RAGAZZO DI NAPOLI,  O SOLE MIO, VEDI NAPOLI E POI MUORI, PIZZA NAPOLETANA

wpis w: Podróże, Religia i sztuka | 0

 

Jak napisać o mieście przesyconym długą i skomplikowana historią. Jak oddać nawarstwione pokłady cywilizacyjne, kulturalne i artystyczne i jednocześnie pokazać żywe miasto tętniące barwnym życiem z temperamentem Południa i duchem wiary ocierającej się o magię. Można oczywiście napisac banały, przepisać informacje z przewodników. Ale jak oddać tę specyficzną atmosferę, to coś nieuchwytnego co widzi się w każdym kamieniu i czuje w każdym mieszkańcu na ulicy Straccioli. Znając historię nie da się po ignorancku prześliznąć, po głównych zabytkach, zaliczyć to i Ovo, tak mechanicznie, w tempie, bez refleksji. W Rzymie, Florencji, Neapolu, Wenecji i Palermo człowiek czuje się przytłoczony, zachwycony, zmieszany i gubi swoją hierarchię ocen, rwie się narracja i przekaz. Natłok wrażeń zmusza do przeprowadzenia selekcji, podjęcia próby opanowania chaosu i dostrzeganych sprzeczności przez uporządkowanie ocen, opinii i poglądów. Jak zareagować, gdy na dziedzińcu kościoła, który jest dziełem sztuki i miejscem sakralnym, który mógłby być największą ozdobą każdego polskiego miasta, chłopcy kopią piłkę, trafiają w figury świętych obijając im palce i nosy, lub gdy obserwuje się jak piesek  starszego pana obsikuje narożnik XVI wiecznego pałacu? Jak pogodzić pełne harmonii piękno z brudem i zaśmieceniem? A tam po prostu ciągłość życia trwa nie setki a tysiące lat i każda epoka odciska swoje piętno. Jak to gromadzi się w ludziach, filtruje i co zostaje? Obfitość zabytków przytłacza, paradoks goni paradoks. Miasto żyje i wcale nie chce zostać muzeum. Czy wspaniały widok na Wezuwiusz budzi strach czy podziw mieszkańców a może zajęci kłopotami dnia codziennego w ogóle go nie dostrzegają?

Widok na Neapol, zatokę i Wezuwiusza ze wzgórza San ElmoNeapol należy do tej grupy miast, które wywarły na mnie olbrzymie wrażenie, mimo uprzedzeń dotyczących przestępczości i brudu serwowanych przez media. Jest to miasto do którego chce się wracać i za każdym razem  podsuwa nowe odkrycia i atrakcje jak Rzym i wiele innych starożytnych miast. Listopadowe wędrówki po Neapolu okazały się trafione; ładna pogoda, nie za gorąco, znikoma liczba turystów, tani a bardzo dobry hotel.

Kaplica Świętego Januarego w katedrze.

Zacząłem od znakomitego espresso na dworcu kolejowym za 40centów. Nawet w słynnym Cafe d’Oro w Rzymie nie było tak pyszne. Naprawdę wyśmienite i tanie a ponieważ mieszkałem niedaleko dworca, więc dwa razy dziennie wpadałem delektować się jego smakiem.

Rycina przedstawiająca Neapol antyczny.

Zwiedzanie zacząłem od  Castel San Elmo na wzgórzu Vomero. Sam zamek a w zasadzie cytadela to nic ciekawego natomiast stamtąd roztacza się wspaniały widok na Neapol, zatokę i Wezuwiusz. Poza tem dzięki uprzedniej obserwacji topografii miasta z góry zapamiętuje się wzajemne położenie obiektów, proporcje i odległości co bardzo ułatwia potem wędrówkę. Na wzgórze dotarłem w sposób kombinowany: najpierw metrem a potem kolejką zębatą (Funiculare Monte Santo). Nieco poniżej San Elmo leży klasztor Kartuzów San Martin – perła Neapolu.

Kościół Świętego Marcina w klasztorze Kartuzów.

Trzeba poświęcić przynajmniej dwie godziny nawet na pobieżne obejrzenie wszystkich atrakcji. Barokowy kościół powala przepięknymi inkrustowanymi posadzkami marmurowymi – kunszt Cosmatich doprowadzony do perfekcji przez Cosimo Fanzago. Cudowne kaplice boczne i ołtarz główny.

Posadzka kościoła Świętego Marcina

Kolory, ornamenty, ażurowe zdobienia. Wszystko nadzwyczaj ciekawe: zakrystia, skarbiec, kapitularz, chór, wielki krużganek z czaszkami, pinakoteka, muzeum i zbiór neapolitańskich szopek, niektóre o rozmiarach 10x5metrów z dziesiątkami figur.

  Rzeźbienia i ornamenty w marmurze

Żeby zasmakować atmosfery tego starożytnego miasta koniecznie trzeba pospacerować ulicami SpaccaNapoli (Trakt Królewski) – Decumanus Dolny i Via dei Tribunali – Decumanus Większy. (W czasach rzymskich ulice w obozach wojskowych i miastach przebiegające ze wschodu na zachód nazywały się decumanus a z północy na południe Cardo.) Na tych ulicach lub w najbliższym sąsiedztwie znajduje się większość najstarszych neapolitańskich zabytków. Ulice te stanowią jakby oś antycznego greckiego, rzymskiego i średniowiecznego miasta, chociaż antycznych zabytków pozostało niewiele. Ale tak jak w Rzymie istnieje tu podziemne miasto, o czym można się przekonać zwiedzając podziemia bazyliki San Lorenzo Maggiore, katedry i cysterny Sotterranea. Każde tysiąc lat istnienia podnosiło poziom ulic o co najmniej 4 metry. Zwiedzając miasto trzeba pamiętać, że przeszło ono tak zwane Risanamento to jest uzdrowienie. Wyburzono wiele domów, przebito nowe arterie, udrożniając i napowietrzając najbardziej zagęszczoną jego część, ale przy tym niszcząc dawny układ miasta. Zrobiono to po ostatniej wielkiej epidemii dżumy z 1855 roku, która pochłonęła 15 tysięcy ofiar i w reakcji na nękające miasto choroby i epidemie. Już Goethe miał powiedzieć Vedi Napoli e poi muori to znaczy zobaczyć Neapol i umrzeć, ale wcale nie z zachwytu a od morowego powietrza. Ciekawe byłoby przebadać genetycznie populację Neapolu, nie tylko z powodu mieszanki ras i nacji, ale również na powstałe cechy odpornościowe i charakterologiczne, skoro tak wiele rodów zdołało przetrwać najazdy, choroby, epidemie i obce panowanie.  

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Obraz wielka zaraza 1656

Historia Neapolu jest fascynująca. Założone przez Greków w IX wieku przed Chrystusem po sześciu stuleciach przeszło we władanie Rzymian. Po upadku Imperium Rzymskiego przechodziło z rąk do rąk. Byli i Goci, było i Bizancjum, i wolne miasto, i Normanowie i Niemcy i Francuzi, I Aragonia i znowu Francuzi i Hiszpanie i Cesarstwo Austrii i ponownie Burbonowie hiszpańscy z krótką przerwą na okres napoleoński wreszcie wkroczył Garibaldi z tysiącem „czerwonych koszul” po czym Neapol został przyłączony do jednoczących się Włoch. Panowały różne dynastie: Andagaweńskie, Aragońskie, Burbonowie, Rzeźby co znaczniejszych królów można podziwiać na fasadzie Palazzo Reale przy Piazza del Plebiscito. Ale trzeba też zaznaczyć, że najdłużej panował i ciągle jeszcze panuje kościół katolicki.                                      

Kapliczka uliczna

Religijność neapolitańczyków jest niebywała, niespotykana nawet jak na Włochy – jest ona tradycyjna, rytualna, duchowa, głęboko zakorzeniona i ustalająca rytm życia. Stąd taka ilość kościołów, przepięknych, kapiących od bogactwa, ozdabianych, przebudowywanych, dekorowanych, tonących w kwiatach, z relikwiami świętych, wyjątkowo czczonych w tym mieście. Modlitwy, karteczki z prośbami przyklejane do figur, ołtarzowych relikwii za szybą, głośne rozmowy -modlitwy ze świętymi. I wszędzie pełno, zresztą w Palermo podobnie, ulicznych kapliczek ze sztucznymi, kwiatami i kiczowatymi obrazkami.

Sklepienie kościoła San Domenico Maggiore

W katedrze przechowywane są ampułki ze skrzepniętą krwią patrona Neapolu – św. Januarego męczennika. Kilka razy w roku (w rocznicę ścięcia św. Januarego (19 września), czasem w pierwszą niedzielę maja oraz 16 grudnia) krew upłynnia się. Dopóki cud się zdarza, dopóty – według wierzeń – mieszkańcy Neapolu mogą być spokojni o swój los. W Neapolu są interesujące katakumby i ossuaria, fascynujące cmentarze, wymieniam je ze względu na znacząco odmienny od naszego stosunek południowców do zmarłych. W Palermo i Neapolu mumifikowano zmarłych lub czekano na przegnicie mięśni, następnie czyszczono i oskrobywano kości, po to, żeby gromadzić je w ossuariach mieszczących się w kryptach. Obecnie zaniechano tych praktyk. W Neapolu jest nawet sławna kaplica mieszcząca się w banku. Każdy kościół jest wart odwiedzenia, zawsze znajdzie się coś niezwykłego, ale wszystkie przebudowane więcej lub mniej, nawet katedra. Przeważa pełen przepychu barok. Królestwo Neapolu było bogatsze od Polski w owym czasie, świadczą o tym kościoły właśnie i pałace. Wszędzie blisko, więc najlepiej wędrować na piechotę i tak cały dzień z przerwą na pizzę, najlepiej w jakimś skromnym miejscu gdzie widać jak ją przygotowują na miejscu. Jest naprawdę inna i pyszna.

Neapol w XVII wieku obraz znajdujący się w muzeum Kartuzów.

Jednak do muzeum Archeologicznego najlepiej dojechać metrem, podobnie na ulicę Toledo i do Galerii Umberto II, czy do Caracciolo. O muzeum Archeologicznym będzie oddzielny wpis i być może o klasztorze San Martin i o niektórych kościołach.

Kolację jadałem niedaleko Porta Capuana w malutkiej knajpce niedaleko placu targowego, gdzie zmęczeni sprzedawcy przychodzili się pożywić. Owoce morza i ośmiornice były wyśmienite pod domowe wino i rachunek z kopertą nigdy nie przekroczył 15 euro.

Futurystyczna pokryta mozaikąstacja metra Toledo

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *