SRI LANKA EGZOTYCZNA: DAMBULLA I SIGIRIYA

wpis w: Podróże, Religia i sztuka | 0

Na Cejlonie znalazłem się w celach wypoczynkowych i trochę z ciekawości, żeby zobaczyć skutki tsunami z 2004, co to za straszne zjawisko zaliczane do największych klęsk żywiołowych. Prawie nie brałem pod uwagę zwiedzania kraju, bo nawet nie przeczytałem żadnej książki ani przewodnika na temat wyspy. Oczywiście docierały do mnie komunikaty z długoletniej wojny domowej na północy wyspy między Syngalezami i Tamilami, znałem melodyjnie brzmiące nazwisko słynnej premier Sri Lanki pani Sirimavo Bandaranaike. No i wiedziałem, że Cejlon był kolonią brytyjską a limitowaną niepodległość uzyskał tak jak Indie w 1948. Niezależną republiką stał się niemal 20 lat później. Usprawiedliwia mnie to, że żaden epizod z historii Sri Lanki nie był na tyle oryginalny, żeby przedrzeć się do skarbnicy ogólnoświatowych doświadczeń ludzkości. W 2005 roku nie było jeszcze Internetu ani Wikipedii. Jednak już na miejscu okazało się, że jest to bardzo ciekawy kraj, spokojni i łagodni ludzie – trudno było zrozumieć dlaczego toczy się jeszcze wojna domowa, ludność jest wieloreligijna z miażdżącą przewagą najstarszej wersji buddyzmu „therawada” takiego jak w Tajlandii i Kambodży, przyroda jest zachwycająca, klimat zróżnicowany: na wybrzeżu tropikalny, w głębi wyspy całkiem przyjemny. Historia kraju również interesująca a pamiątki z przeszłości sięgają ponad dwóch tysięcy lat wstecz, niektóre są w całkiem dobrym stanie i ulokowane w przepięknych miejscach, na górach i w jaskiniach. Wszystkie najciekawsze obiekty i kolejne stolice królestwa znajdują się w centralnej części wyspy w promieniu około 100 kilometrów od ostatniej przed Colombo stolicy królestwa Candy. Znanych z imienia królów było ponad 180, przy czym były okresy, ze na wyspie istniało kilka królestw.

Opowiem o dwu moim zdaniem najbardziej interesujących miejscach położonych niedaleko siebie (19 kilometrów) Dambulli i Sigiriyi. W pierwszym miejscu znajduje się najstarszy i nieprzerwanie funkcjonujący do dziś klasztor buddyjski i Złota Świątynia mieszcząca się w jaskiniach pod olbrzymim nawisem skalnym. Drugim jest zjawiskowa Lwia Skała samotnie górująca nad rozległą doliną z której roztacza się zachwycająca panorama na porośniętą dżunglą, osnutą gdzieniegdzie mgiełką dolinę zamkniętą dookoła mieniącymi się różnymi odcieniami błękitu górami. Skała ta w szóstym wieku służyła za warownię chroniącą stolicę rozlokowaną u jej podnóża.

Dambulla nierozerwalnie wiąże się z przyjęciem buddyzmu przez lankijskich władców. Według podań „apostołem” buddyzmu na Sri Lance był syn słynnego władcy Indii Aśoki – Mahinda. Stąd wnioskuje się, że działo się to w okresie trzeciego, drugiego a nawet pierwszego wieku przed Chrystusem. Nie będę wymieniał żadnych władców, bo to nie ma sensu i niczemu nie służy – ich imiona są za trudne dla nas do zapamiętania i wymówienia, poprzestanę tylko na stwierdzeniu, że proces powstania klasztoru przebiegał typowo. Ufundował go władca, który w tym miejscu znalazł schronienie przez kilkanaście lat. Gdy powrócił do władzy sfinansował utrzymanie mnichów i dostosowanie jaskiń do celów religijnych. Lokalizacja jaskiń jak wszystkich miejsc, wszędzie na świecie, wybieranych do celów kultu jest fantastyczna. W sumie nawet nie powinno się ich nazywać jaskiniami czy grotami, bo świątynie, których jest pięć znajdują się pod nawisem skalnym długim na ponad 120 metrów i sięgającym w głąb skały w niektórych miejscach na dwadzieścia parę metrów. Wysokość jest zmienna dochodząca do 7 metrów. Nawis niegdyś otwarty, w 1938 roku został zabudowany na całej długości ozdobną architektonicznie ścianą i werandą z oknami, kolumnadą połączoną łukami i czterema wejściami. A szkoda, bo świątynia w ten sposób bardzo straciła na swojej oryginalności. Ta wnęka znajduje się u stóp stumetrowej skały i prowadzi do niej od wschodu wysokie na 50 metrów podejście po łagodnym zboczu. Z pozostałych stron dziedziniec przed świątynią kończy się urwiskami. Wnęka skierowana jest na południe. Promienie o wschodzie i zachodzie słońca wpadają do świątyni wywołując grę świateł na malowidłach i figurach. Od północy poza urwiskiem na wysokim wzniesieniu stoi olbrzymi posąg Buddy, obok niego stupa i budynek muzeum.

Wejście do trzeciej jaskini w Dambulla

Wyraźnie widoczny nawis skalny

Dwa zdjęcia leżącego Buddy z pierwszej jaskini obrazujęce jego rozmiary

Zdjęcia tej samej stupy i wnętrza drugiej jaskini Wielkiego Króla przy innym oświetleniu oraz przed i po renowacji

Druga i trzecia jaskinie: zestawienie dwóch rzędów figurek Buddy pod ścianami

Wśród posągów Buddy figurka fundatora (w koronie) zdjęcie z Internetu

Przed renowacją

Drugi leżący Budda z jaskini 4Ogólny bałagan i freski na sklepieniu – tak też było podczas mojej wizyty. zdjęcie z Internetu

Część powierzchni świątyń jest naturalna, ale w różnych okresach jaskinie były powiększane a posadzki wyrównywane. Leżący czternastometrowy Budda wykuty w skale pochodzi prawdopodobnie z okresu IX – XII wieku. Nie jest do końca wiadome czy są jakieś figury Buddy pochodzące z początkowego okresu świątyń. Na pewno królowie Candy przeprowadzili gruntowną renowację świątyń w XVIII wieku a w XIX, XX i całkiem niedawno kilkakrotnie czyszczono i konserwowano figury i murale. Malowidła ścienne i na sufitach pokrywają olbrzymią powierzchnię ponad 2100 metrów. Zdecydowaną większość malowideł stanowią zawiłe dekoracyjne wzory a wśród nich wizerunki Buddy i bodisattwów. Są przedstawione sceny z życia Buddy i mitologia z nim związana. Przeważają złote i czerwone barwy. Malowidła wykonane są głównie temperą i technikami których nie znam. W niektórych miejscach widać, że były wielokrotnie przemalowywane. Podobnie jeśli dobrze przyjrzeć się figurom Buddy można zauważyć wiele warstw farby. Niektóre figurki są pozłacane. Istnieje przekaz historyczny o zleceniu przez kilku królów pozłocenia figur. W opisie świątyń podaje się, że wszystkich figur jest 157 z tego 153 samego Buddy: leżącego, siedzącego i stojącego z rękami ułożonymi we wszystkich klasycznych pozycjach mudry. (o mudrach jest bardzo dużo opisów w Internecie – prezentują one różne stany świadomości i nastawienie do rzeczywistości – warto przeczytać, że np. układem dłoni można odeprzeć złe duchy). Wszystkie postaci są bardzo sformalizowane, używając potocznego określenia „pod jedno kopyto”. Tu nie należy dopatrywać się sztuki, raczej należy podziwiać dwa i pół tysiąca lat absolutnej niezmienności. Na pewno czuć tam ducha czasu i przemawia unikalność tego miejsca. Nic dziwnego, że jest to religijne i duchowe centrum Sri Lanki.

Ta nazwana Złotą świątynia składa się z pięciu nazwijmy to grot, które nie do końca są oddzielone jedna od drugiej. Na załączonym planie przedstawiam ich układ. W pierwszej od wschodu i jednocześnie od wejścia nazwanej Boskiego Króla znajduje się wykuty ze skały leżący Budda i parę innych figur. Jest to najstarsza świątynia i odizolowana od drugiej litą skałą Druga grota jest najrozleglejsza, najwyższa, najlepiej zagospodarowana i udekorowana – nazwano ją grotą Wielkiego Króla. Trzecia grota została znacznie powiększona w ciągu dziejów i nazywa się Wielką Nową Świątynią. Figury Buddy stoją w niej na podestach wzdłuż czterech ścian. Groty druga i trzecia przedzielone są sztucznym murem. Groty czwarta i piąta stanowią jakby skrzydło w stosunku do poprzednich, są znacznie późniejsze i mało ciekawe. Przypuszczalnie były niewielkimi grotami i mieszkaniami mnichów, które decyzją jakiegoś króla zostały znacząco powiększone i zamienione w „kaplice”. W niedostępnej dla turystów części wzgórza znajdują się jeszcze inne jaskinie, dużo mniejsze, doliczono się ich ponad osiemdziesiąt. Prawdopodobnie są efektem zjawisk krasowych, bo skała jest wapienna. poniżej skały z jaskiniami na północny wschód od nich stoi kiczowaty 30metrowy posąg Buddy a obok muzeum z mylącym napisem Złota świątynia

widok z dziedzińca świątyni na północ i na południe

Kiedy zwiedzaliśmy świątynie, prawie nie było turystów, w środku panował półmrok, tylko część oświetlenia była włączona, nie można było zrobić zdjęć z szerszym planem nawet lampa błyskowa była za słaba, dlatego część prezentowanych przeze mnie zdjęć jest wzięta z oficjalnych prezentacji lankijskich albo z Internetu. Wiem, że w 2009 roku oczyszczono wiele malowideł i dokonano renowacji większości figur a nawet posadzek i poprawiono oświetlenie. Wtedy, w 2005 roku można było dostrzec wyblakłe kolory, osady pyłu i brudu na podestach i figurach. I to sprawiało, że miejsce tchnęło autentycznością.

Lwia Skała Sigiryia z daleka, zdjęcie z Internetu

Zdjęcie Sigiryi z lotu ptaka. Autor zdjęcia Binuka

Zdjęcie z odległego wzgórza na Sigiryię. Zdjęcie z Internetu

Podejście do skały

Obrazki z podejścia pod skałę

Kolaż pokazujący metalowe schody prowadzące na górę

Widok z góry na drogę prowadzącą do skały

Tuż przed deszczem

W połowie wysokości skały znajduje się grota z freskami przedstawiającymi nałożnice królewskie

Sigiryia to całkiem co innego, jeśli użyć przenośni to o ile Dambulla jest miejscem prezentującym pierwiastek yin o tyle Sigiriya nosi cechy pierwiastka yang z większością s właściwości i znaczeń jakie im się przypisuje. Takie było moje pierwsze skojarzenie jakiego doznałem chociaż te pierwiastki należą do innej bo chińsko-koreańskiej kultury. W Sigiryi oddycha się pełną piersią, jest przestrzeń, rozległe widoki, nie idzie się w głąb, ale wspina w górę. To wyzwanie do pokonania, potężna skała rzucająca to wyzwanie. Skała wyrastająca z płaskowyżu porośniętego dżunglą. Forteca nie do zdobycia jednak zdobyta. Przypomina historię krótkotrwałego królestwa z bratobójczą walką w tle. Na tle otaczającej przyrody obecnie całkowicie drugoplanowa nawet nie warta opowieści chociaż może stanowić ostrzeżenie przed hedonizmem. To krajobraz, który przyprawia o zawrót głowy. Po dojściu przez niezamieszkałe ruiny miasta do podstawy skały okazuje się, że wspinaczka po metalowych schodach jest trywialna i psuje wrażenie jakie się ma podziwiając skałę zbliżając się do jej podstawy. Odzyskuje się humor na szczycie, nie ze względu na oglądanie znajdujących się tam kolejnych ruin, ale z powodu roztaczających się przed twoimi oczami widoków. I tu również miałem skojarzenie z uciążliwym wejściem na Masadę w Izraelu – wtedy widoki Morza Martwego i otaczających gór rekompensowały trudy wspinaczki, tak krajobrazy środkowego Cejlonu oglądane z Sigiryi rekompensowały pot, wysiłek i okropne metalowe schody. Zawsze napotykam na trudności przy opisie takich zjawiskowych miejsc, żeby oddać wrażenia jakie wywołują. Zachwyt niecodziennym pięknem wywołujący wręcz religijne przeżycie. Jest to niewątpliwie dodające energii doznanie, kierujące myśli ku Stwórcy. Czy piękno może być dziełem przypadku? Bardzo wątpliwe. Dlaczego oglądając piękno przyrody człowiek czuje wewnętrzną radość i błogi spokój? Dlaczego takie widoki uskrzydlają? Powodują nawet euforię. Tak, ale ten opis nadal nie wyczerpuje wszystkich odczuć. To coś patrząc z obecnej perspektywy parę razy już mi się przytrafiło: podczas oglądanie wschodu słońca na górze Synaj, wschodu słońca nad krymskim Czatyrdahem ze statku i zachodu słońca w Luang Prabang ze wzgórza Phu si i w paru jeszcze innych „zwyczajnych miejscach”.

Takie widoki roztaczały się ze skały w przebłyskach słońca po deszczu. zdjęcie z Internetu

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *