Fuck google’a ask me – taki napis znalazłem na jednej z witryn sklepu w Iraklion na Krecie
Lubię czytać ponadczasowe książki po kilka razy (czytam je w zastępstwie tych, którzy nami rządzą i powinni mieć żelazny kanon lektur opisujących „nasz nowy wspaniały świat”), przy czym odbywa się to po kilku lub nawet kilkunastu latach, kiedy zawarte w niej opinie, twierdzenia czy spostrzeżenia nic nie tracą ze swojej aktualności a w szczególności gdy okazują się swoistym proroctwem. Dotyczą one głównie zjawisk politycznych, społecznych, kulturowych czy cywilizacyjnych. Trafnie rozpoznane trendy czy manipulacje, które jak najdłużej chciałyby być ukryte. Na autora sypią się gromy lub książka jest starannie przemilczana. Niedawno przeczytałem ponownie takie dwie: „Akwarium” Suworowa i „No logo” Naomi Klein. Jeśli ktoś uważa, że „Akwarium” to tylko thriller, to jest głęboko naiwny. Obie książki łączy pokazanie metod realizowania dominacji we współczesnym świecie w pierwszym przypadku politycznej przez Rosję w drugim ekonomicznej przez globalne korporacje. Dominacji jednakowo groźnej dla wolności ludzi i przyszłych losów ludzkości. W Polsce każdy zna sowieckie (rosyjskie) metody więc nie chcę się nad nimi rozwodzić. Pomimo, że znacząco wzrósł odsetek ludzi i to w sferach politycznych, którzy bagatelizują rosyjskie zamiary i skuteczność w realizowaniu swoich imperialnych, ciągle niezmiennych celów. Klein opisuje bardziej złożone techniki, z pozoru pokojowe i niegroźne, ale o zasięgu globalnym i dotykające każdego, prowadzące do całkowitego zniewolenia przeciętnego człowieka-konsumenta i podporządkowania go interesom wielkich korporacji. Od czasu napisania książki przez Naomi Klein upłynęło sporo lat, techniki zostały udoskonalone, biznes wprzągł do realizacji swoich celów lewackie ideologie, z kolei te ideologie uznały, że globalizacja i konsumpcja są doskonałym pasem transmisyjnym do ich rozprzestrzeniania i tak ni stąd ni zowąd mamy do czynienia ze zjawiskiem niewyobrażalnym dla ludzi XX wieku: z symbiozą wielkiego biznesu i i ideologii lewackiej. Nowe techniki to wprowadzenie określenia „mowa nienawiści” po to żeby nie dyskutować z z poglądami, które nie są mainstreamowe. Każdy kto zetknął się z bezkarnym „banowaniem” przez google’a czy facebooka wie o czym mówię. To także etykietowanie, czy wręcz stygmatyzowanie ludzi myślących inaczej. Każdy oponent poprawności politycznej prędzej czy później skończy jako „faszysta”- tak właśnie sowiecka propaganda nazywała każdego, kto krytykował zbrodnie stalinizmu (nazywanie przeciwników faszystami to osobisty wkład Stalina w sowiecką agitkę). Naomi Klein opisuje „orgię marketingowego szaleństwa spod znaku politycznej poprawności”, „lepienie tożsamości marki z tej czy innej wariacji na temat poprawności politycznej”, „zasadę marka nie produkt”
„Disney World obchodzi dzień geja nie w rezultacie politycznego postępu lecz przez wzgląd na doraźne korzyści finansowe. Rynek uchwycił się wielokulturowości i zacierania granic między płciami w ten sam sposób w jaki uchwycił się kultury młodzieżowej w ogóle – nie tylko jako niszy marketingowej, lecz również jako źródła nowej karnawałowej metaforyki.” „Zamiast wymyślać różne kampanie na różne rynki, wystarczy stworzyć jedną (kampanię reklamą), która będzie sprzedawała różnorodność jak taką na wszystkich rynkach jednocześnie”.
Tych segmentów, składowych i przejawów układanki marketingowej jest całe mnóstwo, globalizacja, która w założeniu miała być znoszeniem barier dla słabszych stała się polem triumfu wielkich korporacji sprzedających identyczność, zamiast rozprzestrzenianiem i korzystaniem z różnorodności świata, unifikacją płci, gustów, poglądów, mód i zachowań „ubranych w poetykę globalnej balangi”i kompletną homogenizacją. Efekt jest taki, że kraje biedne stały się jeszcze biedniejsze, za to wzrosły aspiracje młodych ludzi karmionych propagandą wielokulturowości i różnorodności oraz tanimi mrożonymi kurczakami niemieckimi czy francuskimi (sprzedawanymi jako humanitarna pomoc dla biednych krajów). W ich rodzimych krajach nic nie opłaca się robić więc trzeba emigrować. Tak właśnie młodzi ludzie stają się najlepszym nośnikiem globalizacji, tak zwanym targetem dla wielkich korporacji i mediów (szczególnie MTV).
„Liczebność tak zwanej globalnej grupy demograficznej nastolatków szacuje się na ponad miliard osób (pisane w 2000 roku), pochłaniających przy tym nieproporcjonalnie wielką część dochodów całej rodziny. Dla przykładu, na pierwszy rzut oka przeciętna chińska rodzina utrzymuje się za nierealnie niską sumę. Jednak według badaczy rynku Chińczycy ponoszą ogromne wyrzeczenia dla swoich dzieci, zwłaszcza młodych chłopców, co stanowi wartość kulturową bezcenną dla operatorów sieci komórkowych i i producentów obuwia sportowego. Laurie Klein z z amerykańskiej firmy Just Kids Inc. , która przeprowadziła badania wśród chińskich nastolatków, odkryła, iż gdy mama, tata, dziadkowie mogą obejśc się bez prądu, ich jedyny (dzięki państwowej polityce kontroli urodzeń) syn czerpie korzyści z syndromu „cesarza” czy też wedle określenia Klein, fenomenu „4-2-1”: czworo dziadków, dwoje rodziców zaciska pasa i oszczędza każdy grosz, by ich jedyna latorośl mogła się stać klonem MTV. „Patrząc na czwórkę dziadków i dwójkę rodziców wydających wszystkie pieniądze na dziecko, nie trzeba być geniuszem, żeby się zorientować, że to dobry rynek”. Co więcej dzieci bardziej chłonne kulturowo od swoich rodziców, mają decydujący głos w przypadku bardzo nawet poważnych zakupów na potrzeby domu. Reasumują, badania pokazał, że nawet tam gdzie dorośli nadal hołdują tradycyjnym obyczajom i stylom życia, globalne nastolatki strzącają z siebie uprzykrzone narodowe kompleksy jak zeszłoroczną modę. „Wolą colę od herbaty, najki od sandałów,Chicken Mc Nuggetttsy od ryżu, karty kredytowe od gotówki”, powiedział „The Wall Street Journal” Joseph Quinlan, szef pionu ekonomicznego Dean Witter Reynolds Inc. Przesłanie jest jasne i zrozumiałe: zawojuj dzieciaki, a cała rodzina i rynek są twoje. Rozdmuchiwany przez taką retorykę, wizerunek globalnego nastolatka unosi się nad planetą, niczym euforyczna korporacyjna halucynacja. Te dzieciaki, powtarza nam się do znudzenia, nie żyją w przestrzeni geograficznej lecz w globalnej pętli konsumenckiej: podczepione przez swoje telefony komórkowe pod internetowe grupy dyskusyjne, połączone ze sobą konsolami Sony Play Station, wideoklipami MTV i rozgrywkami NBA. Najszerzej zakrojone i najczęściej cytowane badania grupy wiekowej globalnych nastolatków przeprowadziła sekcja BrainWaves nowojorskiej agencji reklamowejDMB&B. „The New World Teen Study”, zestawiające wyniki badań na przeprowadzonych na grupie 27600 nastolatków(15-18lat) z klasy średniej w 45 krajach, przynosi bardzo optymistyczne wieści klientom agencji wśród których znajdują się Coca Cola, Burger King i inni. „ Nie bacząc na różnice kulturowe, dzieciaki z klasy średniej na całym świecie funkcjonują jakby w równoległym wszechświecie. Budzą się rano, wciągają levi’sy, wzuwają najki, łapią czapki, plecaki, discmany i biegną do szkoły. Elissa Moses … nazwała pojawienie się na scenie grupy demograficznej globalnych nastolatków „jedną z najwspanialszych marketingowych okazji wszech czasów.” Ale, żeby marki mogły sprzedawać te same produkty w ten sam sposób na całym świecie, nastolatki muszą utożsamić się najpierw ze swoją nową grupą demograficzną. Dlatego właśnie najbardziej agresywnie reklamowanym produktem jest idea globalnego rynku nastolatków – kalejdoskop twarzy najróżniejszych ras i kultur przechodzących płynnie jedna w drugą: rastafariańskie dredy, różowe włosy, dłonie pomalowane henną, kolczyki i tatuaże, parę flag narodowych, migawki z ulic egzotycznych miast, chińska i arabska kaligrafia, garść angielskich słów, a wszystko to hojnie podlane muzyką elektroniczną. Narodowość, język, przynależność etniczna, religia i polityka zostały zredukowane do swoich najbarwniejszych, najbardziej egzotycznych rekwizytów i wymieszane ze sobą, by nas zapewnić, że nie ma „my i oni”, jest tylko po prostu jedno ogromne „my”. ….globalny nastolatek……. musi się zadomowić się w umysłach młodych konsumentów z całego świata, bo inaczej operacja „globalny market” poniesie klęskę. Dlatego też globalny marketing młodzieżowy powtarza w kółko to samo, aż do zupełnego oszołomienia, pijany ideą, którą próbuje wcielić w życie: pojęciem nowoczesnej narodowości- nie amerykańskiej, nie lokalnej, lecz takiej, w której obydwie zjednoczą się w kupowaniu.
W wysiłkach na rzecz stworzenia globalnego nastolatka prym wiedzie triumfująca MTV. ….. The New World Teen Study wykazało, że najistotniejszym czynnikiem kształtującym wspólne gusta młodzieży z klasy średniej jest telewizja zwłaszcza MTV, oglądana codziennie przez 85 procent nastolatków. Elissa Moses nazwała tę stację „biuletynem informacyjnym kreującym rynkowy wizerunek produktu” oraz „systemem nagłaśniającym o zasięgu całego pokolenia”. …Globalne nastolatki przyjmują w ciągu dnia taką dawkę MTV jak niegdyś dorośli w czasach największego nasilenia propagandy w czasie wojny. A im więcej widzów wchłania lansowaną przez MTVwizję plemienia wymieniających się kulturami globalnych nastoletnich nomadów tym dalej posuwa się homogenizacja rynku, na którym reklamodawcy sprzedają swoje produkty.”
Naprawdę warto to zapamiętać, gdyż narysowany tu obraz globalnego świata już stał się źródłem naszych problemów a będzie jeszcze większym gdy obecne pokolenie nastolatków tak wychowane przejmie władzę.
OLM (Old White Male) – pogardliwe określenie osoby sprzeciwiającej się temu szaleństwu.
Dodaj komentarz