OBEZWŁADNIONY OLBRZYM – Manfred Lutz

wpis w: Lektury, Religia i sztuka | 0

Manfreda Lutza odkryłem jakieś dwa lata temu. Opisałem przeczytaną pierwszą książkę jego autorstwa na tym blogu. Teraz trafiła kolejna. Trudny temat a poruszony lekko, swobodnie z użyciem narzędzi i pojęć z terapii psychiatrycznej, ale również i teologii. Napisane z myślą o kryzysie w Kościele, ale o wydźwięku uniwersalnym. Fascynujące jest właśnie i to, że autor jest zarówno teologiem jak i psychoterapeutą. Jest też aktywnym, zaangażowanym katolikiem podejmującym wyzwania współczesności, uczestniczącym w polemikach i debatach przetaczających się przez Niemcy. Jego otwartość na dialog pozwala mu zmierzyć się z każdym, uprzedzeniem, fałszywym mitem dotyczącym kościoła katolickiego. Krytykuje niemożność porozumienia się skrzydeł „konserwatywnych” i „postępowych” w kościele katolickim, trafnie wskazując na szereg podobieństw między nimi. Zauważa nietolerancyjność „tolerancyjnych”, Dogłębna znajomość kościołów protestanckich pozwala mu na dokonywanie ciekawych zestawień i porównań w tym wskazywania na wchodzenie i podążanie progresistów na drogę którą już odbył protestantyzm i która nie rozwiązała żadnych z definiowanych współcześnie problemów. Mówi o transie problemowym w który popadają strony sporu, który bez zastosowania narzędzi psychoterapii jest nie do przezwyciężenia. Najbardziej urzeka i pociąga język, którym posługuje się autor. Terminologia psychoterapeutyczna trafia do przekonania, argumentacja jest żywa i zrozumiała – nie ma tu nic ze skostniałego języka, który dominuje w wypowiedziach polskich przedstawicieli Kościoła. Można więc mówić o dogmatach współczesnym, prostym i zrozumiałym językiem, niczego nie pomijając, naturalnie łącząc pogląd naukowy z wiarą. Ba nawet wskazując i udowadniając, że pogląd naukowy jest naturalną konsekwencją wyznawanej wiary. W zasadzie jest to podręcznik pokazujący jak prowadzić dyskusję z ludźmi oskarżającymi atakującymi Kościół, ale również ze sceptykami, obojętnymi, którzy potrzebują tylko mądrego wyjaśnienia ich wątpliwości, wskazania właściwego porządku i hierarchii wartości i rzeczy. Ważne są tu odniesienia historyczne pokazujące jedność w różnorodności istniejącą w Kościele od początku jego istnienia, na sposoby radzenia z przeciwnościami, na stosowanie rozstrzygnięć „drugiego porządku”, które przezwyciężają kryzys z którego wydawałoby się nie ma wyjścia. Sugeruje stosowanie „małej różnicy, która czyni różnicę”.

Pokazuje, że kryzys w kościele nie jest wyjątkiem, że w zasadzie dotyczy wszystkich instytucji; polityki, szkoły (więcej nauczycieli boi się uczniów niż uczniów bojących się nauczycieli), utrata autorytetu przez profesorów akademickich, mnożenie się szarlatanów uzdrawiających, ochrona wojska przez ochroniarzy itp. Odnoszenie się do tego ogólnego trendu socjologicznego jest bardzo pożyteczne w dyskusji.

Odnosi się, wyjaśnia i omawia cztery kwestie będące przedmiotem zainteresowania „progresistów”, które są również fundamentalnym zarzutem na przestarzałość, opresyjność i nie nadążanie za duchem czasów Kościoła i są to; stosunek do seksu, celibat księży, rola kobiet w kościele, hierarchiczny system i jedynowładztwo papieża praz dodatkowo postulowane przez progresistów niemieckich zmiany w liturgii.

Zajmuje się też kwestią bezrefleksyjności i usztywnienia stanowisk protagonistów, kiedy w zacietrzewieniu dochodzi się do twierdzeń, w których nie wymagane są żadne argumenty. Więc kto nie spojrzy na siebie krytycznie, nie podda się reewangelizacji, nie zmieni się biorąc przede wszystkim pod uwagę istotę wiary w Jezusa Chrystusa, nie wróci do korzeni konstytuujących chrześcijanina, czyli odważnego wyznawania wiary, wiernego służenia liturgii, solidarnego uczestniczenia we wspólnocie i czynnej miłości bliźniego ten zawsze będzie zorientowany na narzekania, koncentrowanie się na brakach (deficytach) a nie zasobach. „Często współczujące spojrzenie na zewnątrz, przede wszystkim zaś jednak dobre i bezinteresowne uczynki na rzecz bliźnich nadają życiu sens i wymiar. Sensu nie wymyśla się zatem teoretycznie, sens przeżywa się praktycznie.”

A Kościół ma się stać strażnikiem prostych słów, które dają do myślenia.

Ten opis może być trochę nudny dla niektórych, więc załączam kilkanaście soczystych cytatów.

Nierozpatrywanie przedwcześnie różnic (w Kościele) jako braków, ale rozumienie ich jako wzajemnego ubogacenia przyczyniać się będzie do ożywienia społeczności kościelnej…… W ten sposób Kościół kształtuje się jako różnorodna społeczność. Aby jednak różnice nie oddziaływały negatywnie, byłoby pożyteczne stworzenie możliwości poprawnego wyartykułowania protestu i owocnego prowadzenia sporów”

Przyjaciele moich przyjaciół powinni być także moimi przyjaciółmi, ale nie zgodzę się, aby wrogowie moich przyjaciół byli moimi wrogami”

każdy chrześcijanin jest powołany, by tam, gdzie napotyka potrzebę, pomagać osobiście”

skomplikowany problem nie wymaga żadnego skomplikowanego rozwiązania”

język pozwala na sformułowanie każdego napomnienia jako zachęty”

jeśli ktoś dokonuje w swoim życiu lub Kościele „małej różnicy” czyniącej różnicę i w ten sposób wychodzi z kolein nawyków, może spowodować przez to znaczące zmiany”

problemem kościoła ewangelickiego jest, że „w jednym tekście prezentuje się wieloznaczność sytuacji jednocześnie zajmując twarde i nieprzejednane stanowisko. Zawiera to w sobie niebezpieczeństwo kompletnej bezużyteczności”

w „społeczeństwie bez ojców” Kościół katolicki szczególnie dobrze nadaje się do wypełnienia tej instytucjonalnej pustki. Posiada autorytety, które wypowiadają się na tyle otwarcie, ze właśnie dlatego są przedmiotem publicznych protestów”

audycja na temat „Tabu, ochrona czy ograniczenie”. Zostałem zaproszony jako katolicki teolog. Taki ekspert w takich audycjach powinien odgrywać rolę psa ogrodnika: sam się nie bawi i innym nie da. … dziennikarka zapytała mnie co sądzę o różnych tabu. Odpowiedziałem ,że jestem nadreńskim katolikiem i w ogóle nie mam żadnych tabu. Tabu….. to pojęcie z języka Maorysów. My zaś mamy normy, moralność, odpowiedzialność, ale nie tabu. .. w telefonie zapanowała cisza, wreszcie dziennikarka wykrztusiła” Ależ drogi panie to nie przejdzie. Pan jest w audycji przewidziany pro tabu”

Kościół katolicki jest jedyną godną uwagi instytucją, wobec którego złamanie tabu w postaci surogatu ojcobójstwa może być skutecznie zainscenizowane. W ten sposób całe społeczne zapotrzebowanie na bluźnierstwa i skandale jest dzisiaj zaspokajane prawie wyłącznie kosztem Kościoła katolickiego …….w naszym społeczeństwie sacrum jest reprezentowane właśnie przez kościół katolicki”

Dzisiaj katolicy bardzo dobrze wiedzą, jak wygląda świat, ale mają małe bardzo ograniczone wyobrażenie o tym co jest katolickie lub przynajmniej chrześcijańskie”

Co się tyczy historii, wyznaczone zostaje Kościołowi doprawdy niewiarygodne zadanie. Mianowicie społecznie nie dozwala się Kościołowi szczycić się osiągnięciami.”

„….w sytuacji gdy jednostka jest skazana coraz bardziej na samą siebie, „Wspólne występowanie przeciw Czemukolwiek” daje przynajmniej cień nadającemu życiu sens bycia w grupie”

Kto uzna za realne najbardziej absurdalne teorie ezoteryczne, jest gotowy do tego, aby krytykować kościelne „przesądy” i jeszcze gorsze rzeczy. Negatywny stereotyp kościoła ma wręcz obowiązujący charakter”

Paradoksalna sytuacja: wobec zewnętrznych zagrożeń Kościoła jego członkowie nie zwierają szeregów, by w duchu ekumenizmu także we własnym kościele odróżnić istotne wspólne elementy, od nieistotnych różnic”

Kto nie docenia siły historii najczęściej staje się jej ofiarą”

Tylko płaski, niezdecydowany relatywizm jest wolny dzisiaj od zarzutu fundamentalizmu i jawi się w subtelny sposób jako jedyny możliwy punkt widzenia. Z tym stereotypem syte społeczeństwo moze utrzymywać bezpieczny dystans do zbyt niepokojących wieści …… Kto się do czegoś przyznaje, wywołuje oburzenie: Aha, oto i fundamentalista”

„Powstrzymywanie się od rozprzestrzeniania wiary, uzasadnione nieustannie tolerancją, w rzeczywistości oznacza zupełnie coś innego a mianowicie bankructwo wiary

O dialogu: „z kryzysu powinno Kościół wyciągnąć cudowne, uszlachetnione przez Martina Bubera i innych słowo „dialog”

dialog o „dialogu” się nie odbył” …. „słowo „dialog”stało się pojęciem języka partyjnego, wykluczającym ze wspólnoty słusznych poglądów” akceptowany jest jako „samoupewniająca się rozmowa między jednomyślnymi”

pojęcie dialogu bez wątpienia straciło na wartości w wyniku powszechnego użycia społecznego”

Sceptyczna nadzieja, zmiana paradygmatu:

Frankl ……….w najbardziej poniżających sytuacjach wyobrażał sobie, że będzie prowadził w wiedeńskiej Volkschule wykład o tych przeżyciach. Przez to własnymi siłami przydawał tej, w widoczny sposób zaprzeczającej wszelkiemu sensowi sytuacji, sens i w najgłębszym upodleniu zachował świadomość swej niezbywalnej godności. Stworzył w sobie duchowy dystans wobec sytuacji, której nie mógł uniknąć cieleśnie”

świadomie stworzony „objaw” jest czymś innym niż objaw znoszony pasywnie i bezsilnie. To co się robi można zmienić,zaś to co się cierpi, można tylko znosić” „Sens żywi się kontekstem”

Syndrom utopii: „dążymy do nieosiągalnego i przeszkadzamy w ten sposób w urzeczywistnieniu realnego”

społecznośc (chrześcijańska) w widoczny sposób mówi dzisiaj mniej niż dawniej o eschatologii, klasycznej nauce o rzeczach ostatecznych, natomiast zastępczo oddaje się zachwytowi nad utopijnymi dróżkami”

w czasach gdy inne propozycje nadania sensu cierpią na brak upowszechnienia, to partner staje się we własnym pojęciu dawcą szczęscia …….i przez to oczywiście zostaje beznadziejnie przewartościowany”

czym większe oczekiwania, tym bardziej podatne na rozłamy małżeństwo”

trudności nie można zmienić, trzeba uczyć się z nimi żyć, „problemy” można zmienić”

Opinia, że należy być w pełni otwartym i mówić o wszystkim, ……szybko w psychoterapii owocuje potencjalnie totalitarnymi układami. Dopiero wtedy często produkuje ona problemy. …Kto jest otwarty na wszystko, nie może skupić się na jednym. …..

z zadziwiającym przyzwyczajeniem ludzie zakładają, że nieszczęście ma zawsze przyczynę, natomiast szczęście osiąga się przypadkowo”

Terapie de Shazera: „Proszę więcej nie mówić o problemie. Gdyby istniał problem możliwy do rozwiązania przez rozmowę, już dawno Państwo oboje by go rozwiązali. Nie ma sensu dalej robić czegoś co nie funkcjonuje. … Problemy maja miejsce dlatego, ponieważ – w niezamierzony sposób – są one podtrzymywane”

Pozbawiona iluzji i goryczy świadomość niepowtarzalności każdego momentu i tego, że właściwie niczego nie można poprawić postawiła wielu ludzi takich jak Luter czy Ignacy Loyola przed nieuniknionym pytaniem o religię. Trzeba zatem na nowo stwierdzić, że wiara nie polega jak sądzili jeszcze Fauerbach i Freud, na iluzji, lecz, przeciwnie, w zasadzie to ateizm jest dobrze zorganizowanym olbrzymim blefem, zaś bezmyślne zbijanie czasu, jest warunkiem „radosnego” ateizmu. Kto dotyka śmierci zmienia życie. …kto nie należy już do żadnej wspólnoty wiary szybko traci także samą wiarę”

Książkę można także czytać na wyrywki, wtedy lepiej wciąga. Koniecznie należy wtedy przeczytać rozdziały o sakramentach i rozwiązaniach konfliktów, które w przeszłości stosował Kościół w tym genialne rozstrzygnięcie papieża Klemensa sporu jezuitów i dominikanów w sprawie Łaski bożej.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *