Ten post będzie bardziej obrazkowy niż tekstowy. Przedstawiam zdjęcia z wizyty w Pinnawala w słynnym Sierocińcu dla Słoni. To schronisko znajduje się na wyspie Cejlon, którą odwiedziłem w 2005 roku, rok po straszliwej katastrofie kiedy tsunami z Sumatry dotarło na Cejlon i spustoszyło wschodnie wybrzeże wyspy. O Cejlonie wspominałem już we wpisie o herbacie, teraz będzie o słoniach a planuję jeszcze 3 dalsze wpisy. Słonie wybrałem, bo wydawałoby się, że temat jest neutralny, relaksowy i atrakcyjny, a schronisko prezentuje to co najlepsze: troskę i ratunek osieroconym słoniom. Poza tym zostało założone przez lankijską rządową Organizację Ochrony Przyrody. Starano się pogodzić opiekę nad zwierzętami z udostępnieniem turystom tego miejsca do zwiedzania. Według mnie wyszło znakomicie, ale przeglądając Internet natknąłem się na szereg wypowiedzi „pięknoduchów” potępiających to miejsce, dla których za mało tam troski i za dużo bezduszności, bo mamy do czynienia z niewłaściwym traktowaniem zwierząt, to znaczy zwierząt nie wypuszcza się na swobodę a niektóre agresywne słonie noszą na nogach łańcuchy. Takie słonie też tam widziałem z tym, że wszyscy wypisujący różne bzdury i stawiający absurdalne zarzuty innym, nieskażeni są żadną wiedzą i doświadczeniem, sami są agresywni i prezentują fałszywą hipermoralność, żeby zademonstrować swoją etyczną wyższość. Jeżdżą więc po świecie i tropią przejawy zła w normalności. W tym przypadku lankijczycy mają się dostosować do oczekiwań takich właśnie „aktywistów” („animal welfare activist”) nie skalanych żadną pracą, ale wiedzących wszystko lepiej. Dlaczego przeciętny mieszkaniec Sri Lanki miałby dostosowywać się do oczekiwań i fobii lewackiego mieszkańca Nowego Jorku czy Kalifornii? Nikt nie wie. Dla niego byłoby to działaniem wbrew naturze. Na szczęście w ogóle go to nie interesuje i dobrze. Cejlońska kultura ma ponad tysiącletnie doświadczenie w kontaktach i postępowaniu ze słoniami.

Miejscowość Pinnawela leży w środkowej części wyspy, nad rzeką Oya – stosunkowo niedaleko dawnej stolicy Candy i dwóch innych atrakcji Dambulla i Sigirya, które w przyszłości opiszę.
Wstęp na teren Schroniska o powierzchni 10 ha jest płatny – bilety stanowią jedno z istotnych źródeł jego utrzymania. Na terenie ośrodka w 2005 roku było nieco ponad 60 słoni – przewodnik nie umiał podać dokładnej liczby (obecnie około setki). Osierocone słoniątka stanowiły niewielką część stada – zaledwie kilka sztuk, dużo większa ich liczba narodziła się już na terenie ośrodka. Od lat dziewięćdziesiątych rozszerzono działalność sierocińca o hodowlę i od połowy tego dziesięciolecia rodziło się tam w granicach od 7 do piętnastu słoniąt rocznie. W 2005 roku większość stada stanowiły dorosłe słonie. Prezentacja dla turystów była tak pomyślane, że zwiedzający mogli asystować i oglądać codzienną rutynową opiekę nad słoniami. Mogli więc uczestniczyć w karmieniu małych słoni z butelki i obserwować karmienie dużych słoni z pewnej odległości. Nota bene słonie te zjadały 12 ton dziennie zielonego pokarmu. Można też było śledzić różne zabiegi weterynaryjne (np. dezynfekcję stóp słoni itp. Największą atrakcją było oglądanie wędrówki słoni nad rzekę i dalej ich kąpiel w tym szorowanie ich szczotkami przez przewodników – kornaków ( w Sri Lance nazywają się oni mahout) W ośrodku było pięćdziesięciu mahoutów. Są to ludzie z dużym doświadczeniem, umiejący postępować i tresować słonie. Kąpiele odbywają się stale w tym samym malowniczym miejscu, Grzeczni turyści siedzą na trybunach i podziwiają zabawy słoni i pracę mahoutów. Spektakl trwa przeciętnie godzinę lub więcej. Nikt nie zabrania zejścia nad samą wodę i fotografowanie słoni z bliska, co zrobiłem.
Część stada w drodze do wodopoju i kąpieli




Młody samiec „awanturnik” na łańcuchu

Samice z młodymi spędzane są dwa razy dziennie do wodopoju i do kąpieli a przez pozostałą część dnia poruszają się swobodnie po niedostępnej dla turystów części ośrodka. Samce pracują np. przenoszą żywność czy kłody drzew. Wszystkie dorosłe zwierzęta noc spędzają w zadaszonych stajniach, większość z nich w tym wszystkie samce ma zakładane łańcuchy na noc i ma indywidualne stanowiska. Każdy kto kiedykolwiek oglądał filmy przyrodnicze o słoniach wie, że samce są agresywne i staczają walki o panowanie nad stadem, dlatego same słonice wyganiają ich ze stada i w takim miejscu jak schronisko muszą być odizolowane od siebie. Samce po osiągnięciu dorosłości są najczęściej oddawane do świątyń, ogrodów zoologicznych lub nawet prywatnym osobom po to by ograniczyć populację w schronisku i zrobić miejsce nowo urodzonym słoniątkom. W ośrodku przebywają też kalekie słonie wtedy były tam słonie poranione w czasie wojny domowej toczonej na północy kraju.

Dezynfekcja często poranionych stóp
Słoń weselny – wypożyczany do uświetniania wesel
Pinnawala, kiedy tam byłem była słynna w świecie ze swej troski o słonie. Dysponowała znakomitą lokalizacją (wodopoje i teren sprzyjający zwierzętom, miała dobrą bazą techniczną i weterynaryjną i co bardzo ważne zatrudniała doświadczony personel szczególnie mahoutów, których wyszkolenie zajmuje nawet i dziesięć lat. Teraz są środowiska i grupy ludzi, którzy pracują żeby zniesławić to miejsce,. Tak utopijny idealizm oderwany od rzeczywistości niszczy to co dobre i obcy usiłują z daleka urządzać życie miejscowym. Znamy to też z Polski.











Dodaj komentarz