Ten post jest o skutkach globalizacji i do czego ona prowadzi. Nie roszczę sobie pretensji, że ujmę wszystkie zjawiska. Będę jednak chciał pójść trochę śladami angielskiego historyka Toynbee, który pisał o wzroście i upadku cywilizacji historycznych.
Jeśli ktoś myślał, że Internet spowoduje rozpowszechnienie się wiedzy i edukacji i triumf racjonalizmu to głęboko się mylił. W demokracji głos głupca i mędrca są sobie równe a ponieważ głupców mamy więcej i mądrość jest powściągliwa to głupota rozpowszechnia się szybciej czego pierwszym skutkiem jest powszechny analfabetyzm kulturowy. Jest to skutek niezamierzony i raczej nieprzewidziany, ale został twórczo wykorzystany.
Kto chce widzieć tylko pozytywne skutki globalizacji niech polega tylko na oficjalnych informacjach lub z Wikipedii na ten temat. Ja będę pisało o niektórych negatywnych jej skutkach. Globalizacja niesie nie tylko zmiany gospodarcze i rynkowe, dotyka wszystkich dziedzin życia społecznego i indywidualnego. W takiej postaci jaka teraz jest staje groźna dla ładu światowego. Na początku, gdy odbywała się spontanicznie korzyści przeważały nad wadami. Kiedy wielkie grupy interesów i potężne międzynarodowe korporacje przejęły nad nią kontrolę i sterowanie inicjując szereg procesów o podłożu ideologicznym stała się wyjątkowo szkodliwa i niebezpieczna, bo w jej ramach postanowiono przemodelować człowieka i narzucić mu nowe zasady życia. Zaczęło się od zarządzania strachem o życie.
Strach musiał objąć wszystkich stąd skupienie się na klimacie i „ginącej” planecie. Pandemia spadła jakby z nieba, chyba, że została stworzona a teraz znowu jakby spadł z nieba kryzys paliwowy i żywnościowy. „Głód, głód czeka Afrykę i Bliski Wschód” wołają tytuły w mediach.
Efekty takiego sterowania globalizacją to duża podatność na kryzysy gospodarcze, co teraz ma miejsce, migracje ludności na niespotykaną skalę, że tylko wymienię te dwa ekonomiczne skutki. Widzimy przerwane łańcuchy dostaw (kto do niedawna słyszał o tych łańcuchach), uzależnienie od produkcji w Chinach, pogłębiona nędza w najbiedniejszych państwach afrykańskich, które całkowicie uzależniły się od pomocy państwo bogatych i gdzie nawet własny drób został zastąpiony przez importowany mrożony i których głównym produktem stali się nielegalni emigranci ekonomiczni w Europie. (Dlatego Afryka, która jest ofiarą globalizacji tak łatwo ulega rosyjskiej propagandzie w obecnej wojnie). Konsolidacja bogactwa w nielicznych rękach, zanik klasy średniej i społeczeństwa obywatelskiego, wzrost wpływów politycznych wielkich korporacji międzynarodowych (szczególnie hi tech), podporządkowanie większości mniejszościom, Kolejną wadą jest zanikanie różnorodności zarówno pod względem kulturowym jak i gospodarczym: znikają lokalne firmy a lokalni przedsiębiorcy dołączają do krajowego proletariatu. Rozbudzony konsumpcjonizm deformuje życie społeczne, powoduje nadmierną eksploatację środowiska naturalnego, przyśpiesza polaryzację.
Niesłychanie szybkie tempo postępu technologicznego praktycznie w każdej dziedzinie funkcjonowania człowieka a w szczególności możliwości komunikowania się i transportu spowodowało a w zasadzie przyśpieszyło globalizację. Odległość przestała mieć znaczenie w przepływie informacji, idei ale też dóbr, pieniędzy i …..chorób. Indywidualne środki przekazu dostępne dla każdego i Internet spowodowały, że informacja albo ściślej przekaz mogły dotrzeć w tym samym czasie do każdego. Zanikają filtry medialne, nie ma już przesiewania informacji ze względu na jej prawdziwość, wiarygodność czy znaczenie. Znikły namysł, refleksja i badanie pod kątem obiektywizmu. Głupota została zrównana z mądrości a wiedzy przeciwstawiono ideologię. Nauka dostała się w ręce szarlatanów, więc nawet nie można przeprowadzić weryfikacji rozpowszechnianych (Fake) newsów. Nie ma już autorytetów są tylko kupieni eksperci z organizacji międzynarodowych, których wiedza przesiąknięta jest ideologią i oderwana od kontekstu.
Globalizacja zamiast zbliżać ludzi raczej ich oddaliła od siebie. W zastraszającym tempie postępuje atomizacja niegdyś zwartych społeczeństw. Smartfony umożliwiły komunikację bez kontaktu osobistego.
Rugowanie chrześcijaństwa, które spajało społeczeństwa zachodu jest świadomym aktem panujących już ideologii, które przejęły rząd dusz w wielu krajach europejskich w Kanadzie i USA. Odrzucenie narodowych tradycji i ideologie którym globalizacja ułatwiła rozwój doprowadziły do rozprzestrzenienia się na szeroką skalę zmian społecznych w tym walki z rodziną i rozpowszechnienia życia w samotności (singularity) – pojedynczo bez zobowiązań oraz kryzysu demograficznego. Powstałe ideologie zaczęły przybierać formę religii z nową moralnością, dogmatami, których nieprzestrzeganie powoduje represje. Są już kapłani, gorliwi zeloci, struktura jest w trakcie tworzenia, pojawiają się pierwsze rytuały i rozpoczyna się prześladowanie wyznawców starej religii. Niedługo powinny pojawić się herezje. Już mamy do czynienia z pogardą i odczłowieczaniem inaczej myślących. Tworzy się substytuty problemów społecznych które zastępują prawdziwe problemy a wobec myślących inaczej obowiązują wytyczne ujęte hasłami „cancel culture” i „no platform” . To wszystko jest widomym dowodem upadku naszej cywilizacji zgodnie z kryteriami opisanymi przez Toynbee w jego fundamentalnej pracy – „Studium Historii”. Oczywiście twórcy nowej religii twierdzą coś wręcz przeciwnego – nie tylko chronią cywilizację ale ratują planetę i poszerzają wolności. Zamieniają „człowieka – istotę społeczną” ( jest bardzo ciekawa książka sprzed kilku dekad pod tym tytułem autorstwa Aronsona), na człowieka istotę globalną. O ile ten pierwszy był głęboko zakorzeniony w swojej rodzinie i wspólnocie, to człowiek globalny nie musi już mieć rodziny, nie należy do wspólnoty, jest singlem, mile widziany jest aktywista broniący ludzi i spraw, które nie potrzebują obrony. Aktywista zamknięty w swojej bańce kontaktowej, w której ton nadają guru – szamani reprezentujący dane plemię. I tak osiągnięcia kulturowo- cywilizacyjne stają się nieistotne, bo wszystko podlega reinterpretacji nie ze względu na to, że pojawiły się obiektywne kryteria, ale widziane przez pryzmat ideologii, która jest de facto religią rodzącej się nowej cywilizacji będącej w początkowej fazie barbarzyńskiej ekspansji.
Wszystko zmierza do nowego globalnego porządku – Rosjanie rozpoczęli wojnę bo mogli być z niego wykluczeni jako globalni rozgrywający. I ta wojna jest wojną poprzedzającą III wojnę światową.
W nowym porządku państwo jest niepotrzebne, musi zniknąć. Stąd tępienie patriotyzmu i nacjonalizmu a rozpowszechnianie się ojkofobii (według definicji Rogera Scrutona). Dla „obywateli świata” państwa są przeszkodą. Jest to metoda na zlikwidowanie demokracji realnej, w której obywatele wybierają swoje władze. W świecie globalnym nie będzie żadnych wyborów rządu światowego. Metoda została przećwiczona w Unii Europejskiej. Komisja Europejska pochodzi z zakulisowych przetargów i niejasnych kryteriów nominacji i oni uzurpują sobie prawo do kontrolowania władz wybieranych podczas wyborów w poszczególnych krajach.
Ojkofobia występuje nie tylko w Polsce i innych małych krajach. Amerykański historyk Victor Davis Hanson skarży się, że ogarnia ona elity partii demokratycznej, wszelkiej maści miejskich aktywistów, tak zwanych postępowych profesorów na amerykańskich uniwersytetach. Przodują w tym wybierani do Kongresu imigranci w pierwszym pokoleniu. (link do wypowiedzi Hansona: https://www.youtube.com/watch?v=DATW7yryK-s ). W USA występuje jeszcze inne zjawisko. Szefowie i właściciele wielkich biznesów nie mieszkają w okolicach gdzie są ich przedsiębiorstwa. Jak mówi niektórzy z nich lepiej znają topografię np. Szanghaju niż swoich rodzinnych stron. Hanson oskarża też szefów big techu o wrogi stosunek do demokracji.
Bogactwo, media, akademia (uniwersytety) i big tech tworzą bardzo wpływowy blok w USA. (The power of wealth in America is behind antidemocratic views.) Partia Demokratyczna, która się stała partią bogaczy o lewicowych poglądach uważa, że demokracja nie daje im pożądanych rezultatów. Biznesy są tak wpływowe w kreowaniu opinii, że demokracja jest niepotrzebna i staje się przeszkodą w osiąganiu pożądanych celów – skoro można za np. sto milionów dolarów osiągnąć pożądane zachowanie opinii publicznej to po co ta demokracja. Mają tak dużo pieniędzy, że mogą przeznaczyć każdą sumę na zamierzony cel tym bardziej, że uważają ze chcą dobra innych nic więcej. Oczywiście ci których chcą uszczęśliwić nie uświadamiają sobie potrzeby a raczej konieczności tego dobra. Nienawidzą klasy średniej, bo uważają, że brak jej kultury i wyrafinowania – poczucia złożoności świata i problemów, które oni znają i rozumieją. Oni wierzą w międzynarodową elitę, nie mają empatii dla narodowej tradycji.
Dezindustrializacja i przenoszenie produkcji do krajów gdzie jest tania siła robocza zabrnęło tak daleko, że w czasie pandemii Covida poszczególne państwa nie miały gdzie u siebie wyprodukować maseczek do twarzy. Wojna rosyjsko- ukraińska pokazuje, że nawet Rosja nie jest samowystarczalna gospodarczo i całą elektronikę kupuje na Zachodzie: na dłuższą metę nie będzie w stanie prowadzić wojny. Każdy konflikt i kryzys będzie powodował problemy po stronie odbiorców i dostawców. Jeden dostawca, który staje się monopolistą może dyktować ceny przy dużym zapotrzebowaniu, ale przy spadku zapotrzebowania będzie podatny nie tylko na straty ale i wzrost bezrobocia dużo bardziej niż we wcześniejszej fazie gospodarki rynkowej.
Mamy więc pierwszy o wielkiej skali kryzys wywołany przez ideologie towarzyszące globalizmowi. Jeśli nie nastąpi korekta to będziemy mieli do czynienia albo kontrrewolucją albo z III wojną światową. Współczesne elity straciły instynkt samozachowawczy jaki miały elity po doświadczeniach rewolucji październikowej i drugiej wojny światowej. Tamte elity czuły respekt przed zwykłymi szarymi ludźmi, sądzę nawet, że ich się bały więc były dalekie od ich drażnienia i prowokowania. Obecne zatraciły tę postawę: świadomie prowokują, okazują swoją pogardę, nisko oceniają, zresztą są przekonani że wiedzą lepiej i działają dla dobra tych ludzi.
Powołują się na zastępcze autorytety, którymi są siedzące w ich kieszeni instytucje międzynarodowe. Widzieliśmy jak w czasie pandemii firmy farmaceutyczne posługiwały się Światową Organizacją Zdrowia. Profesor Furedi tak tę postawę wielkich korporacji ujmuje: „to nie my tak mówimy, tylko Międzynarodowy Fundusz Walutowy, to Unia Europejska, Union Investor, Trybunał Sprawiedliwości, prawa człowieka, naukowcy itd. Oni są ekspertami, trzeba ich słuchać.”
W Polsce mamy ostatnio słynne dwie wypowiedzi: przedstawiciela elity biznesowej właściciela Comarchu Filipiaka. Który powiedział, że „Polacy powinni żreć mniej mięsa”. I wypowiedź przedstawicielki elity literackiej – Olgi Tokarczuk: „piszę swoje książki dla ludzi inteligentnych, którzy myślą, którzy czują, którzy mają jakąś wrażliwość. Uważam, że moi czytelnicy są gdzieś do mnie podobni. Piszę do swoich krajanów” Ktoś napisał że obie te postaci prezentują „Potęgę „elit” w pigułce”. A propos Tokarczuk – kilkakrotnie zabierałem się do czytania jej książek i nigdy nie zdołałem przebrnąć dalej niż pierwszych kilka stron. Arogancja tych świadomych swej bezkarności ludzi wynika z tego, że są w stanie nadawać ton mediom społecznościowym, sterować opinią publiczną, odwracać uwagę od spraw istotnych dla ludzi skupiając ją na fałszywych priorytetach. Na razie jeszcze udaje im zastępować zasadę rzeczywistości zasadą przyjemności. Sądzę jednak, że osiągnęliśmy już masę krytyczną sprzeciwu. „Ta postać demokracji, w jakiej zastygło życie polityczne ostatnich dziesięcioleci, niedługo się wyczerpie” przeczytałem w jednej z moich lektur. Potrzebny jest tylko impuls wyzwalający. Kiedy on przyjdzie i skąd jest wielką zagadką.
Protesty rolników w Holandii wskazują raczej na większe prawdopodobieństwo kontrrewolucji niż wojny. Holenderski rząd chce wybić jedną trzecią pogłowia bydła i świń, żeby ratować klimat konieczne jest ograniczenie produkcji gnojówki według bardzo postępowego rządu holenderskiego. Czyż nie byłoby to wspaniałe i wiekopomne, że losy normalnego świata mogą rozstrzygnąć się w walce o g…o!!!.
Dodaj komentarz