W ostatnich dniach w wiadomościach we wszystkich mediach wydobyte zostały z niebytu rejony z których pochodzę a to w związku z organizowaną przez reżim Łukaszenki akcją przerzutu tak zwanych „uchodźców” z krajów muzułmańskich do Polski, na Litwę, Łotwę a najogólniej rzecz biorąc do Unii Europejskiej. Przerzuty do Polski odbywają się właśnie w rejonie Krynek a dokładniej między miejscowościami Usnarz a Grzybowszczyzna, które leżą odpowiednio 9 i 6 km od Krynek. O akcji Łukaszenki nie będę pisał, bo myślę, że powiedziano już o niej wszystko co trzeba i nie trzeba. W moim poście opiszę te rejony wraz z ich uwarunkowaniem historycznym, które jest bardzo ciekawe. Ta ziemia przez wieki widziała mnóstwo młodych i silnych imigrantów, pozostawiali za sobą śmierć, zgliszcza, gwałty i spustoszenie. Zawsze czegoś potrzebowali: jedzenia, kobiet, cudzych majątków i zawsze coś przynosili, na przykład: Szwedzi głód, wojska carskie idące tłumić powstanie listopadowe cholerę, krasnoarmiejcy w 1920 przynieśli zarazę komunizmu.
Jak to jest, ja który całe dzieciństwo przemieszkałem nad granicą, kiedy w maju tego roku podczas wizyty w rodzinnych stronach podjechałem nad granicę gdzie kiedyś byłem dziesiątki a może nawet setki razy, natychmiast zostałem zatrzymany w odległości trzystu metrów od niej i dostałem mandat a wszelkiej maści lewactwo, ubrane w szaty współczucia pod Usnarzem narusza przepisy dotyczące ochrony granic, porusza się w strefie zakazanej, atakuje żołnierzy straży granicznej, obraża ich i nic, żadnej kary, żadnego mandatu. Okazuje się, że w obecnej Polsce hucpiarze i prowokatorzy są nietykalni. Dziwne! Obecny rząd co krok demonstruje swoją bezsilność a ludzie opozycji, którzy ciągle wrzeszczą, że rząd łamie i nie przestrzega prawa, łamią je sami nagminnie i całkowicie bezczelnie. Rząd tam gdzie musi pokazać swoją siłę tego nie robi. Dlaczego uważam, że musi, bo akcja Łukaszenki ma kilka poziomów, wśród nich testowanie sprawności naszego państwa i jego zdolności obronnych. Jest okazja do poskromienia tych specjalistów od szantażu moralnego, pseudo wrażliwców, sprzedajnych harcowników, prowokatorów i beneficjentów wrażych fundacji a mimo to mamy do czynienia z „cackaniem się” a nie ze stanowczością. Można to zrobić również i dlatego, że ma się za sobą miejscową ludność co w tych rejonach dotychczas się nie zdarzało ze względu na zróżnicowanie etniczno – religijne.
GRANICA NA RZECE ŚWISŁOCZY W BIAŁOHORCACH, tu w dzieciństwie przepływaliśmy rzekę
Graniczna Świsłocz w Ozieranach

Granica w Krynkach – dawna droga do Grodna. Tu mnie Straż Graniczna zatrzymała.
Cały pas przygraniczny po obecnej polskiej i białoruskiej stronie przez prawie pięćset lat stanowił jednolitą całość. Była to najbardziej wysunięta na zachód część Wielkiego Księstwa Litewskiego. Do szesnastego wieku teren ten od Polski oddzielały nieprzebyte puszcze ciągnące się od Kowna do Białowieży. Interesujący był ciągle zmieniający się skład etniczny i to w miejscu, które obecnie wydaje się zastygłe w bezruchu a na mapie google można wyczytać „gdzieś na krańcu świata” – taka jest nazwa jednej z agroturystyk, znajdujących się tutaj. Pierwsi znani z nazwy byli tu Jaćwingowie. Po nich pozostały nazwy toponimiczne i niektóre nazwiska wywiedzione z imion jaćwieskich. Zostali pokonani przez książąt mazowieckich i książąt halickich. Stąd Grodzieńszczyzna dostałą się pod panowanie kniaziów ruskich i znaleźli się tam osadnicy ruscy. Ale na północnym zachodzie rosła potęga Litwy, która można powiedzieć, że od XIII wieku do XV była największym rozbójniczym krajem w tej części Europy (nie licząc Krzyżaków). Po inwazji mongolskiej na rozbitą dzielnicowo Ruś jej zachodnia część została podporządkowana Litwie. Na południowy zachód od Grodna osiedliło się sporo Litwinów. W XIX wieku już nikt z nich nie mówił po litewsku – wszyscy rozmawiali w starobiałoruskim (miejscowi nazywają „prostym”) i po polsku. Po osiedleńcach litewskich też pozostały nazwiska oraz nazwy niektórych rzek i miejscowości. Polacy i Prusowie pojawili się w jeszcze ciekawszy sposób. Kroniki mówią, że wielki książę litewskiTrojden przedsięwziął kilka wypraw łupieżczych na Mazowsze, czego skutkiem było schwytanie około trzydziestu tysięcy jeńców, brańcy osadzeni zostali w pasie od Grodna do Bielska Podlaskiego. Mniej więcej w tym samym czasie Krzyżacy nawracali krzyżem i mieczem, ale bardziej mieczem Prusów na chrześcijaństwo. Wielu z pogańskich Prusów uciekało ze swoich rodzinnych stron na Litwę. Znowu kroniki podają, że kilka plemion pruskich uzyskało zgodę wielkich książąt litewskich na osiedlenie się na terenie Wielkiego Księstwa. Szacuje się, że było ich nawet ze czterdzieści tysięcy. Ciekawa jest etymologia nazwy obecnej wsi Usnarz. Cytuję za książką księdza Bielskiego „Krynki i okolice”:
„W jednym z dokumentów z roku 1558 znajdujemy „ sioło służebne Usnara w wójtostwie skreblackim, ekonomii grodzieńskiej. W innym znajdujemy też nazwę Usnasz.
Nazwa Usnara, Usnasz, Usnarz może pochodzić z języka Jaćwingów jak Szczara, Kotra – nazwa rzek kończąca się na ra.
Biorąc pod uwagę pisownię Usnasz można wyprowadzić nazwę od niemieckiego Hausknecht – stróż domowy; knecht mówiono o żołnierzu,wojaku niemieckim, krzyżackim. Wyraz ten niemiecki został w języku polskim przemieniony na „Usnacht”. Ponieważ niemieckie „ch” brzmi często w wymowie jak „sz” mamy więc „usnaszt” – usnasz. Za pochodzeniem niemieckim nazwy wskazywałoby i to, że w Usnarzu Makarowskim znajdował się budynek nazwany przez miejscową ludność „Kapenaus” to jest „Cafehaus”. W budynku tym była niegdyś karczma.
Można więc przyjąć, że w tej miejscowości osiedlono niegdyś wziętych do niewoli knechtów – żołnierzy krzyżackich czy niemieckich.”
Zrujnowany dom w Usnarzu, cały ulepiony z gliny tak zwana glinianka
Za polem rzepaku granica w pobliżu Jurowlan
Granica w pobliżu Grzybowszczyzny w linii lasu
Polacy dobrowolnie osiedlali się tu od czasów Jagiełły. Aleksander Jagiellończyk zagorzały rusofil też dołożył swoje – wygnał Żydów z Grodna i pozwolił im się osiedlić w Krynkach, Kuźnicy, Skidlu, Łunnie i Jeziorach. Największa fala osadnicza napłynęła w czasach królowej Bony, która otrzymała tu włości od męża – Zygmunta. Wtedy osadziła tu sporo biednej szlachty, odgradzając się nimi od włości kniaziów Chodkiewiczów, Sapiehów i Massalskich – z tej szlachty wywodzą się powstałe z czasem okolice szlacheckie wymienione przeze mnie poniżej. Po spustoszeniach dokonanych przez wojska moskiewskie Chowańskiego i Szwedów tereny te mocno wyludniły się. Stąd Sobieski mógł tu osadzić żołnierzy trzech chorągwi tatarskich. Nadania były dla pułkowników Krzeczkowskiego, Kryczyńskiego i Olechnowicza. Szwedzi jeszcze raz w czasie Wojny Północnej zostawili swoje plemniki na tym terenie, podobnie jak Sasi. Antoni Tyzenhaus zarządzający Ekonomią Grodzieńską w czasach Poniatowskiego sprowadził z kolei Niemców do manufaktur i jako ogrodników. A dalej to muszę przypomnieć, że od sejmu niemego stały w tym rejonie na leżach wojska moskiewskie. W XIX wieku władze carskie poddały te rejony intensywnej rusyfikacji, zamykały kościoły i budowały cerkwie. Dwa ukazy carskie: jeden o małżeństwach mieszanych nakazujący obowiązkowe przechodzenie na prawosławie i drugi o likwidacji kościoła unickiego zmieniły do pierwszej wojny strukturę narodowościową mieszkańców – żywioł białoruski zaczął przeważać.
Kamień upamiętniający Prytyckiego w Harkawiczach. Tablica zniknęła
Dawna wiejska świetlica w Harkawiczach
W Polsce międzywojennej w oparciu o niektórych Białorusinów i Żydów działały tajne komórki Komunistycznej Partii Zachodniej Białorusi, z której wywodzili się komunistyczni terroryści tacy jak Siergiej Prytycki (Siarhiej Prityckij) zajmujący się mordowaniem urzędników i policjantów, napadami na dwory, podpaleniami budynków użyteczności publicznej. W czasie wojny oprócz oddziałów AK istniało komunistyczne ugrupowanie partyzanckie „Oktiabrskaja Zwiezda” zajmujące się głównie zastraszaniem Polaków.
Pierwotna decyzja w sprawie przebiegu powojennej granicy w rejonie Krynek była bardziej niekorzystna dla Polski: cała puszcza Białowieska, Jałówka, cała parafia kryńska, Usnarz aż do Kuźnicy miały zostać po stronie Związku Sowieckiego – czyli nie tylko wschodnia część ale cały dawny powiat grodzieński, w Krynkach zainstalował się nawet wyznaczony dużo wcześniej sowiecki „rajkom”. Ale nagle po dwóch tygodniach sowieccy urzędnicy się zwinęli i wyjechali, oddali nawet czterystuosobową grupę rekrutów których zdążyli schwytać i których mieli wcielić do sowieckiej armii.
Ostateczny podział przeprowadzono w taki sposób, że cała wschodnia część ziemi kryńskiej została włączona do Białorusi. Na przykład w znanym już wszystkim z przekazów medialnych Usnarzu granicę poprowadzono tak, że zachodnia jego część obecny Usnarz Górny znalazła się w Polsce a wschodnia – Usnarz Makarowce z kościołem w Białorusi. Najbardziej perfidne jednak było włączenie do Białorusi wszystkich dawnych okolic szlacheckich w których nie było ani jednego Białorusina. Są to następujące okolice: Poczobuty, Petelczyce, Ihnatowicze, Hlebowicze, Łaniewicze, Białokozy, Sarosieki, Proniewicze, Kudrycze, Półjanowicze, Ejsmonty, Jodkiewicze, Staniewicze, Gobiaty, Bergieły, Gieniusze. Nazwy pozostały, ale nikt tam już nie mieszka z wymienionych rodów. Okoliczni Białorusini oraz ludność napływowa pozajmowali ich domy. Mają powody by przejawiać wdzięczność władzom sowieckim a teraz białoruskim za uzyskane korzyści materialne. Nic więc dziwnego, że w tym rejonie najłatwiej było zorganizować przerzut emigrantów do Polski. Do tego większość wiosek na północ od Krynek obecnie po polskiej stronie przed wojną była schronieniem dla agitatorów bolszewickich a z wioski, która leży na wprost linii przerzutów – Harkawicze wywodzi się wymieniony już przeze mnie wcześniej Prytycki – najpierw bolszewicki dywersant, potem zabójca policjanta polskiego a po wojnie pierwszy sekretarz KC KPZR Białorusi. Wielbiciele jego wystawili mu pomnik w Harkawiczach – w wolnej Polsce! Niebywałe! Na szczęście obecnie mieszkają tu już całkiem inni mieszkańcy, którzy widzą i rozumieją, tak jak i w innych wsiach, przepaść dzielącą Białoruś od Polski. Starzy – zawzięci, którzy pamiętali czasy przedwojenne i indoktrynowani w czasach okupacji sowieckiej powymierali. Nie ma już komu podsycać nienawiści między prawosławnymi i katolikami – tablica upamiętniająca Prytyckiego gdzieś znikła – pozostał tylko bezimienny kamień (zamieszczam zdjęcie).
Obecnie mamy podobną sytuację jak w przypadku wycinania chorych świerków w Puszczy Białowieskiej, historia się powtarza – przyjeżdżają z całej Polski watahy najemników i „pożytecznych idiotów” jak parę lat temu przyjeżdżali ekoterroryści do Puszczy Białowieskiej po to żeby urządzać komuś życie bez ich zgody i woli.
A swoją drogą czy obecni imigranci, jeśli zostaną wpuszczeni, „ubogacą miejscową ludność” jak zdarzało się to wielokrotnie na przestrzeni wieków w przeszłości? – Czas pokaże.
W poście tym zamieszczam zdjęcia z terenów przygranicznych robione w różnych czasach. Zwracam szczególnie uwagę na rozwalającą się chatę z gliny w Usnarzu i świetlicę ludową z lat pięćdziesiątych w Harkawiczach.





W
„Poczobuty, Petelczyce, Ihnatowicze, Hlebowicze, Łaniewicze, Białokozy, Sarosieki, Proniewicze…Nazwy pozostały, ale nikt tam już nie mieszka z wymienionych rodów. Okoliczni Białorusini oraz ludność napływowa pozajmowali ich domy:
na jakiej podstawie Pan to piszę? Niestety jest to nieprawda. Nadal tam mieszkają potomkowie wymienionych rodów i dobrze się mają.