Tam też była Polska. NADBEREZYŃCY Floriana Czernyszewicza

wpis w: Lektury | 0

A nasze polskie ludzie z takim pragnieniem czekają Polski, jak człowiek w Poście czeka Wielkiejnocy

Choć przyjdzie nam zginąć z głodu,

Czy w tundrach Sybiru nam zgnić

Z trudu naszego i znoju

Polska powstanie by żyć

Ta książka to wielkie moje odkrycie. Powieść napisana w 1942 roku na obczyźnie, trafiła w moje ręce dopiero teraz. Z powodów oczywistych nie mogła być wydana w PRL-u. To nie tylko perypetie bohaterów. Jest tam równie kunsztownie i wiernie oddana polskość odległych Kresów i losy polskich zaścianków nad Berezyną głównie Smolarni jak w „Panu Tadeuszu” -Dobrzyń, „Potopie” Lauda, „Nad Niemnem” Bohatyrowicze a w szerszym kontekście i tej z okolice Stołpc w „Szczenięcych latach” czy okolic Konstantynowa w „Pożodze”, czy w „Lewej Wolnej”. Tak, to jest tej miary literatura. Świat opisany w wyżej wymienionej literaturze rozsypał się w proch, bezpowrotnie zginął, ale ocalał w naszej kulturze Dobrze by było, żeby Nadberezyńcy znaleźli się wśród lektur. Bo jest to epopeja przedstawiająca losy polskich mieszkańców zaścianka Smolarnia położonego nad Berezyną w trójkącie Bobrujsk, Mohylew, Orsza w przełomowym okresie dziejów: pierwszej wojny światowej, rewolucji i wojny polsko- bolszewickiej. Ten zaścianek to żywa, mistyczna skamienielina dawnej Rzeczpospolitej w morzu białorusko – rosyjskiego żywiołu.

Czytając tę książkę uznanie dla odwagi, bohaterstwa i poświęcenia głównych bohaterów Kazika Zdanowicza, Stasia Bałaszewicza, Kościka Wasilewskiego i innych miesza się z przejmującym smutkiem i żalem, że ich działania poszły na marne, zostały zaprzepaszczone, i tamten świat uległ zatracie i poszedł w zapomnienie, że taki potencjał został zmarnowany. Nie tylko ludzie, ale i wartości. Czernyszewicz opisuje krótki rozbłysk Polskości i nadziei na tym terenie w związku z pobytem W Bobrujsku Korpusu Dowbora Muśnickiego i potem w drugiej połowie 1919 roku armii polskiej, euforii i potem załamania, gdy oddziały te nie ruszały za Berezynę do nich. Powraca fatalizm. Mimo to powieść tchnie jakąś nieuchwytną nutą optymizmu, skoro są tacy ludzie? daje też iskierkę nadziei, że skoro, polskość zakorzeniona w katolickiej wierze i niewzruszonej niczym moralności przetrwała 130 lat niewoli, to kolejne przeciwności jej nie zmogą. Pod popiołem żar może długo trwać sprawiedliwa Polska dla wszystkich jeszcze kiedyś powstanie.

Czytamy o prostym, głęboko moralnym, zgodnym z naturą życiem, rządzącym się surowymi prawami jak natura z którą są zżyci, przesiąkniętym religijnością, które co rusz jest wystawiane na próbę i hartuje się w tych doświadczeniach. Po zabiciu przez bolszewików Kazika Zdanowicza scena przebaczenia zdrajcy i jego rodzinie przez matkę zamordowanego jest pięknym tego przykładem podobnie jak głęboko chrześcijańska rozmowa Karusi z siostrami sprawcy. „Drużność” to wszyscy na weselach, wszyscy na pogrzebach i wzajemna pomoc. Całe proste i pracowite życie na widoku sąsiadów, nic do ukrycia, nic do zatajenia i serce na dłoni. Pięknie pokazana prostolinijność i prawość mieszkańców zaścianka Smolarnia, ludzie żyjący według zasad wiary i kalendarza kościelnego, przy tym ludzie z krwi i kości. Jak pisze Czernyszewicz (nigdy wcześniej tego nazwiska nie słyszałem) „ kresowy lud – rosły, roboczy, gospodarny, szczery i drużny”.

Jeśli ktoś chce zasmakować tej utraconej polskości, której teraz za świecą szukać to właśnie zagłębiając się w lekturę „Nadberezyńców” ją znajdzie, znajdzie też niespełnioną tęsknotę do Polski wyidealizowanej, wyśnionej i wymodlonej. Panorama losów Polaków mieszkających w biednych polskich zaściankach nad Berezyną w rejonie Bobrujska. Jest opis obyczajów, życia codziennego, jedzenia (bliny z hreszki), sprzętów, ubrań (łapcie z łyka lipowego). W tej dziedzinie jak i językowej powieść można uznać za cenny dokument.

Barwny i żywy język pogranicza znakomicie oddaje emocje. Przewyborny, jędrny i wysmakowany. Znakomite opisy przyrody jak u Mickiewicza pokazujące jej mistyczne wręcz oddziaływanie na ludzi są jednocześnie dowodem miłości autora do tego miejsca swego urodzenia, szczególną miłością darzy on puszczę, nawet ułożył hymn- modlitwę na jej cześć. Jak autor spamiętał po dwudziestu latach na emigracji w Argentynie te dziesiątki lokalnych nazw kwiatów, roślin i ich siedlisk oraz miejsc jest godne podziwu, ale jeszcze większy podziw budzi posługiwanie się językiem lokalnym w odniesieniu do życia codziennego. Mieszanina polskiego, białoruskiego i przekręconego rosyjskiego, w moim przypadku wszystko zrozumiałe, bo znane mi z moich rodzinnych stron (no powiedzmy w 80 procentach zrozumiałe). Opisałem to w poście „Język prosty”. Tu rewelacyjne są argumentacje, jakbym je słyszał w dzieciństwie z kryńskiego targu, połajanki, pomstowanie i wyklinanie. Surowość i tkliwość. Przekleństwa to „matuszki” jak nazywa je autor w ślad za określeniem lokalnym.

Tam na wschodzie wisi czarna chmura – wielka chmura, dzika, niebezpieczna. Chmura zarazy bezbożnej, rozkładu moralnego, nieprawości; chmura pożogi, mordu i barbarzyństwa.”

Stosunek mieszkańców zaścianka do bolszewizmu jest jednoznacznie negatywny, ale Smolarzanie pokornie znoszą rekwizycje, doprowadzeni do ostateczności próbują dyskutować, dwu z nich przypłaca to życiem: Program wasz jest zły ….. bo jest dziki, nie wyraża woli narodu, idzie wbrew naturze ludzkiej, hamuje rozwój i uniemila życie.

Wszystkie pomysły lewackie mają te cechy, także i te obecne.

Zdjęcie domu ze Smolarni, dom stawiany na zrąb może pochodzić z tamtego okresu. Zdjęcie z Internetu autor Paweł Kubiś

Na obrazku wyróżniającym wkleiłem mapę z googla pokazującą położenie Smolarni na północ od Bobrujska

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *