Strajk w Polkolorze część III

wpis w: Solidarność | 0

Nie jestem w stanie opisać szczegółowo przebiegu strajku. Działałem jak w amoku. Po zebraniu w łączniku napisałem i podpisałem uchwałę Komitetu Strajkowego z naszymi postulatami i zaniosłem ją do dyrekcji. Potem była seria spotkań technicznych, ustalaliśmy ze Strażą Robotniczą metody zabezpieczania poszczególnych obiektów, sposób komunikowania się (mimo, że wewnętrzne telefony działały, uzgodniliśmy, że ważne informacje dodatkowo będą przekazywane przez posłańców). Bramy, wejścia i dziury w płotach objęliśmy szczególną ochroną. Do końca pierwszej zmiany wprowadziliśmy zakaz opuszczania zakładu (członkom dyrekcji i komisarzowi zezwoliliśmy na wychodzenie i powrót, mimo, że część z nas kategorycznie się temu sprzeciwiała). Nie pamiętam kto zajmował się aprowizacją, która działała bez zarzutu. Normalnie zupy regeneracyjne otrzymywali tylko pracownicy zmianowi, teraz wydawano je wszystkim.

Kuźniewska podjęła się utrzymywania stałego kontaktu z dyrekcją zakładu i sąsiednim strajkującym  zakładem – Laminą. Nie Kuszewski, który był wiceprzewodniczącym z ramienia Zelosu ( jego rola była dość dziwna, swoją droga nigdy mu nie ufałem) a Bogdan Nalepiński zajął się organizowaniem strajku w Zelosie.

Ponieważ prawie w każdym pomieszczeniu pracowników umysłowych i pomieszczeniach socjalnych robotników było radio – wszyscy słuchali i komunikatów rządowych i audycji radia Wolna Europa i Głosu Ameryki. Pierwszego dnia o różnych porach przyprowadzono do mnie dwóch młodych mężczyzn, z których pierwszy przedstawił się jako kurier od Zbyszka Bujaka, ale bez wyraźnych instrukcji, jedynie z informacją jakie zakłady strajkują w Warszawie. Za bardzo to było podobne do informacji radiowych, więc byłem bardzo powściągliwy w wymianie informacji. W przypadku drugiego „kuriera” byłem jeszcze ostrożniejszy, bo poza przekazaniem nieprecyzyjnych informacji deklarował się, że przekaże od nas informacje osobom, które wskażemy. Potem z materiałów SB udostępnionych przez IPN dowiedziałem się, że komenda w Piasecznie wysyłała do nas zwiadowców na rozpoznanie.

O czternastej mieliśmy kolejną masówkę, głównie zwołaną po to aby poinformować przychodzącą  drugą zmianę o sytuacji. Cały dzień spędziłem na rozmowach, odwiedziłem wszystkie wydziały produkcyjne i biurowiec. Byłem na luminoforach, u energetyków i na zestawialni (oddzielne budynki). Wszędzie pytania co będzie dalej, ale i zawziętość – nie odpuścimy, nie poddamy się. Przy czym w miarę napływu niepomyślnych informacji o kolejnych pacyfikacjach nastroje wyraźnie się pogorszyły. Pierwsza niewielka jeszcze fala „uchodźców” opuściła zakład na zakończenie pierwszej zmiany o czternastej – następna znacznie większa o dwudziestej drugiej. Z pobieżnych przeliczeń wynikało, że na noc zostało nieco więcej niż połowa zatrudnionych. Dyrektorzy, z którymi się spotkaliśmy w większej grupie w ciągu dnia, namawiali nas do przerwania strajku. Nie używali gróźb osobistych, koncentrowali się na kosztach i stratach jakie generuje strajk. Ostatnie spotkanie z dyrektorem Bilipem i komisarzem Wierzchowskim mieliśmy chyba o dwudziestej trzeciej. Byli wtedy natarczywi, wręcz agresywni mówili o zakończeniu strajku w Zelosie, co było nieprawdą, bo po incydencie wieczornym o którym niżej, przed pójściem na spotkanie rozmawiałem telefonicznie z Bogdanem Nalepińskim i jeszcze jedną osobą w Zelosie, chyba Stanisławem Turkiem.

Incydent, który miał miejsce wieczorem, wywołał wzmożoną nerwowość wśród strajkujących; najpierw poszła plotka o koncentracji wojska i milicji wokół zakładu a potem jacyś ludzie przybiegli do Komitetu Strajkowego z informacją, że Lamina i Zelos zostały spacyfikowane przez wojsko. Po sprawdzeniu, szybko okazało się to nieprawdą, jednak wywołał sporo zamieszania, takich dezinformacji mieliśmy jeszcze kilka w nocy – wszystkie obliczone były na obniżenie morale strajkujących.

Spać poszliśmy po północy, każdy w innym ukryciu, w różnego rodzaju schowkach i zakamarkach na wypadek jeśliby SB chciała kogoś wygarnąć – wszystkich nie dałaby rady. Czuwali pracownicy zmianowi.

Wcześnie z rana we wtorek obudzono mnie informacją, że Lamina przerwała strajk, na szóstą albo na siódmą zwołałem zebranie Komitetu Strajkowego, żeby zastanowić się, co dalej robić. Zebranie opóźniło się, koledzy przynosili wieści, że kolejna fala pracowników opuściła zakład o szóstej i tylko niewielka garstka przyjechała na pierwszą zmianę. Z radia dowiedzieliśmy się o spacyfikowaniu, Huty Warszawa i Ursusa. Ustaliliśmy, że na ósmą zwołamy masówkę w łączniku i wspólnie przedyskutujemy sytuację.

Na Masówce dyrektor i komisarz przekonywali do natychmiastowego zakończenia strajku – zostali wygwizdani przez zebranych. Zebrani pozostawili decyzję Komitetowi Strajkowemu, czy zakończyć strajk i ewentualnie kiedy. Ktoś rzucił hasło referendum – zostało ono podchwycone zarówno przez przeciwników jak i zwolenników kontynuowania strajku. Obie strony liczyły, że wypadnie ono po ich myśli. My zwlekaliśmy. W moim przypadku przesądziła informacja o spacyfikowaniu którejś ze stoczni, kolejnych zakładów warszawskich i brutalności zomo i milicji podczas pacyfikacji. Daliśmy świadectwo, nie chciałem ofiar, u nas na razie nie było interwencji, ale była ona tylko kwestią czasu, priorytetem dla Junty było zdławienie zakładów warszawskich.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 
Gdzieś około południa podjęliśmy decyzję o przeprowadzeniu referendum, które wyznaczyliśmy na godzinę czternastą. Powołaliśmy komisję referendalną z obecnych na strajku członków Komisji Rewizyjnej, byli to Zosia Ciechomska, Irena Pruśniewska, Marta Sosnowska i Strzeżek Jerzy.  Głosowanie przebiegło sprawnie, trwało nieco ponad godzinę. Na wydziałach były urny używane podczas niedawnych wyborów, przewodniczący i komisje wydziałowe dopilnowali przebiegu głosowania, aby nie było żadnych manipulacji i fałszywych głosów. O czwartej mieliśmy protokół, który ukryty przeze mnie tuż po zakończeniu strajku, zachował się i którego kopie zamieszczam. Ogółem w głosowaniu wzięło udział 2222 osoby, 1153 osoby były za przerwaniem strajku, 1040 za Kontynuacją. Solidarność w Polkolorze liczyła 4300 członków. Ja nie głosowałem. Znikoma większość opowiedziała się za przerwaniem strajku. Komisja Strajkowa ogłosiła jeden warunek przerwania strajku: odstąpienie od represji wobec organizatorów i przywódców strajku. Przedstawiliśmy go dyrekcji i komisarzowi. Stwierdzili, że nie są władni dać gwarancji, ale zrobią wszystko, aby nie doszło do „ukarania” członków Komitetu Strajkowego. Na czwartą albo piątą zwołaliśmy masówkę w narzędziowni na terenie huty. Ogłosiłem wyniki referendum i w związku z tym zakończenie strajku. Przeczytałem też wcześniej  napisaną przeze mnie trzystronicową ocenę sytuacji w Polsce, chodziło o to, aby podtrzymać ludzi na duchu. Napisałem, że reżim teraz triumfuje, ale długofalowo już przegrał, bo ludzie poczuli zew wolności, są zjednoczeni jak nigdy, mają zaplecze i organizację. Delegalizacja Solidarności z punktu widzenia związku nie ma znaczenia, wszyscy nadal będziemy jego członkami. Na koniec stwierdziłem, że jestem pewien, że doczekamy wolnej Polski. Sześć egzemplarzy rozdałem wśród zebranych, może u kogoś zachował się ten tekst, byłbym wdzięczny za jego kopię.

Grupa kilkudziesięciu osób z Kuźniewską na czele nie chciała zakończyć strajku, jednak po jakiejś pół godzinie dali się przekonać i razem wyszliśmy.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *