Widok na City od strony hotelu Three Towers.
Do Singapuru przyjechałem wygodnym klimatyzowanym autobusem z Malakki w Malezji. Bilet kosztował 21 ringit, wtedy równowartość około 23PLN. Podróż trwała około 7 godzin. Z przygranicznego miasta Johor przejeżdża groblą przez cieśninę oddzielającą Singapur od lądu. Na granicy trzeba zabrać bagaże z autobusu i przejść przez drobiazgową kontrole celną pieszo. Ponieważ przetrzymano mnie na granicy autobus nie czekał i musiałem wziąć taksówkę za która zapłaciłem 30 dolarów singapurskich, ale przynajmniej dotarłem nie błądząc do hotelu „5 foot inn” w starej dzielnicy chińskiej. Mój pokój miał dokładnie 5 stóp szerokości, kosztował 115 dolarów za noc co jak na warunki singapurskie było wyjątkowo tanio.
Widok z okna hotelu 5 foot inn na Chinatown , w głębi Budda Tooth relic Temple
Z okna miałem wspaniały widok na starą dzielnicę chińską, po prawej miałem świątynię hinduską pięknie podświetloną zmieniającymi się kolorowymi światłami nocą. Po lewej świątynię buddyjską „Budda tooth relic temple” jedna z najważniejszych chińskich świątyń w Singapurze. W głębi kościół metodystów i nieco dalej, ale również widoczny meczet. Podobny widok miałem z tarasu śniadaniowego na dachu, gdzie serwowano znakomite śniadania. Obiady w cenie od 15 do 25 dolarów jadałem w Peoples park na terenie właściwego Chinatown po drugiej stronie ulicy. Z hotelu miałem wszędzie blisko, zarówno nad zatokę, zabudowaną wieżowcami, jak i do historycznego centrum. Jedynie do „Little India”, na handlową ulicę „Orchard street, Sentosę i do „Garden on the Bay” musiałem jechać metrem. Jeździłem głównie linia niebieską i fioletową ruszając z przystanku Chinatown.
Marina Bay i City. Po lewej opera
W tym pięknym mieście spędziłem niecałe 4 dni (3 noce). Miasto wywiera niesamowite wrażenie, mimo że ogromne człowiek nie czuje się w nim zagubiony. Cała infrastruktura jest nastawiona na zapewnienie wygód mieszkańcom. Jest schludnie i niespotykanie czysto. Urodą i położeniem prześciga Sydney czy San Francisco. W sercu miasta znajduje się rozległa zatoka, której brzegi są szczelnie zabudowane wieżowcami u stóp których znajdują się przytulne knajpki. W przeciwieństwie do zabudowy Nowego Jorku nie widać to chaosu, ale wspaniały zamysł architektoniczny. Byłem w listopadzie, wiec codziennie padało po południu przez około godzinę – półtorej Deszcz potęgował wrażenie czystości, zieleń była soczysta a szklane ściany wieżowców lśniły blaskiem.
Po południowej stronie Marina Bay biegnie aleja spacerowa Olimpic Walk
Dalszy ciąg Olimpic Walk. Futurystyczna konstrukcja Mostu
Natomiast w nocy Singapur wygląda olśniewająco, świątynie, zabytki i obiekty kulturalne są podświetlone, w wieżowcach zapalone są światła, w zatoce odbijają się kontury budynków. Przy Merlionie znajduje się taras widokowy na pomoście wychodzącym głęboko w zatokę z którego zarówno w dzień jak i w nocy można podziwiać uroki miasta.
Marina Bay nocą z figurą symbolu miasta Merlionem na pierwszym planie.
Garden on the Bay nocą z drzewami wieżami.
Jednak najciekawiej nocą wyglądają sztuczne drzewa a w zasadzie wieże imitujące drzewa w „Park on the Bay”. Park ten koniecznie należy zobaczyć zarówno w dzień jak i w nocy. Hotelu Shangri La gdzie maja spotkać się prezydent Tramp z Kimem numer 3 nie widziałem, natomiast zachwycił mnie hotel Three Towers na końcu zatoki Marina Bay Sands. Trzy olbrzymie wieżowce przykryte są łączącym je tarasem jak kapeluszem z basenami i restauracjami i zapierającym dech w piersi widokiem. Spędziłem też cały dzień na Sentozie najdalej wysuniętej na południe wyspie skąd można dostrzec Sumatrę po drugiej stronie cieśniny Malakka. Ale Na tę wyspę, Garden on the Bay i świątynie chińskie i hinduskie poświęcę oddzielny wpis.
Welcome to Singapore
Zwiedzić Singapur od zawsze było moim marzeniem, złożyły się na to i powieści Conrada i książki podróżnicze, wojenne (Król szczurów), tęsknota za jakąś niewyobrażalną egzotyką, ale także chęć konfrontacji z posiadaną wiedzą historyczną i geograficzną, potrzeba dotknięcia i zbadania przyczyn niesamowitego sukcesu gospodarczego oraz harmonijnego współżycia różnych nacji i religii. Wcześniej byłem w Malakce, która kiedyś była większym i ważniejszym portem w tym rejonie niż Singapur. Ale to pułkownik Raffles odkrył to miejsce, które było malarycznym, bagnistym terenem, dostrzegł w nim potencjał i znakomite położenie, jego zdolność przewidywania, potęga Anglii chroniąca to miejsce i niebywała pracowitość Chińczyków ściągniętych to do pracy uczyniły miasto czymś na kształt przedsionka raju. Obecnie miastem rządzą Chińczycy nie mający nic wspólnego z komunistycznymi Chinami, system władzy nazwałbym miękką, oświeconą dyktaturą (chyba jest to spełnione marzenie Korwina).
Domy dzielnicy kolonialnej
Imigranci muzułmańscy nie są wpuszczani, Malajowie z Jahor przyjeżdżają codziennie do pracy a potem wracają do domu. Wszelkie ekscesy religijne są bezwzględnie likwidowane. Stosuje się kary cielesne, posiadanie narkotyków jest surowo karane. Szkolnictwo kwitnie, ochrona zdrowia jest na najwyższym poziomie i niespotykana swoboda gospodarcza. Niestety nie czytałem gazet, więc nie mogłem wyrobić sobie opinii ani na temat rzeczywistych problemów ani na temat życia społecznego. Ten eksperyment trwa już dostatecznie długo, żeby można było mówić o jego względnej stabilności.
Przejście graniczne z Malezją
Figura opiekunki (patronki ) Singapuru w świątyni Budda Relic tooth Temple











Dodaj komentarz