odwiedziłem miasto nie było już tak gorąco, wokół była bujna zieleń a kwitnące wiśnie japońskie i juki wokół murów robiły niesamowite wrażenie szczególnie gdy się spacerowało późnym wieczorem pod podświetlonymi murami. Uwielbiam takie miasteczka skrojone na ludzką miarę, gdzie wszędzie blisko, wszystko jest pod ręką i mieszkańcy się znają i pozdrawiają a sprzedawcy są zawsze uśmiechnięci. W Hiszpanii zwiedziłem kilka takich miast Segowię, Lugo, o wiele większe Toledo. W Portugalii Obidos, Evorę; we Włoszech Orvieto, Gubio, Permigliano; Rodos w Grecji: Valetta na malcie a w Gruzji Sighnagi. O nich napiszę przy innej okazji, bo też warto.
Przypadkowo parę dni temu kolega podesłał mi ciekawy tekst o bliskości i lokalności autorstwa Marcina Skrzypka. Przedstawia on między innymi korzyści dla mieszkańców wynikające z bliskości i lokalności. Przytaczam je poniżej. Co ciekawe rozumieli je ludzie „ciemnego” Średniowiecza a nie rozumieją „oświeceni” piewcy modernizmu i postnowoczesności.
„Korzyści z pieszej bliskości „obszaru eksploatacji” wykraczają daleko poza ergonomię samego przemieszczania się. Jeśli przyjrzeć się dalszym jej konsekwencjom, okaże się, że przynosi ona dobroczynne skutki w wielu innych obszarach, takich jak ekonomia, społeczna spójność i równość, samopoczucie, tożsamość, odpowiedzialność obywatelska itd. Skutki te są współzależne i tworzą coś w rodzaju pakietu.

Na eksplorację otoczenia, w którym wszędzie można bezpiecznie dojść pieszo, stać każdego materialnie, kondycyjnie i pod każdym innym względem. Dotyczy to w szczególności grup, takich jak dzieci, rodzice z dziećmi czy osoby starsze, które mogą samodzielnie załatwiać sprawy w sąsiedztwie na równych prawach z osobami bardziej sprawnymi i niezależnymi. Brak takiej samodzielności łatwo wyklucza ich z życia społecznego. Spotykanie się przedstawicieli wszystkich pokoleń w przestrzeni publicznej podczas codziennych zajęć, sprawia, że obserwujemy ludzkie życie w całej jego rozciągłości. Samo wspólne doświadczanie tej samej przestrzeni sprawia, że czujemy się bardziej związani z danym miejscem i jego mieszkańcami. Poznajemy nawzajem swoje potrzeby i problemy, dzięki czemu jesteśmy bardziej skłonni do społecznej empatii i solidarności, zarówno w osiąganiu celów sąsiedzkich, jak i ogólnospołecznych. W takich warunkach łatwiej się też czegoś dowiedzieć i nawiązywać nowe kontakty.
Stała obecność ludzi w przestrzeni publicznej znakomicie poprawia jej bezpieczeństwo, a ruch na świeżym powietrzu ma zbawienny wpływ na kondycję nie tylko aktualnie tyjących dorosłych, ale także przyszłych dorosłych, którzy są teraz dziećmi. Piesza dostępność wielu celów ma też znacznie ekonomiczne. Powoduje ona, że klienci skupiają się na małej powierzchni, co sprzyja tworzeniu miejsc pracy poprzez rozwój niewielkich biznesów zależnych od dużej liczby małych wpływów.”

Cztery lata różnicy kaplice de Ruben Mose z gniazdami bocianimi w 2005 roku i w 2009 już bez
A






Dodaj komentarz