Jechałem, żeby zobaczyć Spartę a odnalazłem Mistrę. Uwielbiam takie pomyłki, które stają się niespodziewanymi odkryciami zaskakujących i intrygujących miejsc. Sparta okazała się niewypałem absolutnie nic ciekawego – zero pamiątek ze starożytności, wyjątkowo brzydka mieścina. O sześć kilometrów dalej z zielonej równiny lacedemońskiej pełnej drzew oliwnych i winorośli wyrasta potężne wzgórze, które jest przedłużeniem słynnego wyniosłego pasma Tajgetu (nieco wyższy od Rys), a na jego jednym stromym zboczu z tarasami widać jakieś kamienne budowle a głównie ruiny. Wzgórze jest porośnięte dzikimi drzewami i krzewami a wśród nich strzelają wysoko w górę kolumny cyprysów. Widok zachwycający a jest to tylko przedsmak wspaniałości do oglądania, które czekają na miejscu.
Górne miasto z widokiem na zamek (kastro). Ruiny pałaców.
Mamy do czynienia z opuszczonym z powodu zniszczeń i niedogodności życia po 1830 roku (po walkach o niepodległość) średniowiecznym miastem dawną stolicą despotatu Morei w Cesarstwie Bizantyjskim. A o tym już czytałem w książkach historycznych o Cesarstwie i wyprawach krzyżowych. Historia miasta zaczęła się od bandyckiej wyprawy krzyżowej w 1204 roku kiedy to krzyżowcy zamiast udać się do ziemi świętej złupili Konstantynopol i ustanowili Cesarstwo Łacińskie, a każdy z przedstawicieli wielkich rodów głównie frankońskich starał się wykroić dla siebie udzielne księstwo. Tak powstała na Peloponezie prowincja Achaja. Jeden z władców uznał, że wzgórze ma znakomite położenie obronne i wzniósł na samym szczycie zamek (1249). Jednak długo się nim nie cieszył, bo najpierw cesarz Jan Watatzes a potem Paleologowie zaczęli właśnie odzyskiwać swoje bizantyjskie Cesarstwo. Okupacja łacinników wymusiła nowy podział administracyjny i Mistra stała się stolicą nowego despotatu Morei. Ta decyzja oraz ciągłe najazdy na zamieszkałe doliny zapewniły temu obronnemu miastu, które z twierdzy rozrosło się do wielkości podobno czterdziestotysięcznego ośrodka rozkwit, trwający ponad dwieście lat.
Agia Sofia od strony południowej
Nazwa Morea pochodzi od drzewa morwy. Peloponez po wykradzeniu tajemnicy produkcji jedwabiu Chińczykom przez Bizancjum stał się głównym ośrodkiem jego produkcji na terenie Cesarstwa. W miarę jak terytorium Cesarstwa się kurczyło i wpadały kolejne ważne miasta w Azji Mniejszej w ręce Osmanów, Mistra zyskiwała na znaczeniu i w końcu stała się drugim ośrodkiem po Konstantynopolu. Rozwinęła się gospodarczo i kulturalnie (tu pojawił się neoplatonizm). Promieniowała sztuką, głównie architekturą sakralną ale i literaturą czy piśmiennictwem. Miała swój udział w tak zwanym „renesansie Paleologów”. Tu zresztą koronowany był ostatni władca Bizancjum Konstantyn XI Paleolog uprzednio despota Morei, który bohatersko zginął w ostatnim dniu oblężenia Konstantynopola. Koronacja miała miejsce w katedrze Metropolis (Agios Demitrios). Mistra była jednym z ostatnich ośrodków bizantyjskich zdobytych przez Turków w 1460 roku.

Miasto zaczęło tracić na znaczeniu, wiele ludzi uciekło do Wenecji i innych miast włoskich, ale ciągle jeszcze czerpało bogactwo z produkcji jedwabiu już na potrzeby Osmanów. W ciągu tych dwustu lat prosperity powstało kilkanaście klasztorów (obecnie czynnych jest trzy, najciekawszy żeński Pantanassa) ponad trzydzieści bardzo charakterystycznych świątyń bizantyńskich (to w Mistrze dopracowany został ostatecznie ten niepowtarzalny styl budowli z cegły i kamienia z kopułą centralną i kilku pomniejszymi, z przepięknymi freskami malowanymi według ścisłych reguł, które pokrywają całe wnętrza świątyń(Panagia i Hodigitria), dwa kompleksy pałacowe i domy bogatych kupców.
Mitropolis. Agios Demetrios katedra gdzie koronowano ostatniego Paleologa XI
Miasto było otoczone półkoliście dwoma pasami murów: najpierw dolne miasto, górne miasto i oddzielnie na samym szczycie zamek, mający po południowo zachodniej stronie urwisko – obrońcy ostatecznie mogli skryć się w zamku. Przewyższenie między dolnym murem a murem zamku wynosi ponad 300 metrów. Zwiedzanie to poruszanie się serpentynowymi ścieżkami w górę i w dół wśród chaotycznej z nawarstwiającymi się piętrami zabudowy. Wszystko w ruinie tylko od czasu do czasu odbudowane mury jakiejś cerkiewki. W większości są one niewielkie, nie pasujące do potęgi Bizancjum, które kojarzymy ze wspaniałą Hagią Sofią w Konstantynopolu. Chociaż trzeba pamiętać, że kiedy powstawała Mistra czasy potęgi dawno minęły i Konstantynopol niegdyś milionowe miasto liczył mniej niż sto tysięcy ludzi.
Klasztor Pantenassa widziany od dołu
Najlepiej wjechać autem serpentynami do górnego wejścia znajdującego się między poziomem zamku i górnego miasta i stąd zacząć zwiedzanie. Zamku nie zaliczyłem, bo wspinaczka w upale nie należy do najprzyjemniejszych, poza tym nie ma tam nic ciekawego poza niepowtarzalnym widokiem. Zacząłem od kościoła (cerkwi) Mądrości Bożej (Agia Sofia). Dochodzi się do niej od dawnej bramy Napflio mijając po lewej stronie ruiny Pałacu despotów. Stan surowy zamknięty, ta surowość dodaje uroku, uwypukla doskonałe proporcje architektury, podkreśla detale, nie rozprasza bogactwem ozdób. Nie jest czynny, ale funkcja sakralna nie budzi wątpliwości. I to jest jest właśnie najbardziej charakterystyczne w tych opuszczonych zaniedbanych i z trudem odbudowywanych świątyniach – czuje się tu Ducha wiary nad którym czuwają duchy z niegdyś ludnego miasta.
Pantenassa inne ujęcie
Minąłem zrujnowany choć przykryty dachem Agios Nicolaos, który wyglądał jak sztuczne ruiny budowane przez arystokratów w XIX wieku i dotarłem do żeńskiego klasztoru Pantanassa (Matki Boskiej Królowej Świata). Trafiłem na jakąś dyskusję zamieszkujących klasztor zakonnic z wiernymi. (Same kobiety). Kobiety zawieszały na ścianie wota takie jak w niektórych polskich sanktuariach. Ściany pokryte średniowiecznymi freskami, ale ikonostas niezbyt do nich pasował. Tu przynajmniej było życie, takie nieśpieszne nadające się do kontemplacji. Wszędzie kwiaty, czyściutko, schludnie i wylegujące się koty. Swiątynia zbudowana na sztucznym tarasie przylepionym do stromego zbocza góry miała piękne krużganki wychodzące na plac przed portykiem, z których rozpościerał się rozległy widok na okolicę. Dolinę przykrywała mgiełka zacierająca szczegóły.
Klasztor Peribleptos
Z Pantenassy w dół do następnego wtedy nieczynnego klasztoru Perivleptos. Też przylepiony do skały, ale mający więcej przestrzeni wokół. W kościele Panagia cudowne, najstarsze i najlepiej zachowane freski, we wnętrzu kopuły, na kolumnach i ścianach charakterystyczne sceny z życia Chrystusa i Matki Boskiej (Panagia to jeden z tytułów MB, oznacza NMP). Naprawdę jest się czym zachwycać, zamieszczam zdjęcie wzięte z internetu, bo mój aparat był za słaby. Wtedy w 2005 roku nie było jeszcze ikonostasu i pięknej posadzki jaka jest teraz, było ciemno i bardziej surowo, ale te średniowieczne freski zachwycały nie mniej. Podobnej klasy freski widziałem w miejscowości Achtala w Armenii, nawet rozmiar kościoła zbliżony. Przedstawienia Chrystusa, Matki Boskiej i Świętych oraz scen z ich życia podlega ścisłym kanonom, nie może być żadnych odstępstw czy indywidualnych interpretacji. Ustawienia, kto po czyjej stronie, gesty, pozycja, pochylenia głowy, nimby, szaty, napisy – wszystko ma swoje znaczenie, jeśli to się opanuje to później czytanie takiego malarstwa staje się łatwe, czy to w Grecji, Bułgarii, Kijowie, Moskwie czy Gruzji. Niektórzy uważają, że to nudne, wszędzie to samo, ale właśnie mistrzostwo polega nadaniu indywidualnego piętna mimo formalnych ograniczeń. W Perivleptos olbrzymi kontrast z wysublimowana sztuką stanowiły okropne drzwi prowadzące do zakrystii i cel zakonników.
Perivleptos wnętrze. Zdjęcie z Internetu. W 2005 roku kosciół był nieczynny
Z klasztoru wzdłuż muru ochraniającego dolne miasto dotarłem do Mitropolis czyli kościoła Świętego Demitriosa, gdzie koronowano Ostatniego cesarza, potem do Evangelistrii, Świętych Teodorów i klasztoru Brontochion z kościołem Afendiko – Hodigitria. Mógłbym po kolei je opisywać, ale byłoby to nudne i całkowicie niezrozumiałe dla kogoś kto ich nie widział. Piękna trzeba zaznać a nie się o nim dowiedzieć.

Istotne są wrażenia i zrozumienie czym jest to miejsce. Nie sposób pominąć Mistrę gdy jest się na Peloponezie. Bo jest to całkiem nieźle zachowane średniowieczne miasto bizantyjskie z jego układem urbanistycznym, mające wyjątkową historię i będące świadectwem i esencją schyłku kultury bizantyjskiej. Podobnie jak Erice na Sycylii. Podobno Goethe scenę spotkania Fausta z Heleną Trojańską w swoim najsłynniejszym dziele umieścił na szczycie wzgórza, w zamku wznoszącym się nad Mistrą. Tam się dotyka historii i ma się do czynienia ze sztuką najwyższych lotów a co najważniejsze uruchamia wyobraźnię i jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki przenosi w odlegle czasy. Przynajmniej ja tego doświadczyłem.
Monastyr Brontochion kościół Afendiko – Hodigitria
Na koniec uwaga formalna. Używałem określenia Bizancjum lub Cesarstwo Bizantyjskie – oni tak siebie nie nazywali – to Zachód ich tak nazwał, bardzo późno po jego upadku. Cesarz to był Basileus a cesarstwo było kontynuacją cesarstwa rzymskiego i tak się nazywało do końca.









Dodaj komentarz