PCHŁY, WSZY, PLUSKWY nie tylko powojenne

wpis w: Dzieciństwo | 0

 

W telewizji podano informację, że policjanci zostali pogryzieni przez insekty na posterunku policji Poznaniu. Nie poinformowanie jakie insekty świadczy o olbrzymim postępie higieny, że informatorzy nie potrafili zidentyfikować jakie to były insekty a o stopniu histerii świadczy ewakuowanie posterunku. A tymczasem okres wojny i powojenny i długo jeszcze potem są znane z wszechobecności wszy, pluskiew i pcheł. Nędza również jest sojusznikiem tych insektów. Oprócz bolesnych skutków ukąszeń insekty ta były odpowiedzialne za szerzenie epidemii: wszy były roznosicielem tyfusu a pchły przenosiły ze szczurów na ludzi dżumę. W dzieciństwie i później zetknąłem się z tymi krwiopijcami, które stanowiły dotkliwy i bolesny choć epizodyczny składnik ówczesnego życia.

Wszy zapamiętałem w związku z obowiązkiem strzyżenia głowy „na zero” przeciwko czemu bardzo się buntowałem. W latach pięćdziesiątych wszy musiały stanowić istotny problem wśród dzieci skoro dzieci szkolne (chłopcy) musiały strzyc się „na łyso” i w każdej szkole była higienistka, która jak pamiętam sprawdzała bardzo często głowy dziewczynek i chłopców, których rodzice nie zgodzili się na takie strzyżenie. Ale sprzeciw musiał być uzasadniony, tzn higienistka nie mogła znaleźć ani wszy ani gnid podczas częstych kontroli. Nie dotyczyło to pierwszej klasy, gdzie był wymóg konieczny golenia głowy. Od drugie klasy, dzięki mamie udało mi się uratować moją głowę. Ceną za to było dwa razy w tygodniu czesanie głowy tzw gęstym grzebieniem i w miarę jak wszawica ustępowała w szkole takie czesania stawały się coraz rzadsze. Przy tych czesaniach zdarzało się, że mama znajdywała wszy albo gnidy, wtedy po czesaniu następowało smarowanie głowy naftą i owijanie ręcznikiem i cały wieczór chodziło się w turbanie. To samo dotyczyło moich braci.

Prześladuje mnie widok staruszki- żebraczki z dworca wschodniego w Warszawie z 1973 roku, której włosy na głowie roiły się od wszy. Poinformowany o tym milicjant w ogóle nie zareagował.

Sergiusz Piasecki w swojej książce „Zapiski oficera Armii Czerwonej” opisuje „woszabojki” znajdujące się na każdym dworcu kolejowym w Rosji Sowieckiej. Tenże oficer dyskutując z kobietami u których mieszkał na kwaterze o wyższości ustroju komunistycznego nad ustrojem pańskiej Polski jako jeden z dowodów tej wyższości podawał właśnie te woszabojki, których nie spotkał w Polsce. Odpowiedź, że u nas nie ma wszy jego nie przekonała. Z kolei Gustaw Morcinek w książce „Ondraszek” opisuje hrabinę, której pokojówka wyczesywała wszy a ona zabijała je złotym młoteczkiem na takimż kowadełku.

Całe Oświecenie było brudne, niedomyte i zawszone. Peruki noszone przez różnych Wolterów i Pompadour bardzo wszom sprzyjały. Niektórzy twierdzą, że systematyczne pogryzienia głowy przez wszy wpływało na myślenie ibyły przyczyną najdziwaczniejszy pomysłów w tym straszliwego okrucieństwa jakobinów i twórców rewolucji francuskiej.

Z pchłami miałem do czynienia ciągle, nauczyłem się je łapać i zabijać, tylko mnie gryzły w rodzinie. Pchły w domu zawdzięczaliśmy kotom, które z kolei bardzo lubiły przesiadywać na moich kolanach. Wysyp pcheł następował latem. W innym wpisie wspominałem o stadach wałęsających się psów – one były głównymi roznosicielami tych insektów. Jedyne miejsce gdzie pchły znajdywały się zawsze było kino. Do kina lubiłem chodzić i bałem się. Bilet na seans  najpierw kosztował 70 groszy a potem bardzo długo złotówkę. W niedzielę poranki o godzinie 10 przeniesione potem na 12 i w ciągu tygodnia w środy i soboty o 16. Problem został zlikwidowany w roku 1960 lub 1961. Szkoła miała inny system ochrony. Drewniane podłogi we wszystkich korytarzach były posmarowane ropą naftową. Koszmarnie to wyglądało i śmierdziało, ale było skuteczne. Oczywiście nikt by teraz czegoś takiego nie zrobił, bo smród i opary są bardziej szkodliwe niż pchły.

W internacie szkoły średniej także trafiały się pchły. Nawet dały nam powód do zabawy. Złapane pchły każdy swoją trzymał w pudełku po zapałkach, kiedy się uzbierało kilka urządzaliśmy zawody. Wypuszczaliśmy je po kolei i zakładaliśmy się która wyżej i dalej skoczy. Uczyliśmy je tez pływać w wodzie. Jeden z kolegów (nota bene późniejszy wieloletni dyrektor jednej ze szkół) wykazał się pomysłowością i cierpliwością, łapał pchły i usiłował przykleić im włos do grzbietu z zamiarem, żeby sprawdzić czy będą w stanie uciągnąć różne przedmioty. Niestety niezbyt mu się to udawało (nie było jeszcze cyjanopanu) – albo włos się odklejał albo pchła cała się skleiła.

W bloku na Ursynowie w piwnicach zawsze było pełno kotów. Któregoś razu wróciłem z konfiturami z piwnicy a żona do mnie mówi: czym ty poplamiłeś nogawki spodni, że są całe w kropeczkach. Spojrzałem i nie mogłem uwierzyć, nogawki całe w pchłach, ale były jakieś ospałe. Wybiegłem z mieszkania, zjechałem na dół, przy śmietniku ściągnąłem spodnie i otrzepałem je o siatkę. O dziwo ani razu nie zostałem ugryziony.

W mojej ocenie pluskwy są najgorsze, tzn gryzą najboleśniej i zostawiają długotrwałe ślady. Co najdziwniejsze to można je spotkać w najdziwniejszych miejscach i pojawiają się nawet teraz. Pierwsze pluskwy dotarły do nas od sąsiadów. Ojciec zaradził temu wybijając ścianę płytami gipsowymi i zapełniając dziury gipsem. Drugi przypadek zdarzył się wraz z kupieniem przez babcię używanego łóżka z materacem. Wyłapywanie pluskiew trwało chyba z miesiąc, ale bez skutku. Oprócz rodziców, którzy spali w oddzielnym pokoju wszyscy byli pogryzieni.

Pomogło dopiero radykalne rozwiązanie, czyli przyśpieszony remont mieszkania. Łóżko babci zostało rozebrane, sprawdzone centymetr po centymetrze i dokładnie zlane wrzątkiem. Materac wyniesiony na zewnątrz, obity trzepaczką i sprawdzony równie dokładnie jak łóżko. Oprócz tego długo był okadzany dymiarką, taką jaką stosuje się na pszczoły. Tapety i listwy okołopodłogowe został zerwane i tapety spalone. Podłoga w babci i naszej sypialni zlana wrzątkiem. Wszystkie te zabiegi pomogły i nigdy więcej nie mieliśmy pluskiew. To nie znaczy, że ja już ich nie spotkałem. Zdarzyło się to jeszcze kilka razy. Kiedyś mając czterogodzinną nocną przerwę między jednym pociągiem a drugim, wiedząc, że pociąg którym mam jechać stoi na bocznicy postanowiłem tam pójść i przespać się do odjazdu w wagonie pierwszej klasy z pluszowymi siedzeniami. Po dwóch godzinach obudziłem się straszliwie pogryziony na całej szyi i twarzy. Nie dość, że pogryzienia okropnie swędziały to ślady utrzymywały się jeszcze przez kilka dni. Drugi równie drastyczny przypadek zdarzył mi się w akademiku na Kopińskiej w Warszawie w 1971 roku. Jechałem na wakacyjną praktykę studencką do Cieszyna albo Starachowic, po drodze postanowiłem zatrzymać się akademiku, który pełnił w czasie wakacji rolę swoistego hostelu. I tam zostałem wręcz straszliwie pogryziony. Szyja, ręce i nogi. Bardzo spuchłem i ranki bardzo swędziały. Do lekarza poszedłem w miejscu praktyki, lekarz stwierdził, że wystąpił odczyn alergiczny, na który dostałem jakieś maści, stan zapalny skóry trwał dwa tygodnie. Było to najgorsze pogryzienie jakie mi się zdarzyło. Ostatni raz zostałem pogryziony w hotelu w Siem Reap w Kambodży w 2014 roku. Jest to miasto z lotniskiem położone najbliżej historycznego kompleksu Angkor Wat. Nie jestem pewien czy to były pluskwy, w każdym bądź razie zaatakowały w nocy. Po kolei budząc się za każdym razem złapałem i utłukłem trzy insekty. Wyglądały jak pluskwy tylko jeszcze skakały, obrzmiałe od krwi usiłowały się ukryć przed światłem. Wydzielały ten sam nieprzyjemny zapach. Spałem tam jeszcze dwa dni, ale już mnie nie niepokoiły. Być może przeprowadzono dezynsekcję, bo zgłosiłem to na recepcji.

Podobny przypadek kolega miał w Wiedniu, gdzie będąc na szkoleniu i śpiąc w trzygwiazdkowym hotelu został równie dotkliwie pogryziony przez pluskwy. Poszedł do lekarza, zrobił wielki raban i zgodził się na odszkodowanie w wysokości trzech tysięcy euro.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *