„ Po cóż czynić wysiłki, mój synu, dla czegoś tak marnego jak Trebizonda?
Sułtan Mehmed: Miecz Islamu jest w moim ręku; Byłby zawstydzony nie męcząc się dla wiary”
W tym poście chciałbym przytoczyć fragment książki „Upadek Konstantynopola 1453” Stevena Runcimana jednego z moich ulubionych pisarzy historycznych, którego cenię za rzetelność i pisanie w oparciu o dokumenty pochodzące z różnych źródeł. W tym wypadku korzystał z bogatych źródeł greckich, włoskich a nawet tureckich. Przedstawiam część rozdziału „Losy zwyciężonych” ku przestrodze. Jest to bardzo pouczający fragment
Oblężenie Konstantynopola obraz Domenico Tintoretta
Losy zwyciężonych
Sułtan Mehmed zezwolił żołnierzom na trzydniowy rabunek, do którego byli uprawnieni. Tłumnie napływali do miasta. Kiedy pierwsze oddziały przedarły się przez mury, sułtan domagał się pewnej dyscypliny. Pułki wkraczały przy dźwiękach muzyki i z rozwiniętymi sztandarami. Ale skoro tylko żołnierze znaleźli się w miescie , wszyscy połączyli się w dzikiej pogoni za łupem. Z początku nie mogli uwierzyć, że miasto przestało się bronić. Zabijali każdego kogo spotkali na ulicach, bez różnicy mężczyzn, kobiety i dzieci. Krew płynęła strumieniami w dół stromych ulic od wzniesienia Petry ku Złotemu Rogowi. Niebawem jednak żądza mordu została zaspokojona. Żołnierze uświadomili sobie, że jeńcy i cenne przedmioty przyniosą im większą korzyść.
Spośród żołnierzy, którzy przeszli przez palisadę albo przez Kerkoportę, wielu zmieniło kierunek, aby splądrować cesarski pałac w Blachernae. Pokonali oni tamtejszy wenecki garnizon i zaczęli rabować wszelkie skarby pałacu, paląc księgi i ikony, skoro tylko udało im się oderwać od nich ozdobione klejnotami oprawy i ramy i rąbiąc mozaiki i marmury na ścianach. Inni udali się do małych, lecz wspaniałych kościołów pod murami – św. Jerzego przy Bramie Charyzjusza, św Jana w Petra i ślicznego klasztornego kościoła Zbawiciela w Chora, ażeby ograbić je z ich zasobów drogocennych naczyń i szat liturgicznych oraz wszystkiego co dało się zedrzeć. W kościele w Chora pozostawili nieuszkodzone mozaiki i freski, ale zniszczyli ikonę Matki Boskiej, Hodigitria, najświętszy obraz w całym Bizancjum, malowany – jak mówiono – przez samego świętego Łukasza. Obraz ten przeniesiono tam na początku oblężenia z jego własnego kościoła przy pałacu, tak iżby z jego dobroczynnej obecności tuż obok obrońcy mogli czerpać natchnienie. Wyrwano go z oprawy i przecięto na czworo. Potem żołnierze popędzili naprzód, jedni by wpaśc do pobliskich domów, inni w stronę bazarów i wielkich budynków we wschodniej części miasta.
Marynarze ze statków na Złotym Rogu wkroczyli już przez Bramę Plataea i opróżniali magazyny leżące wzdłuż murów. Wkrótce niektórzy z nich napotkali patetyczną procesję kobiet posuwających się w kierunku kościoła św Teodozji, aby modlić się o jej opiekę w dniu jej święta. Kobiety zostały okrążone i rozdzielone między zdobywców, którzy z kolei ruszyli dalej , aby złupić obsypany różami kościół i zabrać stamtąd wiernych. Inni wspięli się na wzgórze i wraz z żołnierzami z murów plądrowali potrójny kościół Pantokratora i budowle klasztorne z nim związane oraz sąsiedni kościół Pantepoptes. Jeszcze inni, którzy weszli przez Bramę Horaia, zatrzymali się by obrabować dzielnicę bazarów, zanim wspięli się w górę w stronę Hipodromu i Akropolu. Marynarze z okrętów na morzu Marmara przedostali się tymczasem przez Stary Swięty Pałac. Sale jego były opuszczone i na wpół zrujnowane; ale istniały tam jeszcze wspaniałe kościoły, takie jak Nowa Bazylika, którą Bazyli I zbudował prawie przed pięcioma wiekami. Wszystkie zostały doszczętnie ograbione. A potem marynarze obu flot i niektórzy żołnierze z murów na lądzie podązyli do największego kościoła w Bizancjum, do katedry Mądrości Bożej.
Kościół był jeszcze natłoczony. Nabożeństwo skończyło się i śpiewano jutrznię. Na dźwięk wrzawy na zewnątrz zamknięto olbrzymie brązowe wrota budynku. Wewnątrz wierni modlili się o cud, który jedynie mógł ich uratować. Modlili się na próżno. W niedługim czasie rozwalono drzwi. Wierni znaleźli się w pułapce. Część starców i kalek zabito natychmiast większość jednak związano razem łańcuchami. Zrywano z kobiet welony i szarfy, by służyły za sznury. Co ładniejsze dziewczęta i chłopców orz licznych brdziej bogato ubranych patrycjuszy rozszarpano niemal na śmierć, kiedy ich zdobywcy kłócili się o nich. Niebawem długą procesję przypadkowo dobranych małych grup mężczyzn i kobiet, ciasno z sobą powiązanych, zaciągnięto do żołnierskich biwaków, gdzie znów o nich wrzała bójka. Kapłani w dalszym ciągu śpiewali u ołtarza, aż i ich także zabrano. Jednak w ostatniej chwili, jak wierzyli wierni, kilku z nich chwyciło najświętsze naczynia i przeszło przez południową ścianę sanktuarium. Otworzyła się ona i zamknęła za nimi; i tam pozostaną, dopóki święta budowla nie stanie się na nowo kościołem.
Grabież ciągnęła się cały dzień. Wkraczano do klasztorów i konwentów i okrążano ich mieszkańców. Niektóre z młodszych mniszek wolały męczeństwo niż hańbę i rzucały się do studni, gdzie znajdowały śmierć; ale zakonnicy i starsze mniszki – posłuszni starej tradycji bierności kościoła prawosławnego – nie stawiali oporu. Prywatne domy łupiono systematycznie; każda plądrująca grupa pozostawiała u wejścia chorągiewkę, by wskazać, że dany dom został doszczętnie opróżniony. Mieszkańców zabierano razem z ich dobytkiem. Kto się załamał na skutek słabości, był mordowany z pewną liczbą niemowląt, które uważano za bezwartościowe, lecz na ogół życie obecnie darowywano. Istniały jeszcze w mieście wielkie biblioteki, niektóre świeckie, dużow więcej jednak klasztornych. Większość ksiąg spalono; jednak Turcy byli dość bystrzy, by uznać je za przedmioty możliwe do zbycia; ci ocalili ich pewną liczbę i później sprzedawali je za kilka groszy każdemu, kto mógł się nimi zainteresować. W kościołach dochodziło do śprośnych scen. Wynoszono wiele wysadzanych klejnotami krucyfiksów nakładając na nie na bakier tureckie turbany. Liczne budynki były uszkodzone nie do naprawienia.
Pod wieczór niewiele pozostało do splądrowania i nikt nie protestował, kiedy sułtań ogłosił, że grabież ma teraz ustać. Zołnierze mieli dość zajęcia w ciągu dwóch dni następnych: dzielenie łupów i obliczanie jeńców. Mówiono, że było ich 50 000 w tym tylko 500 żołnierzy. Reszta armii chrześcijańskiej zginęła oprócz niewielu ludzi, którzy umknęli morzem. Liczba zabitych, włączając w to cywilne ofiary masakry, dochodziła – jak mówiono – do 4 tysięcy.
Sam sułtan wjechał do miasta późnym popołudniem. W otoczeniu swej najlepszej gwardii janczarów, mając za sobą ministrów, jechał stępa przez ulice do kościoła Mądrości Bożej. Przed jego wrotami zsiadł z konia i schylił się by wziąć garść ziemi, którą posypał swój turban jako akt pokory wobec swego Boga. Wszedł do kościoła i przed chwilę stał w milczeniu. Następnie, idąc w stronę ołtarza, zauważył tureckiego żołnierza próbującego wyrąbać kawał marmurowej posadzki. Z gniewm zwrócił się do niego mówiąc, że pozwolenie na rabunek nie obejmuje niszczenia budynków, które zarezerwował dla siebie. Było jeszcze trochę Greków skulonych po kątach: Turcy nie zdążyli ich powiązać i zabrać. Sułtan rozkazał by wolno im było wrócić w spokoju do swoich domów. Z kolei kilku kapłanów wyszło z tajnych przejść z tyłu za ołtarzem i błagało go o litość. Tych również odesłał pod swoją opiekę. Uparł się jednak by kościół został od razu przekształcony w meczet. Jeden z jego ulemów spiąl się na ambonę i ogłosił, że nie ma Boga oprócz Allacha. Potem sam sułtan wszedł na płytę (mensę) ołtarza i złożył pokłon swemu zwycięskiemu Bogu.
…………..
Nazajutrz rozkazał, by cała nagromadzona zdobycz została mu przedstawiona i wybrał z niej część, do której jako wódz miał prawo; przypilnował też, aby sprawiedliwą część łupu przydzielono tym jego oddziałom, którym obowiązki nie pozwoliły na uczestniczenie w rabunku. Dla siebie zatrzymał wszystkich wziętych do niewoli członków wielkich rodzin bizantyjskich oraz tych wysokich urzędników, którzy przeżyli masakrę. Zwolnił od razu większość dam z arystokracji, dając im pieniądze, aby mogły wykupić swoje rodziny, jednak zatrzymał ich najpiękniejszych synów i córki dla własnego seraju. Wielu innym młodzieńcom zaofiarował wolność i szarże oficerskie w swojej armii pod warunkiem, że wyrzekną się swej religii. Kilku z nich odstąpiło od wiary; większość jednak wolała przyjąć sankcje karne za wierność Chrystusowi. Wśród jeńców greckich odkrył on Łukasza Notarasa, megaduksa (tego samego, który miał stwierdzić: wolałbym widzieć turecki turban w mieście niż tiarę papieską), oraz jakichś 9 innych spośród cesarskich ministrów. On sam wykupił ich z rąk tych, którzy ich pojmali, i przyjął łaskawie, uwalniając megaduksa i dwóch lub trzech innych. Jednak wielu jeszcze urzędników Konstantyna, między innymi Frances, nie zostało zidentyfikowanych i pozostało w niewoli.
Nie okazano takiej litości jeńcom włoskim. Minotto, wenecki burmistrz , został zabity wraz jednym z synów i siedmioma jego wybitnymi ziomkami. Wśród nich znajdował się Catarino Contarini, którego już wykupiono z od oddziałow Zaganos Paszy, ale ponownie wzięto do niewoli i zażądano 7 tysięcy sztuk złota za jego wypuszczenie. Była to suma którą żaden z jego przyjaciół nie mógł zapłacić. Konsula katalońskiego, Pere Julia, również stracono z pięcioma lub sześcioma jego rodakami. Arcybiskup Leonard dostał się do niewoli, ale go nie rozpoznano, i wkrótce wykupili go kupcy z Pery, którzy pośpieszyli do tureckiego obozu, by ratować genueńskich ziomków. Kardynał Izydor miał jeszcze więcej szczęścia. Pozbył się swych szat kapłańskich, dając je jakiemuś żebrakowi i wkładając zamiast nich żebracze łachmany. Żebraka pojmano i zabito, a jego głowę okazywano jako głowę kardynała, gdy tymczasem Izydor został sprzedany po prostu za grosze pewnemu kupcowi z Pery, który go poznał.
…………..
Los jeńców greckich był rozmaity. Po trzech dniach, kiedy skończył się urzędowy okres plądrowania, sułtan ogłosił, że Grecy, którzy uniknęli niewoli albo zostali z niej wykupieni, mają wrócić do swoich domów, gdzie ich życiu i mieniu nie będą groziły żadne zakłócenia. …. Mówiono też , że sam Mehmed posłał 400 greckich dzieci w darze każdemu z trzech ówczesnych muzułmańskich potentatów: sułtanowi Egiptu, królowi Tunisu i królowi Granady. Dużo greckich rodzin nigdy nie miało się z sobą połączyć. Mateusz Komariotes w swym lamencie nad miastem opowiada o rozpaczliwym poszukiwaniu, jakie czynili on i jego przyjaciele, by znaleźć swych krewnych. O niektórych dowiedział się później, że zostali zabici, inni po prostu zaginęli; i ze wstydem odkrył, że jego bratanek przeżył wyparłszy się swej wiary.
Życzliwość jaką okazał Mehmed żyjącym ministrom cesarza była krótkotrwała. Wspominał nawet o mianowaniu Łukasza Notarasa gubernatorem zdobytego miasta. Jeżeli był to jego prawdziwy zamiar to wkrótce zmienił zdanie. Jego wspaniałomyślność zawsze była pomniejszana podejrzliwością; doradcy zaś ostrzegali go by nie ufał megaduksowi. Wystawił więc jego lojalność na próbę. W pięć dni po upadku miasta wydał bankiet. W czasie bankietu, kiedy sobie dobrze podpił wina , ktoś szepnął mu, że czternastoletni syn Notarasa jest chłopcem wyjątkowej urody. Sułtan niezwłocznie posłał eunucha do domu megaduksa z żądaniem, aby chłopca przysłano mu dla jego rozkoszy. Notaras, którego dwaj starsi synowie polegli w boju, odmówił poświęcenia chłopca takiemu losowi. Posłano wtedy policję, aby sprowadziła Notarasa z synem i z młodym zięciem, synem wielkiego marszałka dworu Andronika Kantakuzena, przed oblicze sułtana. Kiedy notaras wciąż opierał się sułtanowi, wydano rozkazy , aby jego i dwóch chłopców natychmiast ścięto. Notaras prosił jedynie o ścięcie chłopców przed nim, aby widok jego śmierci nie zachwiał ich. Gdy zginęli obaj, obnażył szyję przed oprawcą. Następnego dnia 9 innych dostojników greckich aresztowano i posłano na szafot. ………..
Ich kobiety odesłano z powrotem do niewoli i weszły one w skład długiej procesji jeńców, która towarzyszyła dworowi w czasie jego powrotu do Adrianopola.
Poniżej Mehmed wjeżdża do zdobytego Konstantynopola

M
Mika Waltari „Czarny Anioł”, niektórzy uważają, że jedna z najlepszych powieści wszech czasów, przedstawia to w równie wierny, a jeszcze ciekawszy sposób. Runciman chyba czytał co najmniej fragmenty o upadku miasta, bo sam pisze o nim w bardzo podobnym klimacie (suchymi, oszczędnymi zdaniami), choć on zapewne wprost na podstawie źródeł.
Śmierć Notarasa na końcu mniej więcej się zgadza, acz w powieści ma szersze podteksty; losy jego córki, Anny, której na końcu się wyparł – nie, w rzeczywistości uciekła wcześniej do Wenecji, gdzie zajęła się propagowaniem na Zachodzie spuścizny bizantyjskiej.