Do stolicy Kambodży wybrałem się autobusem nocnym z Siem Reap. Małe Siem Reap jest ważniejszym portem lotniczym niż PP ponieważ znajduje się blisko kompleksu świątyń ogólnie znanych jako Angkor Wat, chociaż jest tam na obszarze kilkunastu kilometrów kwadratowych pięć dużych zespołów świątyń będących w różnym stanie. Z Angkor do współczesnej stolicy jest około 300 kilometrów, ale autobusem nocnym jedzie się sześć godzin a dziennym o dwie dłużej. Autobus miał dwa poziomy a każdy z nich podzielony był na dwuosobowe koje, których mieściło się chyba osiem po każdej stronie korytarza. Spałem obok młodego Khmera z laptopem. Miasto zwiedzałem przez dwa dni i w zasadzie to wystarczy. Jeden dzień na pałac królewski z zespołem świątyń, drugi na obejrzenie miasta i jego osobliwości lub jak kto woli atrakcji.
NĘDZARZE ŚPIĄCY NA ULICY
Z ważnych miejsc nie zdążyłem jedynie pójść do muzeum ludobójstwa Tuol Sleng. Ludobójstwo w latach 1976 -1979 było dziełem Czerwonych Khmerów pod przywództwem Pol Pota i Kieu Samphana. Obalili władcę Khmerów księcia Sihanouka i wprowadzili komunistyczny terror. Trzeba było interwencji innych komunistów – Wietnamczyków, żeby powstrzymać eksterminację narodu. Wszyscy przywódcy czerwonych Khmerów studiowali w Paryżu: Pol Pot skończył Politechnikę, Kieu Samphan uzyskał doktorat na Sorbonie, Ieng Samry studiował pedagogikę, Song Sen (późniejszy naczelny dowódca) ukończył najbardziej prestiżową Wyższą Szkołę Nauk Politycznych. Zostali marksistami, pierwszymi, może nie do końca udanymi produktami lewackich profesorów z lewackich uczelni, ale pokazali co może nas czekać po dojściu do władzy lewackiej hydry. Uwielbiali Stalina i pilnie studiowali Sartre’a i Gramsciego. Jednak opacznie ich zrozumieli, ostatni dwaj nawoływali, żeby zwyciężyć marksiści powinni przejąć kulturę z rąk konserwatystów a oni zajęli się jej niszczeniem, posunęli się do tego stopnia, że podejrzanym był każdy kto nosił okulary. Osobiście pamiętam jak pilnie i z przerażeniem śledziłem wszystkie wydarzenia w Kambodży nazywanej wtedy Kampucza.
Muzeum. Stroje dworek królewskich. Każdy na inny dzień tygodnia
Wspominam o tym, bo nie sposób zrozumieć współczesną nędzę Kambodży na tle rozkwitu otaczających ja państw.
Grajek na trakcie królewskim
Miasto położone jest nad Mekongiem, który w tym miejscu jest bardzo szeroki i toczy leniwie swoje brunatne wody. Wzdłuż rzeki ciągnie się deptak, którego fragment stanowi ulica Królewska na wprost Pałacu, jest również park i pozostałości pięknych domów kolonialnych. W nocy deptak jest oblegany, oprócz normalnych ludzi mnóstwo prostytutek i dużo transwestytów. Z nor wyłażą szczury, których jest zatrzęsienie na pochyłości nabrzeża między murem oporowym a wodą. Przekupnie sprzedają napoje, lody, trzcinę cukrową do ssania, jedzenie. Dostrzegłem też kilku sprzedawców ptaków podobnych do naszych wróbli i szczygłów (Naliczyłem pięć lub sześć gatunków). Ptaki stłoczone po kilkadziesiąt znajdują się w kilku klatkach. Przechodnie, najczęściej pary, podchodzą, kupują te ptaki i natychmiast je wypuszczają. Zagadnąłem kilka osób po co to robią, wreszcie któraś z kolei para wyjaśniła mi łamaną angielszczyzną, że to „na szczęście” zwracają wolność i dobro wróci do nich. Zrobiłem zdjęcie. Niedaleko mojego hotelu z którego widać było Mekong, na niewielkim placyku, na kartonach w nocy spało kilkanaście osób a nieco dalej w kierunku targu żywności mieścił się cały kwartał z domami publicznymi. Niestety nie pozwalano robić zdjęć, nie pomagało też słabe oświetlenie.
Ptaki przynoszące szczęście, jeśli się je kupi i wypuści
Podobał mi się również targ żywności, niemiłosiernie zatłoczony z z masą różnorodnych produktów, dużo suszonych ryb, warzyw, owoców. Większość żywności rozłożona na płachtach leżących bezpośrednio na ziemi. Przejścia między rzędami na dwie osoby nie więcej a przeciskają się również skutery.
Targ żywności
Jak w każdym mieście Kambodży bardzo popularny jest Night Market, składa się z kilkunastu stoisk z żywnością w dwóch alejek w kształcie litery L i ogromnego placu – jadalni pod otwartym niebem. Ludzie siadają na dziesiątkach rozłożonych dywaników i jedzą, dyskutują, flirtują. Bardzo ciekawe doświadczenie.
Night Market Wczesna pora
Chodząc po mieście przypadkowo natknąłem się na olbrzymią halę targową w kształcie rotundy z przybudówkami, w centralnej części na olbrzymiej powierzchni rozłożone były stoiska z biżuterią i kamieniami szlachetnymi, stanowiły one niespodziewany kontrast z nędzą dzielnicy przez którą dotarłem do hali, A przed wejściem kilkanaście kwiaciarni i wszędzie stożkowate bukiety z kwiatów lotosu.
Kambodżański jubiler
O wspaniałym pałacu królewskim i świątyniach buddyjskich nie będę pisał tym razem, wspomnę tylko, że świątynia szmaragdowego Buddy ma specyficzną posadzkę z płytek wykonanych z sześciu ton srebra.
Lotosowa kwiaciarka










Dodaj komentarz