ŚWIADOMOŚĆ TEGO CO ZOSTAŁO UTRACONE

wpis w: Polityka, Religia i sztuka | 0

 

Dzisiaj, przy okazji Świąt Bożego Narodzenia warto się zastanowić dokąd zmierza katolicyzm pod przywództwem papieża Franciszka a nawet szerzej dokąd zmierza chrześcijaństwo. Podpowiedź znalazłem w książce opisującej sytuację w Niemczech. Książka „Zmierzyć wiarę” napisana została przez dziennikarza hamburskiego tygodnika „Die Zeit” – Ulrika Schnabela. Jest ona skierowana przede wszystkim do ludzi nie wierzących na co wskazuje maniera językowa polegająca na wyjaśnianiu i opisywaniu pojęć z religii chrześcijańskiej, które dla każdego wierzącego są oczywiste a jeszcze pięćdziesiąt lat temu maniera taka byłaby dziwactwem. Drugim zabiegiem użytym przez Schnabela jest przeciwstawianie religii nauce i postrzeganie ich jako wzajemnie sprzecznych z wyciąganiem wniosków, że człowiek wierzący popada w konflikt z nauką. Chociaż akurat tu autor nie zawsze jest konsekwentny i uznaje potrzebę duchowego przeżycia. Trzecim zabiegiem uznanym za oczywisty jest zrównanie wiary chrześcijańskiej z wierzeniami plemiennymi ludów prymitywnych badanych przez socjologów religii. Ci wszyscy ateiści nie rozumieją istoty osobowego Boga i tego, że religia chrześcijańska jest odpowiedzią na doświadczenia ludzkości, jest w zasadzie sprawcą ucywilizowania się okrutnego dla jednostki świata. A już co kompletnie odrzucają to, że chrześcijaństwu zawdzięczamy wymianę myśli, rozwój nauki i powstanie naukowego sposobu badania rzeczywistości. W żadnej innej religii nauka nie miała takich możliwości powstania i rozwoju jak w krajach chrześcijańskich.

To właśnie rodzina i religia oswajają młodego człowieka wchodzącego w życie z istniejącą rzeczywistością czyniąc go wartościowym dla społeczeństwa.

Najogólniej rzecz ujmując autor się dziwi dlaczego jeszcze niektórzy wierzą i są chrześcijanami. Mimo wielu wad książka jest warta przeczytania, opiszą ją może innym razem. Ten post poświęcę tylko jednemu rozdziałowi opisującemu w co Niemcy wierzą aktualnie i jak kształtuje się ich wiara czy raczej niewiara w Boga. Książka powstała w 2009 roku, badania i dane pochodzą z lat wcześniejszych i odnoszą się do okresu kiedy papieżem był Niemiec czyli Benedykt XVI. Dlaczego zająłem się tym fragmentem książki? – ano dlatego, że w wielu poruszanych obszarach my Polacy podążamy śladem niemieckim i wyraźnie już widać te same trendy i tendencje.

Niemcom ze Świąt Bożego Narodzenia pozostały tylko jarmarki przedświąteczne. Wszystkie zamieszczone zdjęcia są z jarmarku przed katedrą w Kolonii

Tytuł postu został wzięty z wypowiedzi guru lewicy – Jurgena Habermansa, który w jakimś swoim eseju analizował nie tylko zjawisko wiary, ale i zachowania społeczne towarzyszące wyznawanej wierze, zastanawiał się także w jaki sposób można wyróżnić punkty zwrotne w życiu ateisty z szarej codzienności tak jak to robi chrześcijaństwo. Za kanwę do tych rozważań posłużył mu świecki pogrzeb szwajcarskiego pisarza Maxa Frischa (tego od Homo Faber, przeczytałem też jego wspomnienia – ta wielka sława Zachodu do pięt nie dorastała Sandorowi Maraiowi). Habermans odnosząc się do pogrzebu pisze o „niezręczności niereligijnych form pogrzebowych” i że „oświeceniowa moderna nie znalazła dotąd żadnego odpowiedniego ekwiwalentu dla religijnego uporania się z zamykającym historię życia rite de passage”.

A autor dodaje: „Czy ślub brany wyłącznie w urzędzie stanu cywilnego nie wygląda mizernie i bezbarwnie? Czyż w kościelnej oprawie, z muzyką organową, kazaniem i przysięgą składaną przed Bogiem – dopóki śmierć was nie rozłączy – nie odzywają się zupełnie inne strony duszy ludzkiej? Przy tego typu okazjach między dwójką ludzi pojawia się coś trzeciego: trudna do pojęcia transcedentna jakość, która przemienia uroczystość w sakrament i wynosi na nowa płaszczyznę semantyczną, bowiem Co Bóg złączył, człowiek niech nie rozdziela.”

Ponieważ wielu ludzi odczuwa potrzebę odczucia wymiaru duchowego, świątynie z okazji ślubów , pogrzebów oraz chrztów przeżywają prawdziwy najazd”

Przytoczę tu dwa doświadczenia polskie. Ksiądz podczas tegorocznych rekolekcji adwentowych opowiadał o sytuacji na pewnym ślubie. Rodzice pana młodego przyszli do księdza i prosili, żeby każdy z gości weselnych mógł się napić podczas ceremonii ślubnej wina. Oni oczywiście kupią dwie skrzynki wina i dostarczą do zakrystii. Nie mieli najmniejszego pojęcia do czego służy wino w czasie mszy i ślub kościelny potraktowali instrumentalnie.

Drugi przypadek: Niedawno uczestniczyłem w świeckim pogrzebie. Przez dwadzieścia minut żona wychwalała zmarłego (słusznie) a na koniec i tak odczytała psalm. Mimo to zabrakło mi dostojeństwa w tym pogrzebie i wątku transcedentnego „Anielski orszak niech twą duszę przyjmie, uniesie z ziemi ku wyżynom nieba a pieśń zbawionych niech cię zaprowadzi aż przed oblicze Boga najwyższego”.

Proszę uważnie przyjrzeć się temu zdjęciu. Na jarmarku świątecznym oferuje się rosyjskie matrioszki

Autor ciekawie rozpatruje dylemat ateisty wobec sytuacji, że wszystko co nas otacza zbudowane jest na kodzie chrześcijańskim, a więc znaki, rytuały, zachowania, święta, obyczaje itd., wszystko co podkreśla unikalność życia ludzkiego i jak tu ateista musi pogodzić ten stan z „potrzebą niezłomności intelektualnej”, aby nie dać się nakłonić do zgniłych kompromisów i jak poradzić sobie z oczywistym pytaniem: jak sam przyda życiu ów święty wymiar? Jeśli nie potrafi przydać to postawa ateistyczna okazuje swoją słabość wobec religijnej, więc dlaczego wybieram słabość? Dla myślącego człowieka to problem, dla hedonisty żaden. Habermans próbuje wypełnić tę pustkę proponując czysto racjonalny ogląd świata. Dlatego ateiści odrzucają „postmetafizyczne formy myślenia” i tworzą „postsekularne społeczeństwo”. Sęk w tym, że człowiek ma nie tylko składową racjonalną a składowa duchowa częstokroć góruje nad racjonalną.

Z kolei na poziomie filozoficznym ateiści muszą zmierzyć się z pytaniem : Jak wypełnić to co „zostało utracone” i objaśnić „kwestie niewyjaśnione” ażeby stworzyć swój własny odrębny od chrześcijaństwa spójny system. Można powiedzieć, że mają problem podobny jaki mają katolicy tylko a rebours jak stworzyć nowy aparat pojęciowy oparty o współczesne realia, żeby trafić do młodych i objaśnić prawdy wiary w sposób zrozumiały i przemawiający do współczesnego człowieka.

Autor przytacza argumentację toczonej przez wiele lat dyskusji lub raczej sporu między Habermansem a Benedyktem XVI o stosunek fides do ratio (wiary do wiedzy). Lewicowi myśliciele a takim jest Habermans uważają, że „rozdarcia między wiedzą o świecie a wiedzą o objawieniu nie da się wypełnić” i że nauka pokazała dobitnie na jakich solidnych, zrozumiałych argumentach możemy oprzeć nasze przekonania i nie zadowalać się już więcej odwołaniami do niepoddających się weryfikacji dogmatów i „prawd wyższych”.

Argumentacji Benedykta XVI nie zamieścił.

Na początku lat dwutysięcznych Niemcy zauważyli wzrost zainteresowania religią nawet mówiło się o „powrocie religii”. Ale wzrost w mediach i na rynku księgarskim liczby tytułów o tematyce religijnej niekoniecznie oznaczał, że dotyczy tematyki chrześcijańskiej wiernej Kościołowi. Tłumaczono również, ze silne zainteresowanie religią wynikało również faktu, że tradycyjne formy wiary straciły swoją siłę oddziaływania i wielu ludzi poszukuje obecnie nowych inspiracji.

Badania opinii publicznej, np. uniwersytetu w Stuttgarcie dotyczące profilu wiary u Niemców pokazały że:

tylko około 10% mieszkańców Niemiec należy do grona tradycyjnych chrześcijan, odnajdujących odpowiedź na pytania o sens życia w swojej wierze oraz w ścisłych związkach z Kościołem. Od dziesięciu do piętnastu procent to ludzie poszukujący sensu w medytacjach, ezoteryce albo „praktykach dalekowschodnich”. Trzydzieści pięć procent zakwalifikowanych zostało w badaniach jako kreatywni religijnie, czyli tacy, którzy wierzą wprawdzie w Boga, ale nie w takim sensie, w jakim propaguje Go chrześcijaństwo. Reszta należy do hedonistycznych praktyków codzienności, interesujących się głównie własnym poczuciem zadowolenia oraz własną sytuacją ekonomiczną.

Wszystkie sondaże pokazują zgodnie jedno: w porównaniu międzynarodowym Niemcy należa raczej do niewierzących. Nawet wiara tych, którzy sami okreslają siebie jako religijnych, ma często charakter dość mglisty i nieokreślony.

Oficjalnie nadal dwie trzecie wszystkich Niemców należy do jednego z dwóch największych chrześcijańskich Kościołów. Ale mniej więcej tyle samo podaje w sondażach, jakoś tam wierzy w „Boga”. Na chrześcijańską definicję trójpostaciowości Boga – Ojciec, Syn, Duch święty – powołują się tylko nieliczni. Większość kojarzy z Bogiem raczej wartości abstrakcyjnie, takie jak miłość, miłosierdzie czy „dobro w człowieku”, widzi w nim symbol „pokoju”, „przyrody” lub uniwersum. Popularne jest także przyznawanie się do wiary w bliżej niezdefiniowaną „siłę wyższą”, która niczego nie żąda i nie wysuwa żadnych roszczeń.

Nawet dla zatwardziałych ateistów jest to jednak sytuacja niezadowalająca.

Ateiści wykpiwają taką postawę „wierzących”: Zwykłe mniemanie, że istnieje coś wyższego od człowieka, nie odpowiada żadnej z dwóch definicji wiary: świętego Tomasza – pewności egzystencjalnej i Lutra – przynależności.

Ten „potężny religijny trend” krytykują również teolodzy, sufragan katedry kolońskiej zauważa: „ Większość ludzi uważa obecnie Kościół za rodzaj sklepu Aldi: bierze się interesujące propozycje – przedszkola, szkoły przykościelne, specjalne Msze święte – a ignoruje przykazania i papieża, płaci przy kasie podatek kościelny i oczekuje za to szybkich usług. Potem zagląda do następnego sklepu, sprawdzając co proponuje astrologia, co słychać u psychoterapeutów, czy też u buddystów – i w następnym tygodniu decyduje się na coś nowego.

.każdego roku z Kościoła występuje więcej ludzi niż do niego wstępuje, i że tylko co dziesiąty mieszkaniec Republiki Federalnej Niemiec regularnie pojawia się na Mszy św. W całym kraju zamykane są probostwa, gminy z oszczędności są łączone, a kościoły zamykane. A kiedy „Der Spiegel” w lipcu 2007 roku przeprowadził sondaż, zadając pytanie, kogo Niemcy uważają za wzór religijności, więcej obywateli RFN wypowiedziało się za Dalajlamą niż za niemieckim papieżem. A przecież Niemcy były niegdyś dumnym centrum Świętego Cesarstwa Rzymskiego oraz krajem w którym narodziła się reformacja.

Upadek wiary nie wydaje się jednak zjawiskiem typowo niemieckim, to raczej ogólny trend europejski. Także w Wielkiej Brytanii i Włoszech jedynie co dziesiąty obywatel chodzi raz w tygodniu do kościoła na mszę a we Francji nawet co dwudziesty. (źródło European Values Study). Kościoły europejskie, narzekał New York Times, robią coraz bardziej wrażenie „ zbioru atrakcji turystycznych z przeszłości chrześcijaństwa””

..” socjologowie dostrzegają w tym procesie sekularyzacji zasadniczy trend nowoczesnego społeczeństwa, w którym wiara religijna – jak wiele innych kwestii – staje się sprawą indywidualnych decyzji i działań. ….Zakazy i kary wydawane wcześniej wydawane przez władze ortodoksyjne straciły bowiem na swej sile odstraszającej. To czyni wolnym, ale także bezdomnym. ….. Pojedynczy człowiek jest zmuszony, w tym samym stopniu, w jakim zanika zaufanie do starych więzi społecznych, indywidualnie określać swą tożsamość, w dodatku ciągle na nowo.”

Nieodłączny „diabelski młyn” czyż to nie jest symboliczne

Autor widzi także dobre strony tych zmian a w zasadzie ich skutek: Pojawiają się indywidualne poszukiwania, np. wzrost liczby pielgrzymek szczególnie do Santiago de Compostela, zainteresowanie wielu mieszkańców Zachodu medytacjami, doświadczanie wyciszenia, odbywanie postów, łańcuszki modlitewne czyli odkrywanie na nowo tego co jeszcze w wielu rejonach Polski jest nieprzerwanie praktykowane. Autor nic nie wspomina o rekolekcjach, które w Polsce są ciągle normą.

Na Zachodzie te trendy nazywa się religią patchworkową. Myślę, że jest tu jakieś nieporozumienie (lub złe tłumaczenie), bo to pojęcie odnosi się do tworzenia składanki z dowolnie wybranych fragmentów różnych religii. Nawet autor potępia „zmienny duchowy shopping” – dzisiaj seminarium o szamanach, jutro buddyzm zen, pojutrze astrologia – raczej nie prowadzi do pogłębionego stanu religijności.”

To wszystko co dzieje się w Niemczech od dawna i co zostało opisane w tym rozdziale książki „Zmierzyć wiarę” już u nas występuje od dawna tylko do pandemii stanowiło margines zdarzeń występujących wokół Kościoła, Pandemia i przypadki pedofilii wśród nielicznej grupki księży ( poniżej jednego procenta) nadały tempa tym przemianom i obawiam się, że są już one nieodwracalne.

Największy skarb katedry w Kolonii – relikwiarz Trzech Króli

Witraż Hołd Trzech Króli poniżej Czterech Ewangelistów

Zatęsknimy jeszcze do roli i rangi religii w społeczeństwie w czasach w których opresyjny reżim komunistyczny ją zwalczał.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *