4 listopada obejrzałem dwa programy; Kropka nad „i” Moniki Olejnik i „Warto rozmawiać” Jana Pośpieszalskiego. Oba programy mną wstrząsnęły a rzadko co mnie już dziwi a tym bardziej powoduje wstrząs.
U Moniki Olejnik występowali były ksiądz a obecny dziennikarz i to chyba „Wyborczej” Piotr Szeląg i aktualny ksiądz profesor teologii i etyki na KUL-u Jan Wierzbicki. Myślałem, że dyskusja będzie ciekawa, wręcz ostrzyłem zęby na riposty księdza profesora, który po ojcowsku, ale celnie obnaży dwulicowość i obłudę interlokutora, że może powie coś o sumieniu, zasadzie wyparcia i usprawiedliwieniu występku przez obciążanie całym złem tego świata Kościoła. Tymczasem obaj panowie zgodnym chórem najogólniej mówiąc potępiali; atakowali Kościół, jego hierarchię, wzajemnie sobie potakiwali, wchodzili sobie w słowo, podsuwali argumenty. Apogeum zgody osiągnęli w ataku na arcybiskupa Głódzia przypisując mu najgorsze rzeczy, poniewieranie podwładnymi, chciwość i wiele innych niegodziwości. Ksiądz profesor ani razu nie przedstawił żadnego dowodu, czego należałoby oczekiwać po poważnym profesorze, za to mówił, że jego takie zachowanie jest powszechnie znane. No więc jeśli on w ten sposób przeprowadza dowodzenie w swojej pracy naukowej to nic dziwnego, że Kościół stał się bezsilny wobec agresji jego wrogów. W książkach o Rewolucji Francuskiej przeczytałem, że prawie nikt z Episkopatu Francji nie wierzył w Boga w okresie przedrewolucyjnym. Wydaje mi się, że ksiądz profesor zaprezentował się jako zwolennik kościoła pokutnego, pokornego, pasywnego, ubogiego, podatnego na wpływy świata zewnętrznego bez żadnej misji. Taki kościół nasi wrogowie będą tolerować i ludzi którzy będą go propagować promować. Taki kościół widziałem we Francji. Po mszy niedzielnej, w której uczestniczyli sami imigranci i razem ze mną było ośmiu białych, wszyscy uczestnicy ustawili się w kolejce po pomoc charytatywną którą ofiarował ksiądz. W takim kościele księża boją się publicznie wystąpić w obronie prawd wiary. Przypomina się książka Huelbecqua „Uległość” przedstawiająca fikcyjną sytuację dojścia islamistów do władzy we Francji, i na tym tle autor genialnie przedstawił obrzydliwy konformizm i proces przemiany i podporządkowania się profesorów Sorbony nowej islamskiej władzy i ich przejścia na islam.
Według mnie atak na arcybiskupa Głódzia jest jest dobrze zaplanowaną ustawką i akcją za jego wypowiedzi przeciwko ideologii LGBT. Wystarczy powiedzieć, że Siekielscy są prawdziwymi prowokatorami a wśród manifestantów przed katedrą znajdowali się radni PO i osoby z marszu LGBT między innymi aktywistka LGBT profesor Graczyk. Być może Arcybiskup Głódź ma dwie twarze: mobbingową i uroczą sympatyczną twarz znakomitego organizatora i gospodarza (uratował diecezję gdańską przed bankructwem). Jest niewątpliwie odważny, nie z tych co Panu Bogu świeczkę i diabłu ogarek. Ja poznałem jego tę drugą, uroczą twarz. Niewątpliwie zachowania jakie mu się przypisuje zasługują na potępienie, tylko, że każdy z nas w dniu sądu będzie miał położone na jednej szali uczynki dobre a na drugiej złe i nie nie ma takiego człowieka, którego szala ze złymi uczynkami byłaby pusta.
Moje pytanie i wątpliwość w tej sprawie jest następująca: czy profesor teologii, ramię w ramię z odstępcą, powinien brać udział w akcji przeciwko kościołowi, zorganizowanej przez wrogów Kościoła, na warunkach tych wrogów i pod dyktando tych wrogów, których cele i zamierzenia są jasne i widoczne. Czy duchowny może iść do medium osób niewierzących, prowadzonego nie przez osobę neutralną a zaangażowaną po przeciwnej stronie, niewierzącą, wrogo nastawioną do Kościoła w innym celu niż misyjnym?
Znakomite zdjęcie z Internetu. Papież Franciszek oślepiony pióropuszem szamana
Drugi program poświęcony był tzw Synodowi Amazońskiemu. Synod wymyślił „grzech ekologiczny” z którego należy się spowiadać. Ma on zastąpić szóste i dziewiąte przykazanie. Z Amazonii sprowadzono szamanów przebranych w spódniczki i ptasie pióra (u siebie chodzą oni w zwyczajnych ubraniach) i figurki bożków typu rzymskiego Priapa (Poczamama), które umieszczono w różnych miejscach ogrodu watykańskiego i kościele karmelitów przy via de la Conciliazione i urządzono show. Głównym organizatorem synodu był biskup z Amazonii, który chlubi się tym, że nigdy nikogo nie ochrzcił w ciągu 25 lat swojej misji w Amazonii. („Idźcie i nauczajcie chrzcząc w imię Ojca i Syna i Ducha Świętego”). Czyli sprzeniewierzył się nauczaniu Chrystusa. Synod zasugerował specjalne rozwiązania dla Amazonii: diakonat żonatych mężczyzn oraz dopuszczenie do stanu duchownego kobiet. Sądzę, że nie chodzi tu o zaradzenie problemom braku księży w Amazonii, zaczyna ich brakować wszędzie, chodzi o uchylenie furtki dla zmian w całym kościele. Jak podkreślił jeden z dyskutantów u Pośpieszalskiego, księża uciekają z Amazonii i czarnej Afryki szukając lepszych warunków materialnych i ten trend jest coraz mocniejszy. Co więcej jeśli Franciszek podpisze dokumenty Synodu (napisze adhortację) to również otworzy furtkę do autonomii kościołów narodowych na wzór rozwiązań dla Amazonii, przestaniemy być kościołem powszechnym i pójdziemy w ślady wspólnot protestanckich. Piszę bardzo ogólnie nie wdaję się w szczegóły jakimi zajmowali się dyskutanci w programie „Warto Rozmawiać”. Polecam obejrzenie tego programu w sieci, szczególnie wypowiedzi profesora filozofii Stanisława Grygla. Żeby było jasne nie jestem przeciwko dopuszczeniu żonatych księży do stanu duchownego. Jeśli to robić to co najmniej na wzór rozwiązań w prawosławiu. Ale warto również uwzględnić mankamenty, które się z tym wiążą. Osobiście uważam, że można by zacząć od wdowców lub ludzi starszych. Mamy kryzys kapłaństwa a dołożenie drugiego kryzysu w postaci małżeństw księży to trochę za dużo.
Kościół Karmelitów udekorowany na cześć synodu. Rzym
Parę dni wcześniej obejrzałem u Rymanowskiego dyskusję księdza jezuity z Tygodnika Powszechnego z Pawłem Lisickim. To co wyprawiał jezuita nie mieści się w głowie, obrażał Lisickiego, wymyślał mu od nieuków, był agresywny i niekulturalny. Dyskutowali właśnie o Synodzie Amazońskim. Więc może to jest tak, że mamy jeszcze ciągle wielu księży i biskupów żyjących mentalnie w epoce wielebnych i ekscelencji, którzy swój autorytet czerpią z funkcji a nie budują swoim postępowaniem. Może też warto na nowo przedefiniować zadania i rolę duchowieństwa, może to powinni być rycerze Chrystusa?
Od czasu spisania Talmudu w V lub VI wieku, Żydzi ani na cal nie ustąpili ze swoich doktryn religijnych, prześladowani, żyjąc w opresyjnym środowisku tak samo poddawani wpływom tego świata jak chrześcijanie wiedzieli, że trzeba przyjąć Objawienie jakim ono jest a nie robiąc kompromis z pokusami życia. Jeśli zapomina się o myśleniu ewangelicznym, zbawieniu jako celu życia, to wtedy wszystko jedno jaką religię się wyznaje, można prześlizgiwać się przez życie, zawierać kompromisy moralne, rezygnować z korzeni i tożsamości i ateizm pozostaje racjonalnym wyborem.


Dodaj komentarz