ZADEPTANA PERŁA ADRIATYKU

wpis w: Podróże | 0

Marzenia najlepiej jest realizować w kolejności w jakiej się pojawiają, bo potem można przeżyć głębokie rozczarowanie. Długo nie spełnione powodują przerost oczekiwań, co w konsekwencji prowadzi do nienaturalnych i idealistycznych wyobrażeń. W szkole średniej prenumerowałem czasopismo „Poznaj świat” z kolorowymi ilustracjami, które było moim oknem na świat prezentującym ciekawe i atrakcyjne miejsca, odkrywało egzotykę oraz inny nieznany świat. Jednak jak to w komunizmie, kiedy nie było szans wyjechać poza „obóz państw socjalistycznych” człowiek musiał być do bólu racjonalny i myśląc o wspaniałych miejscach czy zabytkach ograniczał swoje marzenia. Dlatego gdy przeczytałem o dostępnej „Perle Adriatyku” w socjalistycznej Jugosławii popartej zdjęciami błękitnego morza, miasta na cyplu otoczonego murami z czerwonymi dachami domów, postanowiłem tam w przyszłości pojechać. Jakoś tak się złożyło, że marzenie to spełniło się po …… pięćdziesięciu pięciu latach i to po tym jak zwiedziłem miejsca o których nie śmiałem nawet marzyć. Tą „Perłą Adriatyku” był i jest Dubrownik (do 1918 Raguza) a w zasadzie jego Stare Miasto. Nawet obecnie wypiękniał. Tylko coś było nie tak, coś mi bardzo przeszkadzało. Otóż ciągle rosnąca popularność wśród turystów zabija to miasto. Tłumy, tłumy – ponad trzy miliony rocznie. Nie można przystanąć pokontemplować zabytki, pochylić się nad ciekawym detalem, zadumać nad meandrami historii, próbować kogoś zagadnąć. Rodzimych mieszkańców jest około sześciu tysięcy, ale ich wcale nie widać oczywiście poza kelnerami i sprzedawcami w sklepach, którzy mogą być też przyjezdnymi. W kościołach których jest szesnaście nie widać żadnych modlących się w przeciwieństwie do sąsiednich Włoch. Według mnie następuje nabierająca tempa degradacja miasta jako spójnej, żywej i funkcjonującej jednostki. Jak tu poznawać kulturę tego miejsca, kiedy królują obcy, tłok i wrzawa i trzeba przeciskać się między stolikami restauracyjnymi na wąskich uliczkach. Autentyczny, unikat o skali światowej został skomercjalizowany, odebrano mu jego własne życie czyniąc ofiarą globalizmu.

Dubrownik Stare Miasto widok z lotu ptaka

Stare Miasto i otoczenie

Widok z góry od strony morza

A Dubrownik (włoska Raguza) spełnia wszystkie kryteria miejsca wywołujące zachwyt: stare, nieprzerwanie funkcjonujące od wczesnego średniowiecza z nawarstwiającą się architekturą ze wszystkich okresów. Ma się przegląd wszystkich stylów architektonicznych: są budowle: gotyckie, renesansowe i barokowe i eklektyczne. Ma wyjątkowo ciekawą historię. Skrojone na ludzką miarę, wszędzie blisko, wąskie uliczki ciasno zabudowane są jak wąwozy w górach, otoczone potężnymi murami z basztami, bastionami i fortami. Do Starego Miasta można wejść tylko jedną z trzech bram. Przez wieki rozbudowywane mury mają dwadzieścia metrów wysokości i do 6 metrów szerokości o długości prawie dwóch kilometrów podążają zgodnie z rzeźbą terenu w górę i dół wzdłuż krawędzi lądu. Od środka oglądane przytłaczają, od zewnątrz ładnie oddzielają Stare Miasto od współczesności. Główna ulica o dwóch nazwach Placa i Stradun liczy nieco ponad trzysta metrów i prowadzi od bramy Pile na zachodzie do portu na wschodzie miasta. Stradun przebiega w miejscu gdzie jeszcze w czasach panowania Bizancjum była cieśnina oddzielająca wyspę od stałego lądu. Dzieli miasto na dwie nierówne części: większą, południową, znajdującą się na dawnej wyspie zamieszkaną hen w starożytnej przeszłości przez Illirów i mniejszą obsadzoną po podboju słowiańskim przez Chorwatów. Dawna część lądowa jest położona amfiteatralnie, rejon przy murach góruje nad resztą miasta. Te tereny najmniej ucierpiały w wyniku licznych trzęsień ziemi stąd tyle tu średniowiecznych i renesansowych budowli. Raguza jak wszystkie stare i dobrze prosperujące niegdyś miasta była miastem kompletnym. Rozumiem przez to, że na jego przykładzie tak jak na przykładzie Wenecji czy Valetty można studiować rozwój materialny miasta, jego system obronny, ewolucję systemu władzy, integrację społeczności, jej duchowe zaangażowanie w kwestie wiary, rozwój sztuki, która podkreślała bogactwo i wspaniałość władzy ale też służyła wzmacnianiu wiary a nawet można dostrzec dbałość o zdrowie jej mieszkańców. Wszystkie te aspekty funkcjonowania miasta średniowiecznego i renesansowego jeszcze dziś są czytelne i widoczne. Są piękne kościoły, katedra, pałace i domy użyteczności publicznej.

Fragment murów

W pobliżu bramy Pile, fontanna Onufrego, wejście na mury i kościół Zbawiciela (Spasa)

Wirydarz klasztoru franciszkanów

Port

Port widziany z innej strony

Plaża za murami

Szlifowane bruki

Z mojego punktu widzenia unikalność Dubrownika polega między innymi na tym, że jego dzieje dobrze przedstawiają w pigułce zagmatwane dzieje Bałkanów. I w tych niełatwych warunkach ciągłych najazdów i podległości najpierw Bizancjum, potem, królestwu Serbii, Wenecji, Królestwu Węgier, był w stanie osiągnąć sukces, utworzyć Republikę Raguzy, która od XIII do XVI wieku wzbogaciła się, utrzymała niepodległość i to co obecnie oglądamy pochodzi głównie z tamtego okresu. Od 1525 roku niezależność od Imperium Otomańskiego opłacała haraczem. Przeżyła kilkadziesiąt trzęsień ziemi z najtragiczniejszym w 1667 roku. Odbudowa miasta trwała wiele lat, trzęsienie ziemi zaprosiło barok do Raguzy – w stylu tym odbudowano między innymi katedrę i wiele kościołów.

Raguza miała również unikalny system władzy. Do Wielkiej Rady należeli wszyscy mężczyźni od osiemnastego roku życia z rodzin patrycjuszowskich. A przewodniczącego (Rektora) wybierano spośród mężczyzn powyżej pięćdziesiątego roku życia tylko na jeden miesiąc sprawowania władzy. O kolejną kadencję mógł się ubiegać po 2 latach. Ten typ władzy rotacyjnej skutecznie eliminował korupcję. Bogacący się patrycjusze fundowali kościoły i zamawiali obrazy do ołtarzy u znakomitych artystów takich jak Parmigianino, Padovanini, Burdone. Stąd w katedrze w głównym ołtarzu poliptyk Wniebowzięcia NMP zamówiony u Tycjana. Tycjan namalował kilka obrazów Wniebowzięcia, najsłynniejszy jest siedmiometrowy w Wenecji w kościele dei Frari. Raguzę od innych wyróżniają cztery mniejsze obrazy towarzyszące głównemu.

Kościół i klasztor Dominikanów

Kościół i klasztor franciszkanów

Kościół Sw Ignacego Loyoli przy Kolegium Jezuickim

Ołtarz główny w katedrze z obrazem Wniebowzięcia NMP

Raguzę wyjątkowo rzadko dotykały epidemie dżumy, tyfusu czy cholery. Zawdzięczała to między innymi mądrej polityce sanitarnej. Wodę od 1444 roku sprowadzano akweduktami z gór do licznych fontann a ulice już od 1409 roku były wybrukowane wapiennymi płytami. W czasach pandemii podróżni przybywający do Raguzy musieli odbyć kwarantannę na wyspie Lokrum przez 40 dni. Opiekowali się nimi benedyktyni, którzy osiedlili się na tej wyspie w XI wieku. Budynek kwarantanny miał 10 stref. Podróżny co 4 dni zmieniał strefę. Ostatnia znajdowała się przy wyjściu z budynku. A w mieście nadzwyczajnie dbano o czystość. Teraz również jest to charakterystyczna cecha Chorwatów.

Raguza uczestniczyła w kosztownej rywalizacji wielu miast śródziemnomorskich o zdobycie słynącej cudami relikwii znanego męczennika i tym samym patrona miasta. Wenecjanie wykradli relikwie świętego Marka z Aleksandrii, Raguzanie w X wieku w nie do końca wyjaśnionych okolicznościach uzyskali z Bizancjum relikwie w tym czaszkę świętego Błażeja (po chorwacku Vlaha) – biskupa męczennika z Kapadocji, żyjącego w czwartym wieku. Legenda głosi, że dzięki wstawiennictwu tego świętego mieszkańcy odparli któryś z wielu ataków Wenecjan. Sądzę, że relikwie świętego dotarły do miasta w 1205 roku, kiedy to czwarta krucjata zamiast dotrzeć do Ziemi Świętej zdobyła Konstantynopol i obrabowało go z rozlicznych dzieł sztuki i obiektów sakralnych. Powracający do Francji i Niemiec rycerze przehandlowywali po drodze zdobyte skarby. Uważam to wydarzenie za największą hańbę Zachodu. My już niewiele wiemy albo nawet nic o tym świętym. A był on niegdyś bardzo popularny w całej Europie(proszę sobie poczytać choćby w Internecie o nim). Posiadanie takiego patrona mocno podnosiło prestiż miasta a dzień poświęcony jego wspomnieniom przypadający na 2 lutego był i nadal jest wielkim świętem mieszkańców Dubrownika. Na odpust i procesje przybywają tłumy z całej Chorwacji, a czterdziestogodzinne nabożeństwo celebrują biskupi. Od wieków było to święto, które jednoczyło wszystkich mieszkańców miasta. Kult św. Błażeja umacniał więzi społeczne i lokalną tożsamość. Dzięki wysiłkom pobożnych mieszkańców i członków bractw św. Błażeja, festa zachowała swój tradycyjny charakter i obyczaje, które pozwalają pielęgnować jego bogatą kulturę duchową. Relikwie czyli czaszka i pomniejsze kości świętego przechowywane są w Skarbcu katedry. Skarbiec zawiera imponującą kolekcję relikwiarzy z relikwiami różnych świętych (182) w tym drzewo Krzyża. Ilość posiadanych relikwii również świadczyła o potędze i bogactwie miasta. Niedaleko katedry jest niewielki kościół poświęcony patronowi (Świętego Vlaha). Niestety podczas mojego pobytu był zamknięty.

Relikwiarz z relikwiami Św Vlaha zdjęcie z Internetu

 Obrazy Raguzy z różnych okresów

Sprzedaż dewocjonalii w jednej z bram miasta

Dubrownik (Stare Miasto) jest perłą, o którą miliony turystów rocznie wycierają swoje buty. To sprawia, że wapienne bruki miasta lśnią jakby były wypolerowane z białego marmuru. Jest to pierwsza rzecz, która po wejściu do miasta na Stradunie rzuca się w oczy. Drugą charakterystyczną cechą są jednolicie czerwone dachy wszystkich budynków. Dobrze to widać z murów miejskich a jeszcze lepiej ze wzgórza Srd (tak się nazywa) panującego nad miastem, na które można wjechać kolejką. A dla kogoś kto nie zamierza zwiedzać miasta a przyleciał na wczasy na lotnisko niedaleko Dubrownika może podziwiać Stare Miasto i otaczającą je zatokę z drogi dwieście metrów powyżej prowadzącej w kierunku Splitu. Stamtąd rozciąga się szeroka panorama na Adriatyk, wybrzeże, wyspy i półwyspy. Dopiero wtedy można docenić znakomite położenie Dubrownika.

Zdjęcia Dubrownika z czasów wojny z Serbami

Mapa przedstawiająca miejsca uderzeń pocisków

W czasie wojny serbsko-chorwackiej w latach 1991-1992, kiedy to Chorwacja wywalczyła niepodległość, Dubrownik był oblegany przez wojska serbskie. Wojska te z premedytacją prowadziły ostrzał artyleryjski i bombardowanie Starego Miasta, które przecież nie miało ani żadnego militarnego ani strategicznego znaczenia. Chodziło o dokonanie jak największych zniszczeń. I rzeczywiście uszkodzono wiele budynków, trafiono katedrę, kościół franciszkanów, spalono wiele domów mieszkalnych. (zamieszczam mapę pokazującą uszkodzone budynki) Chorwaci z pomocą międzynarodową wszystko pięknie odbudowali. I nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. Ta odbudowa, wzmocnienie konstrukcji szeregu budynków, ten „face lifting”, wydobyły ze Starówki całe jej piękno, blask i urok, stąd te jednolicie czerwone dachy, lśniące bielą budynki i brak zapuszczonych miejsc jakie się widzi w niektórych włoskich „citta”. Bo nie ma co ukrywać w socjalistycznej Jugosławii miasto z którego czerpano tak wiele korzyści, chyliło się ku upadkowi, wymagało wielkich nakładów, z tego co czytałem było już trochę zapyziałe. Teraz wygląda trochę jak wymuskana panienka przyciągająca uwagę, ale zagubiona w kosmopolitycznym tłumie.

Sobieski pod Wiedniem płaskorzeźba po prawej

Jest też i akcent polski: na postumencie pomnika wielkiego poety chorwackiego Frana Cundulica wśród czterech płaskorzeźb znajdują dwie z polską tematyką – Sobieski pod Wiedniem i bitwa pod Chocimiem.

I jest absurdalnie drogo.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *