Zamieszczam opis mojego pobytu we Francji w ramach tak zwanego stażu związkowego. Jest to zapis mojego wystąpienia na konferencji PAN w 2018 roku poświęconej zagranicznym związkom Solidarności. Tekst ten został opublikowany w książce „Zagraniczne związki SOLIDARNOŚCI” wydanej w tym roku w wydawnictwie Uniwersytetu Jagielońskiego
Mój wyjazd do Francji nastąpił prawie dokładnie w dwa lata po zamordowaniu księdza Jerzego Popiełuszki i w okresie znaczącego spadku aktywności związkowej w Polsce – substytutem dla aktywnych działaczy Solidarności w fabrykach stawały się Rady Pracownicze. Jedyna dziedzina działalności jeszcze względnie funkcjonująca to kolportaż podziemnej prasy i literatury. Ponieważ tę część działalności nadzorowałem i osobiście nią się zajmowałem to mogę jeszcze teraz przytoczyć liczby. O ile jeszcze w 1982 i 1983 roku rozprowadzaliśmy w zakładzie około pięciuset egzemplarzy różnych pism podziemnych tygodniowo to w 1986 było ich już tylko około dwustu. Zanikała masowość a tworzyła się swoista elitarna zawodowa konspiracja. Chociaż coraz więcej z nas starało się działać jawnie, np. w kwietniu 1986 roku podpisałem wraz z innymi piętnastu osobami petycję o wyrażenie zgody na manifestację pierwszomajową Solidarności.
Byłem żołnierzem Solidarności a nie członkiem sztabu więc niewiele wiedziałem ani też się interesowałem relacjami międzynarodowymi podziemnych władz Solidarności. Jednak nie sposób było nie zauważyć, że wzrastała aktywność Solidarności na arenie międzynarodowej.
Nie jestem w stanie podać szczegółów jak doszło do zakwalifikowania mnie na staż związkowy w Paryżu. Nie pamiętam kto był inicjatorem mojego wyjazdu. Wydaje mi się, że zaproponował ten staż Henryk Wujec (wtedy dość często kontaktowałem się z nim) czy też ktoś związany z prasą podziemną albo z redakcji „Woli” do której pisywałem od czasu do czasu albo ktoś z „Tygodnika Mazowsze”. Poinformowano mnie o zawarciu umowy o współpracy między Solidarnością i centralami lub centralą związków zawodowych we Francji, na podstawie której możliwe jest odbycie stażu związkowego w powiązanych branżowo firmach. Staż miał polegać na kilkutygodniowym pobycie we Francji na zaproszenie i koszt związków zawodowych działających w konkretnych zakładach przemysłowych pokrewnych do tego w którym pracował wyjeżdżający. Bardzo ogólnikowo zasugerowano program pobytu. „Emisariusz” miał zapoznać z podstawami prawnymi funkcjonowania związków we Francji, uprawnieniami związków, zasadami działania, metodami obrony interesów pracowniczych i formą organizacji czy samoorganizacji. Nie wiedziałem, że jest to umowa między Solidarnością a CFDT, czyli socjalistycznym związkiem. Nie wiedziałem jaki był zakres umowy, ani nie zaprzątałem sobie głowy strukturą związkową we Francji.
Nie wiem też jak to się stało, że po czterech odmowach otrzymałem paszport i to w sytuacji gdy byłem zesłany (oddelegowany) z mojego zakładu pracy do Huty Szkła w Ożarowie gdzie z nudów zacząłem się uczyć francuskiego. Huta ta miała wydział wojskowy, gdzie z dużymi perturbacjami prowadzono rozruch linii pilotażowej do produkcji światłowodów do celów wojskowych.
W sobotę 22 września 1986 roku wyleciałem do Paryża – tam miałem spędzić około miesiąca. Przedtem przeżyłem upokarzające przeszukanie na lotnisku w Warszawie, kazali mi rozebrać się do naga i wykonywać przysiady. Na Orly odebrał mnie z lotniska osobiście Piotr Chruszczyński, który był dyrektorem delegatury Solidarności w Paryżu. Zapamiętałem go jako nadzwyczaj uprzejmego i przemiłego człowieka. Po przemianach w Polsce zastanawiałem się i nie mogłem zrozumieć dlaczego Piotr nie został ambasadorem Wolnej Polski we Francji. Teraz wiedząc kim był minister spraw zagranicznych Skubiszewski rozumiem.
Dwie noce spędziłem śpiąc u Piotra na podłodze w kuchni (mieszkał w jednopokojowym, komunalnym mieszkaniu przy placu d’Italy). Długo w noc dyskutowaliśmy na temat sytuacji w Polsce i szansach reaktywowania Solidarności. On opowiadał o sympatii i poparciu Francuzów dla naszego ruchu.
Odnośnie mojego stażu chyba nie wszystko do końca zostało przygotowane wcześniej, bo dopiero w poniedziałek znaleziono mi mieszkanie u Maurice’a Lamy w Antony pod Paryżem. Maurice należał do chrześcijańskich związków zawodowych, pracował jako inżynier w firmie RTC , która była powiązana z Philipsem lub nawet była jego filią w Paryżu.
Na miejscu po zakwaterowaniu u Maurice’a, podczas uroczystej kolacji z udziałem wielu osób dowiedziałem się, że staż będę odbywał właśnie w firmie RTC. Na tej kolacji byli przedstawiciele chrześcijańskich(CFTC) i socjalistycznych (CFDT) związków w tej firmie. Codziennie z moim gospodarzem Maurice’m dojeżdżałem z Antony jego samochodem do pracy na ulicy Ledru-Rollin, za wyjątkiem wyjazdów poza Paryż.
Następne oficjalne już spotkanie związkowe odbyło się w pomieszczeniu związkowym RTC na Ledru –Rollin. Wyjaśniono mi mój status, otrzymałem przepustkę, wypłacono mi kieszonkowe (chyba było to 500 franków)i dano talon na posiłki w firmowej stołówce, powiedziano, że koszty mojego pobytu w Paryżu ponosi CFDT z branży elektronicznej a najwięcej w tych kosztach będzie partycypowało CFDT w RTC. Przydzielono mi nawet biurko w pomieszczeniu, gdzie pracował Maurice. Powiedziano, że mogę uczestniczyć w cotygodniowych spotkaniach Komisji Związkowej (lub Zarządu), przysłuchiwać się i zadawać pytania. Zdaje się, że przedstawiono mi dość szczegółowy harmonogram pobytu i ustalono, że opiekować się mną będą Daniel Preclin z CFDT i Maurice Lamy z tym, że ten ostatni bardziej jako tłumacz na angielski, Tłumaczem też miał być Francois z CFDT, którego nazwiska nie zapamiętałem. Odbędą się Dwa spotkania wyjazdowe ze związkowcami z innych zakładów elektronicznych u nich na miejscu, terminy jeszcze do uzgodnienia. Jednym z zakładów na pewno miała być huta szkła kineskopowego w Bagneux pod Paryżem należąca chyba do Thomsona a drugim chyba zakład metalurgiczny, którego nazwy nie pamiętam. Cały pierwszy tydzień poświęcony był serii spotkań wprowadzających z „zarządem” CFDT w RTC a następny rozmowami w siedzibie związków branżowych sekcji firm elektronicznych CFDT. Organizatorem tych spotkań miał być Alain Lefevre. Poprosili mnie o pytania, jakie dziedziny szczególnie mnie interesują. Uwzględnili moją prośbę zostawienia paru dni na spotkania z przedstawicielami polskiej emigracji. Chciałem też zapoznać się z uprawnieniami i zasadami funkcjonowania „comitet d’enterprise” (coś jak nasze rady pracownicze) w zakładach.
Zależał mi też na poznaniu istotnych różnic w funkcjonowaniu związków we Francji i Polsce z czego one wynikają i jak wygląda praktyka na tle przepisów. A to najlepiej można było zrobić obserwując bieżącą aktywność: sposób rozwiązywania problemów, obserwować ich dyskusje w celu wypracowania stanowiska wobec pracodawcy, możliwości obrony indywidualnych pracowników przed zwolnieniem i według jakich zasad prowadzone są redukcje zatrudnienia. Chciałem rozpoznać ich uprawnienia i możliwości, procedury negocjacyjne, w ogóle cały system funkcjonowania związku w zakładzie. Z obszaru pozazwiązkowego najbardziej interesowały mnie zasady partnerstwa w zarządzaniu firmą, sposób powoływania, rola, uprawnienia i funkcjonowanie „Comite d’entreprise” w przedsiębiorstwach. Wyjaśniłem, że dużo się dyskutuje w Polsce na temat rad pracowniczych i wobec niemożliwości funkcjonowania wolnych związków zawodowych, spróbujemy opanować rady pracownicze w fabrykach i podjąć tam działalność quasi związkową i opozycyjną.
Daniel zasypał mnie różnymi dokumentami, z trudem brnąłem przez francuski, ale się nie zniechęcałem. Dokumenty te pozwalały przygotować mi pytania i potem za pośrednictwem Maurice’a jako tłumacza na angielski przedyskutować te zagadnienia z Danielem i innymi. Najlepszym forum dyskusyjnym były lunch’e. Niektóre przeciągały się sporo ponad ustaloną przerwę na lunch. Stosunkowo szybko ustaliła się metoda dyskusji, ponieważ przy każdym kolejnym lunch’u zawsze dosiadał się ktoś nowy, dyskusje związkowe przeplatane były pytaniami o sytuację w Polsce. Przy czym inżynierowie pytali podobnie jak potem pracownicy centrali branżowej o kwestie wcale nie związkowe a przede wszystkim polityczne i społeczne w Polsce. Dyskusje w pomieszczeniach związkowych odbyły się kilkakrotnie, zawsze po ich rutynowych spotkaniach i naradach. W sumie pozostawało mi mnóstwo wolnego czasu. Zostałem trochę puszczony samopas , ale to mi odpowiadało, bo mogłem organizować czas i zajęcia według własnych potrzeb. Oni przecież nie byli etatowymi związkowcami -mieli swoją pracę zawodową a działalność związkowa w ustabilizowanej firmie miała charakter okazjonalny. Komisja spotykała się , żeby pogadać, nie zapamiętałem żadnej istotnej sprawy do podjęcia i rozstrzygnięcia. W RTC nie zajmowano się produkcją, chyba było to biuro konstrukcyjne, projektowanie i dystrybucja gotowych wyrobów. Przeważali pracownicy umysłowi. Nie zaobserwowałem żadnych konfliktów. Powiedziałbym „raj związkowy”.
Uczestniczyłem w jednym posiedzeniu „comitet d’enterprise” w RTC (spotykali się raz na miesiąc). Niestety nie pamiętam agendy spotkania. Przyjął mnie też dyrektor do spraw pracowniczych wybrany przez tę Rade Pracowniczą, On mi wyjaśniał niuanse funkcjonowania i uprawnienia „comitet…” Kilkakrotnie przysiadał się do naszego stolika lunch’owego uczestnicząc w dyskusji.
Po prawej Alain Lefevre, w środku stażysta
Alain zorganizował zapowiadane dwa spotkania ze związkowcami – zapamiętałem wizytę w Bagneux. Co charakterystyczne dyskusja przebiegała w obu przypadkach w podobny sposób. Odniosłem wrażenie, że moje wypowiedzi wzbudzały niedowierzanie a także towarzyszyło im niezrozumienie. Nawet Brigitte, która tłumaczyła oba spotkania miała trudności z wytłumaczeniem pewnych kwestii słuchaczom. Rzecz dotyczyła zrozumienia sytuacji materialnej ludzi i braku swobód. Nawet nie chodziło o kartki na żywność i podstawowe produkty, bo te znali z opowiadań rodziców z okresu wojny, nie mogli zrozumieć bardzo niskiej siły nabywczej wynagrodzeń robotniczych i skromnego stanu posiadania robotników. Przecież oni by nie pracowali, za takie pieniądze, protestowali, sprzeciwiali się. Jak to większość robotników nie ma w domu telefonu, a posiadanie auta stanowi wyjątek? Różniliśmy się w pojmowaniu przyczyn takiego stanu rzeczy. Największa rozbieżność wystąpiła w pojmowaniu socjalizmu jako systemu społeczno-gospodarczego. Wydaje mi się, że dla słuchaczy socjalizm stanowił system oczekiwanej i docelowej szczęśliwości. Ja tłumaczyłem go używając tego określenia zamiennie z komunizmem jako system nieustannych niedoborów w zaopatrzeniu, niewydolności gospodarczej, braku szeroko rozumianej wolności i opresji wobec społeczeństwa, prześladowań, likwidacji pluralizmu politycznego. A przecież miałem do czynienia z socjalistami, to łatwo sobie wyobrazić jakie byłoby nastawienie komunistów z CGT. Przytaczałem im na dowód zmiany jakie gwałtownie następowały w Nikaragui pod rządami Daniela Ortegi. Zażartowałem nawet, że gdyby Daniel Preclin doszedł do władzy we Francji to zrobiłby to samo co Daniel Ortega. Żart ten trochę rozładował sytuację. Powiedziałem też, że tylko w kapitalizmie komunista Tati może być właścicielem sieci handlowej i miliarderem w socjalizmie na pewno siedziałby w więzieniu. Przejście na bezpieczniejszy grunt działalności czysto związkowej całkowicie rozładowało napięcie. Uznali za niedopuszczalne skazanie mnie na 15 miesięcy więzienia w zawieszeniu za zorganizowanie strajku. Stwierdzili, że u nich nie ma pojęcia strajk nielegalny i należy bronić swoich interesów wszelkimi metodami podając przykład zablokowania autostrady i wyrzucenia zawartości ciężarówek ze szkłem z obcej huty na jezdnię.
Inny przebieg miały spotkania w STRAMP siedzibie władz branży metalurgicznej CFDT. Pierwsze odbyło się następnego dnia po zaaklimatyzowaniu się w RTC. Alain i jego koledzy zdecydowanie lepiej rozumieli uwarunkowania „realnego socjalizmu”. Odżegnywali się od takiego socjalizmu, kładli nacisk na kwestie równości i właśnie solidarności. Dlatego nasza Solidarność tak ich urzekła i porwała. Że robotnicy razem z inteligencją tak zgodnie współdziałali i współpracują. Dziwaczne natomiast wydawały im się niektóre postulaty związkowe jak na przykład żądanie transmisji mszy świętej w telewizji. Nawiązując do zamordowania księdza Popiełuszki, z trudem im przychodziło zrozumieć rolę i zaangażowanie księży w ruch związkowy. Dużo łatwiej natomiast przyjmowali wyjaśnienie, że Solidarność nie jest wyłącznie związkiem zawodowym, ale ruchem wolnościowym, którego celem jest pozbycie się totalitaryzmu i przywrócenie demokracji i niepodległości. Wydaje się, że działaczom wyższego szczebla związkowego było bliżej do polityki aniżeli przyziemnych spraw związkowych. Z mojego punktu widzenia, zauważenie tego istotnego podziału ról stanowiło swoiste odkrycie. Co ciekawe, osoby na wyższych stanowiskach związkowych czuły się pewnie, nie odniosłem wrażenia, że obawiały się odwołania lub nie powołania na kolejną kadencję. Interesująco brzmiały ich opinie dotyczące struktury organizacyjnej związków. Jednoznacznie wskazywali na korzyści i przewagę struktury branżowej nad regionalną (tak jak mieliśmy w Polsce) w walce o interesy pracownicze. Strajk całej branży uniemożliwiał wygrywanie jednego zakładu przeciw drugiemu i pozwalał na wyrównywanie warunków i wynagrodzeń. Dziwili się sytuacji w Polsce, gdzie Solidarność zorganizowano w strukturę regionalną. Kolejne spotkania w STRAMPIE miały charakter bardziej towarzyski niż formalny.
ciąg dalszy nastąpi

Dodaj komentarz