Tuczi nad gorodom stali
Wozduch ich pachniet krugom
Sawiety nam gorad zasrali
I musim obchodzit’ krugom
Gdzieś od rynku słychać słowa dobrze znanej nam piosenki śpiewanej przez naszego sąsiada Pawła. Śpiewa coś jeszcze, ale z uporem wraca do refrenu o Sowietach. Aha, zamknęli już gospodę i pijany Paweł wraca do domu wydzierając się jak zwykle na całą ulicę. Druga połowa lat pięćdziesiątych, jest ciepły, letni wieczór, minęła dziewiąta, jeszcze widno. Czekamy aż śpiew się przybliży i biegniemy do domu sąsiadów przylegającego do naszego, żeby nie przegapić fascynującego widowiska. Hanka i Luśka gorączkowo sprzątają łatwo tłukące się przedmioty i biegają po domu szukając „wierówek” i pasów – ich mama Mańka ucieka z domu. Jest, słychać jak w ciemnej sieni szuka klamki, wreszcie wtacza się do kuchni, strąca stojące przy wejściu wiadro z wodą do picia i od progu krzyczy gdzie jest Mańka. Córki proszą go żeby się uspokoił i położył spać co oczywiście nie odnosi skutku. Próbuje przewrócić stół, nas małych dzieci nie dostrzega, rzuca w starsze córki różnymi przedmiotami. Kiedy opada na krzesło córki błyskawicznie go dopadają. Hanka zarzuca na ramiona szeroki skórzany pas, który normalnie służy Pawłowi do ostrzenia brzytwy. Luśka zaciska sprzączkę i Paweł jest unieruchomiony. Jesteśmy pełni podziwu dla odwagi i zręczności dziewcząt. Paweł się awanturuje, ale jest bezradny, z czasem się uspokaja. Wtedy dziewczyny biorą go pod ramiona i zaciągają do łóżka, które ma metalowy stelaż z wezgłowiem z kutych ozdobnie prętów. Kładą go na siennik i fachowo krępują nogi „wierówką” przywiązując je do prętów łóżka. Paweł coraz słabiej protestuje. Czekamy aż zachrapie i wychodzimy zawiedzeni, że tak krótko to trwało.
Paweł był drobnej postury i niskiego wzrostu (około 155cm) bardzo sympatycznym człowiekiem gdy był trzeźwy. Lubił dzieci, ale gdy wypił stawał się gwałtownikiem. Pił odkąd pamiętam, kiedy przestał nie wiem, ale jeszcze pił do momentu kiedy wyjechałem do internatu w 64 z tym, że pod koniec rzadziej. Z jego dziećmi które były naszymi rówieśnikami ja i rodzeństwo często bawiliśmy się.
Odwiedziłem go po 2000 roku, bardzo już posuniętego w latach. Żył sam, zachowywał jasny umysł. Nadal palił. Dożył 94 albo 95 lat i przeżył żonę i większość swoich dzieci. Niezbadane są wyroki boskie.
Dodaj komentarz