SERCE ROZUMIEJĄCE  Alaina Finkelkrauta

wpis w: Lektury | 0

 

Owocna pomyłka. Szperając w księgarni natrafiłem na książkę „Serce rozumiejące”, która jest zbiorem esejów z dziewięciu lektur autora. Spodobał mi się tytuł będący nawiązaniem do modlitwy Salomona, ale i przesłanie książki, kto i jak powinien reagować i nie dopuścić do powtórzenia się zniszczeń dokonanych w XX wieku. Dodatkowo jeszcze wciągnęły mnie pierwsze dwie nieszablonowe refleksje dotyczą książek, które wywarły na mnie również duże wrażenie czyli „Żartu” Kundery i „Wszystko płynie”  Wasilija Grossmana. O zakupie przesądziła jednak pomyłka: pomyliłem nazwisko autora z innym odważnym żydowskim profesorem Normanem Finkelsteinem, który pisał o „Przemyśle Holokaustu”.

Tym nie mniej nie żałuję zakupu i rzecz okazała się fascynująca choć skażona francuskim intelektualizmem. Żydzi potrafią odnaleźć głębię nawet w prozaicznym życiu i odkryć zamiary o których autor nawet nie myślał. Z drugiej strony intelektualizm francuski wywodzący się z rewolty 1968 roku nie widzi rzeczy oczywisty od razu dostrzegalnych dla mieszkańca zniewolonego kraju. Wszystko widzi i uznaje za rodzaj gry.

Skoncentruję się na esejach poświęconych tylko tym dwóm książkom, które sam czytałem (pomijam oczywiście Lorda Jima, bo to inna sprawa). Nie zamierzam przedstawiać fabuły obu książek, chcę przedstawić jak Finkelkraut odbiera ich przesłanie.

W „Żarcie” dla mnie jest jasne, że pierwotny wybór bohatera determinuje jego dalsze wybory i wszystkie zdarzenia późniejsze są konsekwencją entuzjastycznego przyłączenia się do narzuconej przez Sowiety rewolucji 1948 roku. U Finkelkrauta jest to bardziej zniuansowane, człowiek jest porwany przez bieg wydarzeń nie rozumiejąc ich fundamentalnego sensu, ulega rewolucyjnej propagandzie (prometeuszoskim marzeniom), za niewinny żart zostaje strącony, pognębiony i chcąc się zemścić brnie w podłości. Generalnie zgodnie ze współczesnym odrzuceniem udziału własnego stał się „ofiarą insurekcyjnej żarliwości” i „unieważnienia podziału na to co publiczne i to co prywatne”. Te zdarzenia są pretekstem do różnych dywagacji na temat praw rządzących rewolucją i jej porywających aspektów oraz degradujących skutków trwania przy tradycji. A Francuz na rewolucji się zna. „Tu nie igra się z wyzwoleniem ludzkości i nie podważa się – nawet w żartach – sensu Historii; tusłucha się jej nakazów i drży przed jej wyrokami. W rewolucyjnej wizji świata nie ma miejsca na dwuznaczności i cum grano salis. W starciu dwóch obozów wszystko jest uroczyste, dosłowne i ideologiczne, ledwie otworzyłeś usta a już zająłeś stanowisko…….Rewolucja jest zbyt zajęta powszechnym szczęściem, by pozwalać każdemu na zajmowanie się własnymi sprawami i przeżyciami.

„Bunt i umiar.

Bunt to transgresja,, bezprawie i gwałt, przygoda i ryzyko, zerwanie z przyzwyczajeniami, uwolnienie wszystkich zmysłów, rozsadzanie starych struktur, wojna życia z rządami umarłych, czyli tradycją, duch prometejski człowieka nowoczesnego, uwolnionego z niewoli bogów, odpornego na tęsknotę za przeszłością…….Umiar przeciwnie kojarzy się z domatorstwem, pantoflami przy kominku, tanim konformizmem, ze zmieszczanieniem, z przytyciem, spłaszczeniem życia, mało chwalebnym wyborem złotego środka, cudownym dzieckiem, które w wieku dojrzałym powraca żałośnie na utarte ścieżki rutynowej mądrości”

Autor przywołuje pytanie cynicznego guru zachodniej lewicy Sartre’a Działać czy grać oto jest pytanie.

Na koniec Finkelkraut przechodzi do dwóch zasadniczych kwestii, pierwsza to rola wyobraźni i złudzenia i ich wzajemna relacja jako ponadczasowe zjawisko kształtujące ludzkie postawy i jakże współczesne zjawisko – degradacja duchowości człowieka, jego ideałów – sprowadzanie człowieka do „poziomu funkcji organicznych” i zagłuszanie wszystkiego „powszechną wesołością”.

„…wyobraźnia czerpie z tego czym nie sposób zawładnąć, złudzenie myśli zaś, że nad wszystkim panuje; wyobraźnia wie co to ontologiczna wielość, złudzenie przeciw tej wielości spiskuje; wyobraźnia uczy umiaru, złudzenia miarę przekracza; wyobraźnia rodzi się z uwagi, złudzenie – z pożądania. Wyobraźnia jest dla mnie rozstawaniem się z samym sobą; złudzenie to wsłuchiwanie się w siebie samego, szukanie nagrody pocieszenia, wynajdywanie zastępczych scenariuszy”

W drugiej kwestii autor mówi „szyderstwo wzięło górę nad poszanowaniem ……..duch powagi ustąpił miejsca kpinie ……śmiech współczesny głośno i zdecydowanie opowiada się za ideałem degradacji ideału. Zawzięcie występuje przeciwko wszelkiej transcedencji, nie toleruje niczego, co wysokie, zawzięcie ściga wszystko co może świadczyć o wielkości, przeciętnością odpowiada na zniewagę, która spotyka go ze strony tego co nieprzeciętne, dusze traktuje jak jakiś staroć, coś niestosownego, co należy zagłuszyć. Śmiech współczesny pracuje nad tym, byśmy byli do siebie podobni jak dwie krople wody: żadnych różnic czy dysonansów, żadnych konfliktów wewnętrznych, a zwłaszcza wyrzutów sumienia. …. Śmiech humoru rozbija święte związki; śmiech zabawiaczy wyznacza rytualne ofiary. Pierwszy walczy ze sforą, drugi spuszcza ją z łańcucha. Pierwszy stopniuje wątpliwości, podczas gdy werdykty drugiego padają niczym  salwy. Śmiech humoru burzy –dzięki wyobraźni – sentencyjną pewność ideologii; śmiech zabawiaczy ucina wystające głowy i karze ….wszystkich zacofanych, opóźnionych, wszystkich reakcjonistów i tych, którzy swą anachroniczną postawą wyrażają sprzeciw wobec szyderczej oczywistości ducha czasów.”

Te dwa przydługie cytaty zawierają stwierdzenia, które powinny dotrzeć do świadomości każdego myślącego człowieka – skąd biorą się  skłonności rewolucyjne i jakie jest prostackie oblicze nowej rewolucji.

Wszystko płynie

Usprawiedliwienie donosicielstwa jakimś pierwotnym uwarunkowaniem czy też totalne wypalenie i zobojętnienie na świat po traumatycznym trzydziestoletnim pobycie w łagrze? O banalności zła czy względności wszystkiego? O tym, że nic nie jest proste – przecież to byłoby za proste. Minimalizm jako wybór po pierwotnym zaangażowaniu. Poczucie, że niczego nie da się naprawić zamiast gniewu i myśli o przebaczeniu. „Wasilij Grossman nie chce wskazywać palcem winnych. Daje świadectwo, ale nie jest sędzią. …..prowadzi prawdziwie rozczulające rozważania o donosicielach” Na przykład jeden z donosicieli „ nie  z niegodziwości tak postępował, ale z obowiązku, z wrodzonego posłuszeństwa. Z posłuszeństwa nie byle jakiego, bo z posłuszeństwa do Partii ……tropiąc plugastwo, brał udział w budowaniu Dobra ……wierzył, że jego kłamstwa służą wyższej prawdzie, dostrzegał w donosie prawdę.”

Przymus psychologiczny w jakim znajdowali się ludzie w Rosji Sowieckiej wobec współudziału w złu dotyczył tez i ofiar „ Odczuwał tchnienie łaskawości wielkiego państwa i i nie miał siły rzucić się w lodowatą ciemność………Nie strach go skuwał, ale dręczące uczucie uległości ……. Spróbujcie odrzucić wszechmocną rękę, która głaszcze cię po głowie, klepie po ramieniu ……..jego epoka nauczyła go ….że można stworzyć człowieka o duszy niewolnika i że człowiekowi – inaczej niż w dumnych systemach metafizycznych – wolno być skromnym”. Autor tę część narracji Grossmana puentuje doświadczeniem z własnego podwórka „kto z nas pieszczochów Historii, nie poczuł kiedyś łaskawego tchnienia konformizmu ideologicznego i nie wolał raczej podpisać obywatelskiego protestu przeciwko wykluczeniu, dyskryminacji, homofobii, mizygonii, nietolerancji i rasizmowi aniżeli dołączyć do grona niedorozwiniętych świętoszków”

  „Czymże jest pasja rewolucyjna, jeśli nie pragnieniem zbudowania społeczeństwa doskonałego poprzez wyrwanie zła z korzeniami …….zło nie wynika z zepsucia pierwotnej intencji. Zło tkwi w samej intencji. …..Aktywiści, którzy kierowali tą rzezią początkowo nie byli łotrami i przestępcami. Byli idealistami, dla których liczył się jedynie radykalny materializm i skuteczne działanie. ……Archetypy były dla nich bardziej realne niż jednostki, nazwy bardziej namacalne od istnień, doktrynalne hasła żywsze od samego życia”

Autor przytacza jako uzasadnienie swojej tezy wypowiedź Robespierra, którą potem w nieco zmienionej postaci, ale z tym samym sensem wypowiadali wszyscy przywódcy rewolucyjni: „chcemy moralnością zastąpić egoizm, uczciwością- honor, zasadami- zwyczaje, obowiązkami – przyzwyczajenia, królestwem rozsądku – tyranię mody, niechęcią wobec występku – niechęć wobec biedy.  …Karanie prześladowców ludzkości jest pobłażliwością, przebaczanie im – zaś barbarzyństwem. Surowość tyranów wynika wyłącznie z surowości. Surowość rządu republikańskiego  ma swe źródło w pragnieniu czynienia dobra”.

Autor przytacza dalej wypowiedź filozofa francuskiego Claude Lefort dlaczego intelektualiści francuscy zafascynowali się marksizmem „nie tyle z powodu jego płomiennego mesjanistycznego przesłania, ile z powodu siły. Siła płynąca z ich niewzruszonych przekonań, ze zdolności do stosowania przemocy bez najmniejszych skrupułów, lub akceptowania tej przemocy, z pogardy dla wahających się i niezdecydowanych. ….Zaangażowanie takiego Sartre’a wynikało nie tyle z miłości do prześladowanych, ile z przyjemności jaką daje prześladowanie, a zarazem świadoma służalczość

O psychologicznym portrecie Maszy, jej twardości i załamaniu nie będę już pisał.                                                    Dla porządku dodam, że w książce są jeszcze eseje o następujących książkach:

„Historia pewnego Niemca” Sebastiana Hafnera

„Ludzka skaza” Philipa Rotha

„Lord Jim” Josepha Conrada

„Pierwszy człowiek” Alberta Camusa

„Notatki z podziemia” Fiodora Dostojewskiego

„Dom na placu Waszyngtona Henry’ego Jemsa

„Uczta Babette” Karen Blixen

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *