„złote serca czy złote żniwa” – Marek Chodakiewicz i inni

wpis w: Lektury | 0

 

:Jesteście Żydówkami. Jak was znajdą to zabiją was oraz mnie, moją żonę i moje córki. Mam przykazanie od Pana Boga Wszechmogącego, aby ratowac cierpiących Żydów, ale nie wiem, czy mam rację, robiąc to ….Idę do kościoła, wzywam Pana Boga. On nie odpowiada. W związku z tym decyduję się was ratować. Jeśli Bóg otoczył was swoją opieką i przywiódł tutaj z getta, a Niemcy was nie znaleźli, to wam pomogę.”

Dr Antoni Docha do Fani i Heleny Babilowicz w Żukiewiczach pod Grodnem’

był szefem sanitarnym powiatu Sokółka AK-AKO. Uratował obie kobiety.

Motto książki „złote serca czy złote żniwa.

Przypomniałem sobie o tej książce, odszukałem ją na półce i postanowiłem ją przybliżyć czytelnikom mojego bloga po tym jak kolejna osoba rozpowszechniła na Zachodzie kłamliwe informacje o Polakach w czasie II wojny światowej. Niebinarna, rosyjska Żydówka mieszkająca w Nowym Jorku, Masha Gessen a więc pełna gwarancja obiektywizmu. Ze względu na ten obiektywizm, ideologię którą reprezentuje i neostalinowski warsztat marksizmu kulturowego powinienem zbyć jej artykuł milczeniem, co czynię, ale warto przypomnieć co myślą polscy historycy o niewątpliwym pionierze neostalinizmu w historiografii polskiej na Zachodzie Janie Tomaszu Grossie, który jak twierdził w wywiadzie dla „Jerusalem Post”, chce napisać historię Holokaustu na nowo i pracowicie to uczynił w czwartej już książce. Krytyce „złotych żniw” poświęcone są „złote serca czy złote żniwa.”

Jest to właściwie praca zbiorowa historyków polskiego pochodzenia mieszkających i pracujących za granicą ale i w Polsce pod redakcją Marka Chodakiewicza. Książka, którą należy bezwzględnie przeczytać a najlepiej mieć pod ręką gdy dochodzi do dyskusji na temat różnych aspektów relacji polsko-żydowskich w czasie wojny czy kolejnej paszkwilanckiej publikacji na temat już nie udziału a coraz częściej sprawstwa Polaków w Holokauście Żydów. A szczególnie każdy kto bierze udział w publicznych dyskusjach – będzie dysponował dokumentami, relacjami, prawdziwymi faktami i widział zdarzenia we właściwych proporcjach odnośnie zachowań Polaków w każdym poruszanym obszarze zarzutów wobec nas jako zbiorowości. Będzie również świadomy błędów warsztatowych i manipulacji metodologicznych jakich dopuszczają się autorzy kolejnych prac ( tak jak obecnie Grabowski i Engelking). Bo „większość z nich opiera się na źródłach wtórnych, czyli monografiach i opracowaniach w języku angielskim i wyrażając opinie o Holokauście nie znają źródeł ani języków miejscowych.” Napisana dziesięć lat temu Książka powstała w reakcji na kłamliwą publikację Grossa „Złote żniwa”. Jak piszą autorzy nie mogli nie podjąć tego tematu, choć zdawali sobie sprawę z presji poprawności politycznej i totalitarnych metod postępowania zwolenników jedynie słusznej i powszechnie obowiązującej na Zachodzie narracji wobec oponentów. Tym bardziej, że „debata nie dotyczy prawdy historycznej a wprost przeciwnie – odnosi się do rozmaitych wyborów na dziś. Duża część uczestników patrzy na przeszłość Polski przez pryzmat swoich współczesnych opinii i sympatii ideowych. Niewielu z nich jest zainteresowanych odtworzeniem historii stosunków polsko-żydowskich takiej, jaka ona była w rzeczywistości”

Książka jest również cenna ze względu na ukazanie dominujących trendów obecnie obowiązujących „w pracach badawczych” i w opisie historii. Chodakiewicz pisze o zarzuceniu podejścia empirycznego i logocentrycznego na rzecz „krytycznego podejścia do historii kultury większościowej, w szczególności religii chrześcijańskiej ale również historii narodowej”……. „Mniejszości ulegają fetyszyzacji a większość narodowa jest demonizowana” Do relacji polsko-żydowskich stosowana jest dekonstrukcja od kilkunastu już lat używana do opisu uciskanych mniejszości (Indianie i Murzyni) w Ameryce. W przypadku Polski jedynym absolutem jest Holokaust, „wszystko inne nadaje się na przemiał” a ofiary polskie nie istnieją, są pomijane i lekceważone. A jeśli już zauważone to tylko jako „Unequal victims”- nierówne ofiary – tak brzmi tytuł jednego z opracowań żydowskiego autora Israela Gutmana.

Autorzy zwracają uwagę że neostalinowskie podejście do opisu relacji żydowsko polskich nosi cechy kontrkulturowe, dominujące w historiografii amerykańskiej od lat sześćdziesiątych a od dwudziestu lat obejmujące obszar dotyczący historii Holokaustu. Jest to moralny relatywizm będący „taranem postmodernistycznej dekonstrukcji”. Można to dwojako interpretować: jako podążanie za modą historyków żydowskich w USA albo skwapliwe skorzystanie z poręcznego narzędzia, żeby wreszcie bezkarnie dać ujście swoim fobiom. Tylko, że dekonstrukcja w Stanach dotyczy stosunków wewnętrznych a u nas mamy do czynienia z atakiem zewnętrznym daleko wykraczającym poza wewnętrzne rozliczenia z ewidentnym wybielaniem prawdziwych sprawców i zamianą „gorszych” ofiar w sprawców.

Gross reprezentuje wściekły antypolonizm, na którym zresztą dobrze zarabia i bazując na ideologii wywodzącej się ze szkoły frankfurckiej nie stosuje kanonów naukowego obiektywizmu. Wystarcza mu jedyna warsztatowa reguła: „im gorzej można Polaków opisać tym lepiej”. Zadziwiająca jest jego bezkarność wobec tylu kłamstw i insynuacji. Jego celem jak sam to ujął, jest doprowadzenie do „samooczyszczenia” się Polaków i „zmiana (ich) tożsamości opartej na kłamstwie” oczywiście według formuły przez niego ułożonej. „Czyli chce wykorzystać naukę o przeszłości do przerobienia teraźniejszości i ulepszenia przeszłości”. Skąd my to znamy?

W książce kilku autorów w swoich esejach poddaje krytyce różne aspekty jego metodologii: profesor Gontarczyk, ks. prof. Chrostowski, dr. Sommer, czy prof. John Radziłowski.

Przytoczę kilka myśli księdza profesora Chrostowskiego odnośnie ocen moralnych dokonanych przez Grosa:

czas trudny i to co następuje po nim, mnożą pokusy robienia rachunku sumienia ……. innym”

Można odnieść wrażenie, że przedmiotem moralnych potępień i napiętnowania są coraz rzadziej oprawcy, a coraz częściej ci, którzy byli terroryzowani, upadlani i wyniszczani”

zazwyczaj jest tak, że ci którzy wymagają wiele od innych, poprzestają na niewielkich wymaganiach stawianych sobie”

Ksiądz profesor przytacza pouczające zmiany w modlitwie Ezdrasza znajdujące się w księdze Nehemiasza 9, 6-37, dokonane przez Żydów w stosunku do pierwotnej wersji na przestrzeni wieków kiedy wyłoniła się i okrzepła nowa świadomość, „oparta na przekonaniu , że istnieją granice w potępianiu ojców, którzy żyli przed nami, a więc i w odcinaniu się od nich”.

Dwa rozdziały poświęcone są zbadaniu jak to było z antyżydowskością narodowców w teorii i praktyce w czasie wojny i weryfikacji lewicowego a w zasadzie stalinowskiego mitu o zwierzęcym antysemityzmie w świetle programu, dokumentów i relacji żydowskich świadków. Autorzy nie przeczą, że narodowcy i NSZ uważali Żydów za politycznych wrogów, ale nie oznacza to, że akceptowali eksterminację Żydów ani tym bardziej współdziałali z okupantem. Sebastian Bojemski pisze, że obecnie najlepszym źródłem do poszukiwania sprawiedliwych NSZ – owców są powojenne akta spraw sądowych”, gdzie w załącznikach można znaleźć „świadectwa moralności” wystawiane przez Żydów. Komuniści wytoczyli kilkadziesiąt tysięcy spraw sądowych przeciwko żołnierzom NSZ.

Mnie szczególnie zainteresował esej Marka Paula Polacy i Żydzi na Kresach Wschodnich RP we wrześniu 1939.A to między innymi dlatego, że przytacza on informację za Memorial Book of Krinki o relacjach polsko żydowskich w tychże Krynkach. Tę publikację znam i mam ją w pdf-ie po angielsku. Są to wspomnienia żydowskich mieszkańców Krynek z różnych okresów o bardzo zróżnicowanych poglądach (przewaga lewicowych), tych co przeżyli wojnę i tych, którym udało się wcześniej wyjechać do Eretz Israel lub do Argentyny, Urugwaju czy USA. Książka jest fascynująca, bo pokazuje stosunek Żydów do Polaków i w przypadku większości nie jest to miłość bliźniego. Dysponuję też relacjami mieszkańców Krynek w tym mojej mamy. Mark Paul przytacza dwie relacje co się działo w „sztetlu” gdy weszli bolszewicy. Tłum szalał z radości, tańczyli, witali Sowietów kwiatami. Wszyscy byli w nastroju świątecznym. (Od pierwszych wyborów zawsze wygrywał w Krynkach Bund w tajnym sojuszu z komunistami – patrz Memorial Book of Krinki). Starsi ludzie, których pytałem i którzy to pamiętali potwierdzają, że entuzjazm po stronie Żydów był niesamowity. Ale czego już nie ma w „Memorial Book” to przede wszystkim co się działo później. Uformowała się milicja złożona głównie z młodych Żydów (ojciec mówił, że z komunistów, podziemna Komunistyczna Partia Zachodniej Białorusi), pozakładali czerwone opaski, karabiny na sznurku i chodzili od domu do domu strasząc Polaków i bogatych Żydów. Aresztowali okolicznych ziemian, wszystkich urzędników magistratu, sądu grodzkiego, policjantów w tym i żydowskich, których ostatecznie potem wypuścili. A burmistrza Pawła Carewicza wspomnianego przez autora z nazwiska oprowadzali ze związanymi rękami i boso wokół rynku wymyślając mu przy tym. Na trzeci dzień urzędników, część boso pogoniono pieszo do Grodna (40 km). Nikt z nich potem nie wrócił do domu, podobno zostali zastrzeleni w drodze. O dziwo burmistrz przeżył wojnę, podobnie jak jego rodzina a to dlatego, że jego brat mieszkający chyba w Brzostowicy był komunistą, poza tym wstawili się za nim niektórzy wpływowi Żydzi (znał jidisz). Po wojnie zamieszkał w Międzyzdrojach. Moi rozmówcy zwrócili uwagę, że pod okupacją sowiecką Polacy stali się obywatelami trzeciej kategorii i że niesamowicie rozwinęło się donosicielstwo. Sąsiad bał się sąsiada, przy czym w obrębie grup narodowościowych istniała duża lojalność. Dlatego też potem kiedy Niemcy rozpoczęli prześladowania Żydów nikt nie chciał udzielić im schronienia. Ciekawa sytuacja nastąpiła z chwilą wybuchu wojny niemiecko-sowieckiej. Większość komunistów znikła, przede wszystkim część dopuszczająca się represji na Polakach, jedni odnaleźli się potem w sowieckiej partyzantce a inni uciekli razem z wycofującym się wojskiem. W Krynkach stacjonował, pułk czołgów, przez moment mieściła się tutaj kwatera główna dowódcy armii generała Bołodina. Przez pierwsze trzy dni toczyła się wojna manewrowa, między Białymstokiem, Krynkami, Sokółką i Kuźnicą przetaczały się potężne masy wojsk sowieckich. Niemcy zbombardowali w Krynkach olbrzymie składy paliwa, które płonęły przez kilka dni. Zapowiedzieli też bombardowanie miasta rozrzucając wcześniej ulotki, żeby mieszkańcy schronili się we wskazane miejsce to unikną ofiar.

Co dziwne ani Polacy ani Białorusini tam się nie udali, natomiast Żydzi tam się karnie ukryli i zostali przez Niemców ostrzelani. Zginęło kilkadziesiąt osób. Miasta nie bombardowano. Po wkroczeniu Niemców nie było żadnego odgrywania się Polaków na Żydach. Może dlatego, że większość oprawców uciekła a może dlatego, że Żydzi ciągle stanowili większość w miasteczku. Niemcy aresztowali wszystkich związanych z władzą sowiecką urzędników z tych którzy zostali. Byli to głównie Żydzi i Białorusini – nie wiadomo co się z nimi stało. W 1942 roku Niemcy utworzyli w Krynkach getto zajmujące mniej więcej jedną trzecią obszaru miasta, zgromadzono tam około pięć tysięcy Żydów z Krynek i okolic. Jedzenie do getta nosiło wiele osób nocami, bo prawie każda polska rodzina miała jakiegoś zaprzyjaźnionego Żyda, brak ogrodzenia od strony rzeki ułatwiał dostęp, umożliwiał też ucieczki. Getto zlikwidowano w następnym roku wywożąc ludzi do getta w Białymstoku i Grodnie. W mieście zostało kilkaset osób pracujących w niemieckiej fabryce oraz synagodze gdzie umieszczono warsztaty naprawy czołgów. Domy żydowskie stały puste, zapełniono je dopiero mieszkańcami dużej wsi Porzecze, którą Niemcy spalili za pomoc sowieckim partyzantom. Majątek ruchomy został wywieziony do Niemiec.

Pogorzelcy niedługo cieszyli się tymi domami, bo wycofujący się Niemcy wysadzili wszystkie domy murowane w centrum, oszczędzili murowaną cerkiew i kościół. Synagogę kaukaską uratowała sześcioletnia dziewczynka Marysia, której matka i dziadkowie mieszkali obok synagogi. Oficer niemiecki dał się przebłagać widząc dziecko w oknie wychodzącym na „bożnicę” i odstąpił od wysadzania, dostał za to kanister bimbru i olbrzymi połeć wędzonego boczku. W 1945 miasteczko zalała fala uchodźców ze Wschodu głównie mieszkańców sąsiednich wsi, które zostały po sowieckiej stronie ale i uciekinierów z dalszych stron w tym także Żydów. Ruiny w centrum wokół rynku stały się po wojnie miejscem zabaw dzieci „w chowanego” i „wojnę”. Uprzątnięto je dopiero na początku lat sześćdziesiątych.

Na koniec zacytuję wypowiedź Zofii Szczuckiej-Kossak przytoczoną w książce w jej słynnym Proteście w związku z przeprowadzaną przez Niemców Zagładą Żydów:

Zabieramy przeto głos my, katolicy – Polacy. Uczucia nasze względem żydów nie uległy zmianie. Nie przestajemy ich uważać za politycznych, gospodarczych i ideowych wrogów Polski. Co więcej zdajemy sobie sprawę z tego, że nienawidzą nas oni więcej niż Niemców, że czynią nas odpowiedzialnych za swoje nieszczęście. Dlaczego, na jakiej podstawie to pozostanie tajemnicą duszy żydowskiej, niemniej jest faktem nieustannie potwierdzanym. Świadomość tych uczuć jednak nie zwalnia nas z obowiązku potępienia zbrodni.

Nie chcemy być Piłatami. Nie mamy możności czynnie przeciwdziałać morderstwom niemieckim, nie możemy nic poradzić, nikogo uratować – lecz protestujemy z głębi serc przejętych litością, oburzeniem i grozą. Protestu tego domaga się od nas Bóg. Bóg, który nie pozwolił zabijać. Domaga się sumienie chrześcijańskie. Każda istota zwąca się człowiekiem, ma prawo do miłości bliźniego. Krew bezbronnych woła o pomstę do nieba. Kto z nami protestu tego nie popiera nie jest katolikiem.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *