OFICERKI

wpis w: Dzieciństwo | 1

 

Gdzieś do połowy lat pięćdziesiątych szczytem elegancji i mody dla mężczyzn było noszenie butów oficerek. Buty te miały swój podtekst- należało się w ten sposób do tego lepszego przedwojennego świata a nie prymitywnego, prostackiego komunizmu. Mój Ojciec umiał robić buty nawet tak skomplikowane jak oficerki czy angielki. W ogóle to był swoistą złotą rączką, umiał wszystko zrobić. O innych jego umiejętnościach czy zawodach napiszę przy innej okazji teraz zajmę się kwalifikacjami szewskimi widzianymi z dziecięcej  perspektywy. Sam warsztat szewski budził już respekt, bardzo duża różnorodność narzędzi o skomplikowanych i dziwacznych nazwach, np. ambus, raszpel, obcęgi, szczypce, pacyngiel z łapką, ze cztery odmiany szydła i król wszystkich narzędzi nóż szewski. Noża nie można było dotykać z powodu jego nadzwyczajnej ostrości. Nóż był krótki trójkątny i osadzony w  skórzanym długim futerale. Materiały używane do wytwarzania butów, też nie były zwyczajne i obecnie nie są w ogóle stosowane. Dratwa musiała być z trzech splotów bawełnianych – nie była ona przewlekana przez igłę tylko łączona ze szczeciną pozyskiwaną z karku dzika. O dziwo jeden koniec szczeciny dawał się dzielić na troje a nawet czworo i był skręcany z trzema nawoskowanymi splotami dratwy. Nigdy nie udało mi się trwale połączyć dratwy ze szczeciną, co ojcu przychodziło łatwo. Dratwę woskowało się o grubą kostkę wosku. Klej stosowało się kostny. Gotowanie kości trwało bardzo długo, przy czym wydzielał się niezbyt przyjemny zapach w końcu powstawała gęsta maź. Gwoździ używał drewnianych z drzewa bukowego i metalowych teksów. Muszę wspomnieć jeszcze o prawidłach i kopytach, były one rozkładane z otworami pozwalającymi wyciągnąć je z buta.Nawet nie wiem jak to wszystko zapamiętałem, bo Ojciec skończył z szewcowaniem przed tysiąc dziewięćset sześćdziesiątym rokiem. Aleksander Wat w „Moim wieku” pisze, że w dzieciństwie bawił się często pod stołem przy którym rodzicem z gośćmi często dyskutowali na tematy filozoficzne – w efekcie w wieku 5-6 lat opanował terminologię filozoficzną i umiał sensownie opowiadać o nurtach filozoficznych.

Pamiętam taki okres, kiedy Ojciec nie mógł opędzić się od roboty. Nie lubił wykonywać damskich i dziecięcych butów, za to z namaszczeniem zajmował się oficerkami. Przy tej robocie cechował się sumiennością i terminowością. Nie znosił fuszerki i był niezwykle precyzyjny.

Oficerki kosztowały mnóstwo pieniędzy, przy płatności w naturze Ojciec żądał nawet dwóch cielaków. Sam proces targowania się wyglądał interesująco, wyglądał tak jakby targujący się mieli za chwilę się pobić. Po dobiciu targu Ojciec dokonywał pomiarów obu stóp. Potem zgodnie siadali do stołu i wypijali ćwiartkę wódki. Same pomiary stopy stanowiły niezwykły rytuał, mierzył, dotykał, wypytywał o sposób chodzenia, sprawdzał podbicie i ułożenie palców stopy. Potem starannie dobierał kopyto, nabijał w różnych miejscach tzw kapki, narzekał na klientów z niskim podbiciem, bo uważał, że za swoje wady fizyczne i bóle stóp będą obwiniali szewców. Cholewki w Krynkach szyło kilka osób, ale najlepszy był ojciec Sokrata Janowicza,  znanego białoruskiego pisarza (tak sam siebie nazywał, choć pisał po polsku). Cholewki na oficerki były ze skóry cielęcej futrowane chyba dwoiną świńską.  Po naciągnięciu cholewek na kopyto, założeniu na noski i tyłki podkładek usztywniających i tymczasowym przybiciu cholewek gwoździami tak żeby wystawały zszywał je cienką dratwą z podkładką z cienkiej surowej podeszwy, jednocześnie je klejąc. Następnie przyszywał i kleił tzw rant z grubej podeszwy na obwodzie buta, Nie szył po wierzchu tylko szew prowadzony był w ukośnym nacięciu w rancie. Odstającą część podeszwy potem zaklepywał młotkiem a wystający fragment zeszlifowywał. Powstałe w środku buta zagłębienie wypełniał na dwóch trzecich długości wkładką z łyka lipowego. Chodziło o to, żeby podeszwa pod pięta i podbiciem była sztywna i przy konnej jeździe stopa nie czuła strzemiona. Następnie do rantu przyszywał grubą na co najmniej 5 mm podeszwę, szew szedł w nacięciu podeszwy. Nie miał żadnej formy. Przekłucia szydłem robił na oko, mimo to odstępy między oczkami były identyczne. Ta przedostatnia faza wymagała olbrzymiej sprawności i dużej siły. Szył dwiema dratwami z przeciwnych stron, tak że szew był identyczny z góry i spodu. Początek i koniec był pod obcasem, tak, żeby dratwy można było tam przymocować i ukryć. Wysokość obcasa zależała od życzeń klienta, najczęściej kleił i przybijał trzy warstwy podeszwy a na obwodzie mocował metalową podkówkę. Pod noskiem przybijał żabkę. Na koniec trzeba było przyciąć i wygładzić krawędzie – robił to ostrym nożem szewskim krok po kroku ścinając grubą na centymetr podeszwę. Następnie zabarwiał krawędzie na czarno i pokrywał je na gorąco czymś w rodzaju laku. Do tego właśnie służył ambus. Zawsze wielką trudność sprawiało wyciągnięcie kopyta z buta, bo drewniane gwożdzie szewskie, nie tylko przechodziły przez podeszwę i rant, ale ich końce były wbite w kopyto. Przy wyciąganiu kopyta trzeba je było częściowo z tego kopyta wyrwać a częściowo złamać.  Po usunięciu kopyta, raszplem zeszlifowywało się wystające w środku drewniane gwoździe i przyklejało się wyściółkę ze specjalnej skóry. Klient przychodził po buty z pół litrem wódki. Dostawał instrukcję jak takie buty nosić i pielęgnować. Ojciec twierdził, że prawidłowo noszone i przechowywane buty powinny wystarczyć na 10 lat. Zdejmowanie butów nie było łatwe, potrzebna była druga osoba, najlepiej dziecko, które stawało okrakiem nad noga z butem, tyłem do właściciela buta, ciągnęło i jednocześnie było popychane. Zabawa polegała na tym, że w ostatniej fazie zdejmowania dziecko się przewracało. Stosowało się też specjalny przyrząd, który ojciec nazywał „sabaczka”. Ojciec nosił oficerki a do nich bufiaste spodnie z obcisłymi nogawkami typu „Galife”. Stopy owijał bawełnianymi lub lnianymi onucami (w lnianych stopa mniej pociła się). Nazwa spodni pochodziła od nazwiska dowódcy gwardii napoleońskiej, który pod Waterloo wezwany do poddania się odpowiedział „merde – gwardia umiera a nie poddaje się”.

Szewski epizod w życiu Ojca miał pozytywne konsekwencje również dla dzieci. Nauczyliśmy się jak nosić i dobierać obuwie, dbać o nie  i jak rozpoznawać jego jakość.

  1. mj

    Oficerki to wspaniałe buty. Męskie dziedzictwo i historia. Ze współczesną tandetą dla pseudo emancypantek nie mają nic wspólnego. To smutne, żałosne, że tak zwani panowie akceptują buty w stylu robotników, z Castoramy , ewentualnie adasie, a klasyczne i męskie buty z cholewami uważają za zboczenie. Zabawne; przecież to kobiety w oficerkach ginęły za ojczyznę a panowie wtedy biegali w trampkach. To kobiety były rajtarami i muszkieterami królewskimi w butach do krocza. Taki jest dzisiejszy przekaz.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *