W latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych pielgrzymka do Częstochowy stanowiła nie tylko wielkie przeżycie religijne, ale była też spełnieniem marzenia i swoistym luksusem. Dorośli zawsze wyruszali z określoną intencją albo w poszukiwaniu pomocy u Matki Boskiej Częstochowskiej dotknięci kłopotami lub nieszczęściem, albo w celu wybłaganiu określonych łask. Najczęściej jednak pielgrzymka miała charakter dziękczynny, a dziękować można było za wszystko choćby za to, że uniknęło się hipotetycznego nieszczęścia. Na pewno wszyscy uczestnicy żarliwie się modlili i tę żarliwość, która obecnie się nie zdarza, szczególnie zapamiętałem. Uczestnikami pielgrzymek były w większości kobiety. Moja Babcia uczestniczyła w dwóch pielgrzymkach w latach pięćdziesiątych, Mama ze swoimi siostrami w trzech. Ja zostałem zabrany na pielgrzymkę przez rodziców w 1963 lub 64 roku. Dzieci zabierano rzadko ze względu na trudy i koszty. Wtedy nikt nie brał pod uwagę pielgrzymowania pieszo, jeździło się pociągiem. Babcia coś wspominała o przedwojennych pielgrzymkach pieszo, ale do Ostrej Bramy w Wilnie. Dzięki pielgrzymowaniu pociągiem zyskiwało się na czasie i można było włączyć do programu inne miejsca niekoniecznie o charakterze religijnym a warte zwiedzenia czy też odwiedzenia. O ile dobrze pamiętam to parafia kryńska organizowała pielgrzymki co dwa lata, jedynie przed tysiącleciem chrztu Polski nastąpiło nasilenie pielgrzymek. Wszystkie one miały ten sam program, porównując zdjęcia z różnych pielgrzymek można było zauważyć, że zdjęcia grupy robiono zawsze w tych samych miejscach. Widać to na załączonych obrazach.
Pielgrzymi zwiedzają muzeum wojskowe w Warszawie
Sodalicja mariańska z Krynek z pielgrzymką na Jasnej Górze, nie znam dokładnej daty, koniec lat czterdziestych lub początek pięćdziesiątych
Przypuszczalnie 1952 rok pielgrzymi z księdzem Janem Laską. W czasie wojny był kapelanem u Łupaszki
Również lata pięćdziesiąte. W tej pielgrzymce uczestniczyła moja bababcia
Pielgrzymka w której ja uczestniczyłem. Na zdjęciu tylko połowa uczestników, rok1963 lub 64
Koniec lat pięćdziesiątych pielgrzymi na drodze krzyżowej na wałach
Po wodę święconą w kosciele św Barbary Częstochowa, lata sześćdziesiąte Jest moja mama i jej dwie siostry
Pierwszy nocleg przypadał w Warszawie w noclegowni u zakonnic gdzieś na Powiślu. Do tej pory nie mogę zidentyfikować co to był za klasztor, za to pamiętam doskonale pyszny bigos, który tam jadłem. W Warszawie zwiedzanie obejmowało Stare Miasto w tym katedrę, kościół jezuitów obok katedry z modlitwą przed cudowną figurą Chrystusa ukrzyżowanego i Łazienki albo Muzeum Wojska Polskiego. Co ciekawe pielgrzymi najczęściej wybierali muzeum. Myślę, że był to efekt czy skutek pamiętanej jeszcze wojny. Z obecnej perspektywy zaskakujące jest, że kobiety chciały oglądać broń, czołgi, armaty czy samoloty myśliwskie. Na Warszawę przeznaczony był jeden dzień a dalej pięć godzin pociągiem do Częstochowy. Od razu z pociągu udawało się na Jasną Górę na modlitwy w kaplicy Matki Boskiej i wieczorne czuwanie do północy. Następnego dnia pobudka o piątej z rana, żeby zdążyć na szóstą na odsłonięcie obrazu i Msze świętą. Po mszy obowiązkowa spowiedź i zwiedzanie klasztoru. Potem kilkanaście razy odwiedzałem Jasną Górę, ale tę pierwszą pielgrzymkę najlepiej pamiętam, tłumy ludzi, kolejkę do Skarbca, eksponaty muzealne, dary królewskie dla klasztoru, sukienki obrazu Matki Boskiej. Wtedy jeszcze nie było Muzeum poświęconego zesłaniom na Sybir. Zapamiętałem również dormitorium nieopodal klasztoru. Była to olbrzymia sala z rzędami łóżek oddzielonych od siebie zasłonami. Myślę, ze mieściło się tam więcej niż trzydzieści łóżek, bo bez trudu zmieściła się cała grupa. No i jeszcze te długie umywalki w formie blaszanych koryt z dziesiątką kranów z zimną wodą nad nimi. Obiad też się jadło przy długich stołach okrytych ceratą. Po obiedzie wyprawa do kościoła świętej Barbary w mieście po święconą wodę a następnie Droga Krzyżowa na wałach i po niej msza wieczorna ze święceniem dewocjonalii kupionych w kramach otaczających wzgórze. Następnego dnia z rana Msza święta i wyjazd do Krakowa.
1964 zwiedzamy Wawel
1964 przed kaplicą zygmuntowską
1964 pod dzwonem Zygmunta i Zygmunt współczesny
Koniec lat pięćdziesiątych pielgrzymi na Wawelu
Krakowskiej noclegowni nie pamiętam, za to zwiedzanie Wawelu, katedry a w niej kaplicy Zygmuntowskiej, krypty Srebrnych Dzwonów, krypty św Leonarda i najbardziej ekscytujące wejście na wieżę do dzwonu Zygmunta. Na Starym Mieście karmienie gołębi na Rynku i zachwyt przy ołtarzu Mariackim Wita Stwosza. Wędrowaliśmy od kościoła do kościoła, wrażenia z nich zlały się w jedno, nie byłem w stanie spamiętać ich nazw ani wyróżników. Dla dziecka z małego miasteczka całkowicie zniszczonego przez wojnę nasycony zabytkami Kraków jawił się jak jakiś nieziemski raj, cud architektury i kwintesencja historii Polski. Ta pielgrzymka to była pierwsza wyprawa ze świata dzieciństwa zamkniętego w ruinach dawnych czasów do świata piękna, złożoności i dojrzałości. Odkrycie czegoś całkiem nowego, fascynującego i pociągającego.

Późniejsze pielgrzymki zaliczały również kopalnie soli w Wieliczce, my nie przynajmniej nie zapamiętałem. Z Krakowa trasa prowadziła do Kalwarii Zebrzydowskiej. Dlaczego ta miejscowość? Bo tam znajdowała się i nadal znajduje najsłynniejsza Kalwaria w Polsce. Tam następowało ukoronowanie pielgrzymki – odbycie Drogi Krzyżowej – przejście wzgórzami od kaplicy do kaplicy a potem w rzece Jordan albo Cedron (tego już dokładnie nie pamiętam) zbieranie na pamiątkę płaskich kamieni piaskowca, na których w układzie żył doszukiwano się śladów Męki Pańskiej: krzyża, gwoździ, korony cierniowej czy włóczni. Kaplic było dużo więcej niż w standardowej drodze krzyżowej, miało się do wyboru albo dróżki Pana Jezusa albo dróżki Matki Boskiej. One się w części pokrywały lub przecinały. Oprowadzał nas bosy w białej szacie pustelnik. W Kalwarii w tamtych czasach nieopodal klasztoru w eremach mieszkali pustelnicy, my mieliśmy szansę zatknąć się z ostatnim z nich. Babcia opowiadała, że podczas jej pielgrzymek oglądali takie eremy. Pustelnicy spali w trumnach.
Początek lat sześdziesiątych Kalwaria Zebrzydowska
1964 Kalwaria wejście do klasztoru
Koniec lat pięćdziesiątych Kalwaria wejście do bazyliki NMP
Sam klasztor bernardynów też był ciekawy. Dziedziniec otoczony arkadami ze studnią pośrodku. W tamtych czasach wszystko było jeszcze zgrzebne. W Domu Pielgrzyma spaliśmy w dość prymitywnych warunkach za to kamiennym snem utrudzeni wędrówką.
I znowu o szóstej z rana dziękczynna Msza przed cudownym obrazem Matki Boskiej, zwieńczenie pielgrzymki. Bogaty we wrażenia, męczący tydzień, ale wszyscy radośni, podbudowani duchowo, teraz się mówi z naładowanymi akumulatorami, pełni ufności gotowi na przyjęcie kolejnych wyzwań życia. „Jeśli Bóg z nami, któż przeciwko nam”.
Zamieszczone przeze mnie zdjęcia pochodzą z pięciu pielgrzymek.






Dodaj komentarz