POŻARY

wpis w: Dzieciństwo | 0

 

Wyje syrena, słychać ją w promieniu kilku kilometrów. Niechybny znak, że znowu gdzieś wybuchł pożar. Tato szybko się przebiera i biegnie do remizy strażackiej znajdującej się niedaleko rynku na miejscu dawnego kina Modern zburzonego przez Niemców. My wyruszamy za nim. Kiedy docieramy daleko w ślad za ojcem spóźnieni wóz strażacki już  rusza. Takich gapiów jak my jest kilku, wśród dzieci są również dorośli. Łatwo dowiedzieć się gdzie tym razem się pali. Jeśli to odległa wioska rezygnujemy z wyprawy, bliższe w odległości 5-7 km są w naszym zasięgu. Tym razem płonie stodoła w gospodarstwie przy ulicy Nowej. Wyruszamy razem z innymi chłopcami obserwować jak uwijają się strażacy i sprawnie gaszą pożar.

Rok 1955 strażacki wóz 

Najłatwiej było gonić wóz konny obciążony 6 lub 7 strażakami, ciągnący ręczną pompę, kiedy jednak w pierwszej połowie lat sześćdziesiątych OSP w Krynkach otrzymała wóz strażacki z prawdziwego zdarzenia, samochód szybko znikał z oczu i najczęściej rezygnowaliśmy z pogoni. Pożarów w samych Krynkach było równie dużo jak na wioskach. Żadnego nie ominęliśmy. Zdarzały się najczęściej latem w wyniku uderzenia pioruna lub dużo rzadziej zimą od zaprószenia ognia. Najwięcej płonęło stodół, jeśli stały pojedynczo to strażacy łatwo sobie radzili z gaszeniem, gorzej gdy pożar wybuchł w ich skupisku. Wtedy jeszcze wszystkie były kryte strzechą. Polewanie wodą strzechy nic nie dawało, prędzej czy później zajmowała się od  strzelających wokoło iskier i żaru buchającego od ośrodka ognia. Technika gaszenia ognia w centrum miasteczka była dość prosta – w rozrzuconych dość regularnie kilkunastu punktach miasta znajdowały się zbudowane jeszcze przed wojną  podziemne zbiorniki wodne z których czerpano wodę. Ustawiano obok spalinową motopompę. Wodę zasysaną przez motopompę rozprowadzano przez  podłączone węże strażackie, które łączone na zatrzask mogły mieć nawet długość do 100 metrów. W przypadku odleglejszych miejsc od centrum węże ciągniono od rzeki. Znaliśmy się na nazwach  wszystkich akcesoriów, wiedzieliśmy co to prądnica, bosaki, trójnik, rozdzielacz, ale nawet wiedzieliśmy co to ciśnienie, nie mówiąc już o komendach np. „woda w górę”.

Strażacy w akcji. Na drugim planie wóz strażacki Lata pięćdziesiąte

Skupieni na czynnościach strażackich łatwiej przyjmowaliśmy okropne widoki spalonego inwentarza, koni, krów czy świń, ale przecież dostrzegaliśmy rozpacz ludzi dotkniętych nieszczęściem, tracących dobytek. Najbardziej pamiętny był pożar w samym centrum kiedy to spłonął cały kwartał – pięć domów razem z przydomowymi chlewami między ulicą Plantańską (22lipca) a Białostocką. Pożar wybuchł w nocy, groził przerzuceniem się na inne części miasteczka  – gasiło go kilka sekcji straży pożarnych. I tam właśnie po pożarze można było obserwować najbardziej drastyczne sceny spalonych zwierząt. Pożary z zaprószenia ognia lub zwarcia instalacji elektrycznej zdarzały się najczęściej w domach samotnych ludzi starszych. Jednak rzadkie były przypadki śmierci w pożarze. Pamiętam tylko dwa. Letnich gwałtownych burz z piorunami przetaczających się nad miastem zapamiętałem wiele i ten strach Babci – uderzy w nasz dom piorun czy ominie.

Ojciec, był zawsze  spokojny, mawiał, mieszkamy zbyt blisko wysokiej cerkwi, krytej blachą, posiadającej piorunochrony – jesteśmy chronieni, nic nam nie grozi. I rzeczywiście, byliśmy bezpieczni, czego nie można powiedzieć o innych częściach miasteczka. Pioruny waliły na okrągło, co ciekawe nie zawsze skutkując pożarem. Z najciekawszym przypadkiem mieliśmy do czynienia u krewnych, w dom uderzył piorun kulisty, przeleciał przez izbę, rozwalił całkowicie płytę kuchenną i zniknął – nikomu nic się nie stało, siedzieli jak skamieniali przez kilkanaście minut. Ludzie a w tym i my przychodzili oglądać zniszczenia, które poczynił.

Rok 1963 lub 64 pierwszy wóz strażacki bierze udział w pochodzie pierwszomajowym 

Przyczynę gwałtownych wyładowań atmosferycznych właśnie nad obszarem Krynek upatruje się w olbrzymim zbiorniku wód artezyjskich zalegających pod miastem, który to zbiornik przyciąga pioruny.

Z historii wiadomo, że nie ma miasta, które by nie doświadczyło pożogi. Niektóre miasta płonęły regularnie co kilka lub kilkanaście lat. Tak właśnie działo się z Krynkami. Na przestrzeni pięciuset lat jego istnienia zdarzyło się kilkanaście dużych pożarów. Sześć ogarnęło całe miasto. Trzy z nich spowodowali najeźdźcy. Pierwszy wielki w okresie najazdu Moskali pod dowództwem Chowańskiego, którego wojska rabowały, pustoszyły i paliły wszystkie zdobyte miasta nierzadko wyrzynając całą ludność. Dwa razy zajęli Krynki w 1655 na krótko i w 1659 rabując i paląc podobnie jak zrobili to z Grodnem. Następne zniszczenia i pożar nastąpiły w czasie wojny północnej kiedy Karol XII szwedzki razem z wojskiem przez dwa dni stał obozem w Krynkach w 1706 roku w miejscu gdzie obecnie znajduje się ulica Okopy a na odchodnym spalił część miasta. Trzeci wielki pożar wywołali Niemcy  wycofując się w 1944 z Krynek. Spalili wszystkie murowane budynki w centrum, wysadzili wielką synagogę, wysadzili i spalili wszystkie garbarnie oszczędzili jedynie cerkiew i kościół, przy czym ksiądz Alfons Zienkiewicz musiał błagać  i dał nawet okup, żeby oszczędzili kościół. Przedziwna sytuacja zdarzyła się z synagogą Kaukaską, kiedy przyszli ją podpalać. Od strony południowej i zachodniej synagogę otaczały domy Polaków. Dowódca oddziału podpalaczy zobaczył  w oknie najbliższego synagodze domu pięcioletnią dziewczynkę Marysię Ejsmont płaczącą rozdzierająco, za nią matkę z chłopczykiem na ręku, którzy niechybnie spłonęłyby żywcem. Ulitował się i wycofał oddział. Powiedział, że w domu zostawił w tym samym wieku dziewczynkę. W podzięce otrzymał wielki połeć boczku a od sąsiada pięciolitrową kankę bimbru. O tej historii dowiedziałem się od Jasi młodszej siostry Marysi.

Unikalne  zdjęcie znajdujące się w zbiorach kryńskiego GOK ukazujące ćwiczenia strażackie pod nadzorem niemieckim podczas okupacji około 1942 Co ciekawe z gestapowcem rozmawia znany później działacz komunistyczny

W 1775 roku dwukrotnie wielki pożar  zniszczył całe miasto. Skutki tej katastrofy znamy  z supliki mieszczan do króla i uchwały  Sejmu (Zbiór praw tom VIII str. 414)  zwalniającej mieszczan z podatku przez następne dziesięć lat i Żydów z pogłównego, żeby mogli odbudować domy. Przytaczam za księdzem Bielskim fragment:

„Wzgląd na pogorzałe y  zrujnowane miasto Krynki.

Jakośmy pierwej miasta Słuck, Lachowicze, y Hłusk do lat dziesięciu a Radoszkiwice do lat trzech, dla ich mizernej sytuacji od płacenia podatków uwolnili, tak równy wzgląd dla naszego miasta Krynek w dobrach naszych w Powiecie Grodzieńskim leżącego, przez przeszłe rewolucje, a mianowicie przez dwukrotny pożar w tym roku zniszczonego, czyniemy  uwalniając one od płacenia  wszelkich podatków Rzeczypospolitej do lat 10 od daty niniejszego postanowienia , równie też zaległy na nim przeszłey  centebrowey raty 1774 r. pogłównego żydowskiego podatek, jako na  niesposobnym do opłacenia, z tego względu uchylamy”

Doniosłym pozytywnym skutkiem tego pożaru była zabudowa miasta według  nowego planu Antoniego Tyzenhausa – jedno z najciekawszych założeń przestrzennych na terenie Wielkiego Księstwa Litewskiego. Po tym pożarze zbudowano też murowaną piętrową w stylu klasycznym wielką synagogę o prawie metrowej grubości murów.

Pożarów było więcej, ale tylko o dwóch znalazłem wzmianki w dokumentach i wspomnieniach z lat 1886 i 1904. O tym pierwszym pisze w swojej monografii o powiecie grodzieńskim Stanisław Zygmunt Hirszel, że spłonęło niemal całe miasto. W pożarze z 1904 roku spłonęła cała żydowska dzielnica  Kaukaz– głównie zamieszkana przez biedotę żydowską (wspomnienia Wolfa Eksteina w Pinkas Memorial book of Krynki).

Przeglądając metryki kościelne z parafii kryńskiej natrafiłem pod datą 27 grudnia 1813 roku na pogrzeb 23 osób ze wsi Łapicze (4 km od Krynek) w tym siedmioro dzieci o nazwisku Choruży. Jest to niewątpliwy skutek pożaru. Ta wieś nigdy nie była duża, więc musiała spłonąć cała i prawdopodobnie pożar wybuchł nocą, gdy wszyscy spali.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *